piątek, 4 listopada 2022

Prolog

Za oknem burza rozpętała się na dobre. Pioruny uderzały z hukiem raz za razem o pobliskie pola.  Dziewczyna usiadła na niewielkiej puchatej pufie i owinęła dłońmi gorący kubek z herbatą. Spojrzała z żalem za okno - minęło tyle miesięcy a ona nadal w ukryciu. Gdy wojna przybrała bardzo ostre tory, Shacklebolt wdrożył dla złotego trio plan awaryjny. Uznał, że każdego z nich należy umieścić w innym miejscu, najlepiej kierując się zasadą "najciemniej pod latarnią". Hermiona została przeniesiona do starożytnego dworku we Francji, jej "opiekunowie" - jak zwykła ich nazywać w myślach dziewczyna - byli czysto krwistą arystokracją, popierającą z daleka Voldemorta. Nie byli to źli ludzie, szczerze mówiąc Hermiona była pewna, że popierają oni go, tylko dlatego, że nie wiedzą jak naprawdę to wygląda. Nie byli oni zaangażowani w wojnę, i nie wzbudzali podejrzeń ze względu na swój status społeczny. Siedzą tu, w górskim dworku, i nie mają o niczym pojęcia, nawet o tym, że tak naprawdę nie mają drugiej córki, a już tym bardziej o realnych celach tego-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać. Kingsley użył na nich bardzo silnego zaklęcia, zmodyfikował im pamięć tak by myśleli, iż Hermiona jest ich 22 letnią córką. Byli przekonani, że ma ona na imię Alice, następną rzeczą która należała do kryjówki Hermiony był zmieniony wygląd. Była to dość problematyczna kwestia w tym planie, eliksir wielosokowy odpadał - nie wiadomo było ile będzie musiała się ukrywać, ani nie miałaby gdzie stale uzupełniać zapasów, bo wzbudziło by to podejrzenia. Tak samo było z zaklęciami maskującymi, czy zmieniającymi wygląd. Wystarczyłaby chwila nieuwagi by zniszczyć całą mistyfikacje, a na to nie mogli sobie pozwolić. Dziewczyna więc skorzystała z mugolskich sposobów.

Hermiona odłożyła kubek z herbatą na parapecie i podeszła do ogromnego lustra wiszącego obok łóżka. Jej włosy zafarbowane mugolską farbą, miały czarny niczym heban kolor. Taki sam jaki miał jej opiekun. Sięgały ledwie ramion, i dzięki zapasowi eliksiru ulizana, były proste jak drut. Dziewczyna była bardzo chuda, jej twarz była zapadnięta, na co całymi dniami narzekała jej opiekunka. Jej lewy polik szpeciła niewielka blizna. Po latach wojny jej piegi poznikały, a usta nabrały ładnej malinowej barwy, co dziewczyna zawdzięczała swojemu odruchowi nieustannego przygryzania dolnej wargi. Dla kogoś kto znał ją w Hogwarcie pewnie wydawałaby się znajoma, ale tylko ktoś bliski potrafił by ją rozpoznać, lata walki, pofarbowane włosy i nowe nazwisko to uniemożliwiały. Dziewczyna przeczesała włosy ręką i usłyszała wołanie:

-Alice !

Rozpoznała głos Jeffa i postanowiła zejść na dół, na codzienną poobiednią lampkę wina z sąsiednimi rodzinami i  swoją okropną "siostrą". W duchu wywróciła z irytacji i frustracji oczyma. Tak bardzo chciałaby wiedzieć co z jej przyjaciółmi, jak wyglądają sprawy w Anglii, czuła się niczym zdrajca przyjmując kieliszek półwytrawnego wina od człowieka do którego musiała mówić tato.

*

Multum postaci stało w kręgach dookoła czegoś, co dosyć nieudolnie miało przypominać tron. Wszyscy co do jednego ubrani byli w długie czarne peleryny, a na twarzach mieli srebrne maski. 

- Witam, moi drodzy słudzy - wysyczała postać zajmująca tron. - Jak zapewne się orientujecie jest koniec miesiąca, wszyscy więc zatem wiemy po co się zebraliśmy. Rosier ! - wywołał śmierciożercę który stał w kręgu po jego lewej stronie. 

