wtorek, 22 listopada 2022

Rozdział Drugi

 Hermiona ponownie spojrzała w lustro nadal nie dowierzając, że to się dzieje naprawdę. Ale tak! Dzieje się... Po wiadrze wylanych łez, zaschniętym od krzyku gardle i po tuzinie wysłanych listów, oczywiście bez odpowiedzi, stała teraz przed lustrem. A wszystko to za szczelnie zamkniętymi drzwiami pokoju, który był do dziś jej schronieniem. Gdy dwa tygodnie wcześniej podpisała umowę przedślubną, zemdlała i obudziła się następnego dnia w swojej sypialni. Od tamtej pory wyszła z niej tylko 4 razy, uprzednio prosząc skrzaty o posiłki. Przeanalizowała całą sytuacje dokładnie osiem razy i przeszła przez wszystkie etapy pogodzenia się ze swoim dramatem. Od rozpaczy zaczyniwszy, kontynuując wyparciem, a później wściekłością i upartą chęcią zrobienia całemu światu na złość aż po coś, co z braku laku musimy nazwać pogodzeniem. Chodź jak przypuszczam, była to dopiero faza wstępnej akceptacji, która z pogodzeniem nie miała zbyt wiele wspólnego, ale mniejsza o takie drobnostki. Jej opiekunka i Bella nie pojawiły się u niej ani razu, nie żeby jej to przeszkadzało - podejrzewała, że śmiertelnie się na nią obraziły. Jeff przyszedł następnego dnia po omdleniu, szatynka jednak nie wpuściła go do siebie, udając, że śpi. Kolejny raz zapukał wczorajszego wieczoru, by przynieść jej szytą na specjalną okazję suknie i przekazać informacje dotyczące dzisiejszego przyjęcia zaręczynowego. Jak jej oznajmił, po przyjęciu miała przenieść się razem z Malfoyem do jego rezydencji w Anglii, by zostać jego żoną. Kpina

 Hermiona wybuchła gorzkim śmiechem. To wszystko to jakieś chore nieporozumienie, albo koszmar senny. Ewidentnie - pomyślała poprawiając loki, które ledwo sięgały jej ramion. We włosy wsunęła delikatną opaskę z pereł, która ładnie współgrała z jej błękitną suknią