Wspomniany mężczyzna wystąpił z szeregu i rozwinął długi pergamin jaki trzymał w dłoniach. Odchrząknął: 

- Ian Henderson, degradacja ze stopnia podpułkownika na szeregowca, strata przywilejów - Przerwał spoglądając na słaniającego się na nogach chłopaka

- Nott, Lestrenge, Carrow, Rowle, Bergen, Saimon, Beniet, wyróżnienie za zasługi dokonane w poprzednim miesiącu, wdzięczność Naszego Pana

-Nott, Bergen awans na generałów. Zostaje wam przydzielona kontrola nad: Nott zaopatrzeniem, wyżywieniem, dostawami i Bergen od dziś dowodzisz więźniem zamiast Hendersona.

Czytał nazwiska przez dobre piętnaście minut przeplatając przydzielone nagrody z karami.

- Draco Malfoy, awans oprócz funkcji generała, obejmiesz stanowisko nowego sekretarza Naszego wspaniałego Pana.

Rosier jak co miesiąc czytał jeszcze przez długi czas, co chwila zerkając na wyłaniające się z tłumu postacie, które dziękowały Czarnemu Panu za przywileje jakimi je obdarzył. Na końcu do głosu doszedł Voldemort

- Wystarczy Rosier! Jako, że wojna już dobiega końca, pragnę ogłosić, że nie spodziewałem się stracić aż tylu cennych, czysto krwistych czarodziei, sprawa nie wygląda niestety dobrze. Dlatego postanowiłem, że każdy mężczyzna od 19 roku życia, który nie posiada małżonki ma miesiąc żeby się zaręczyć i rok, żeby wziąć ślub i spłodzić dziedzica. Trzeba odbudować naszą potęgę! 

Po sali rozległ się szmer, po którym śmierciożercy zaczęli się powoli rozchodzić. Młody blondyn również chciał wyjść z sali, gdy ktoś złapał go za ramię. Okazało się, że to ojciec zaprasza go do siebie na ognistą whisky. Draconowi Malfoyowi od razu skoczyło ciśnienie. Doskonale wiedział o czym ten chce z nim rozmawiać i wcale go to nie cieszyło. 

Gabinet Lucjusza Malfoya był wielkim owalnym pomieszczeniem. Z tyłu stało wielkie dębowe i nieskazitelnie czyste biurko, a przy jednej ze ścian bliżej wejścia stały cztery zielone fotele obite aksamitem, na których siedział już Lucjusz i Narcyza. W pomieszczeniu panował delikatny półmrok, Draco podszedł do rodziców i usiadł na przeciw. 

*

Hermiona spojrzała ze zdziwieniem na salon, do którego właśnie zeszła. Zamiast codziennego okrągłego stołu, pojawił się długi prostokątny, na którym domowe skrzaty właśnie rozkładały obrus. W salonie nie było jak co dzień gości z sąsiednich domostw a jedynie Bella, piękna, niebieskooka szatynka z włosami sięgającymi jej pasa. Ubrana w śliczną długą suknie w kolorze jej oczu. Jej pokaźny biust podtrzymywał gorset, a włosy ujarzmiła satynowa wstążka. Tak samo jak piękna była wredna.

-Co się dzieje ? - zapytała (oczywiście po francusku) Hermiona, na co ta spojrzała się na nią i szturchając ją przeszła do pomieszczenia obok w którym siedzieli jej rodzice.

- Tatko - wyświergotała - Po co wołałeś tą pokrakę ? Przecież to ja mam wyjść za mąż. 

- Bello, rozmawialiśmy o tym, na spotkaniu powinna być cała rodzina, jakby to wyglądało. Poza tym prosiłem żebyś nie nazywała tak swojej siostry. 

Hermiona spojrzała ze zdziwieniem na nich w głowie szybko analizując całą sytuacje. Spojrzała na eleganckie szaty Jeffreya i suknie Belli a na końcu spojrzała na swoją skromną, zwiewną, sięgającą kolan sukienkę na długim rękawie. Wyglądała przy nich żałośnie.

- Czemu jesteś tak ubrana, Bella miała ci powiedzieć, że na dziś ma być garderoba wieczorowa - jej "matka" spojrzała na nią z niesmakiem - no trudno już nie ma czasu.

I nim dziewczyna zdążyła zareagować została pociągnięta do salonu, w którym czekały na nich już trzy osoby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz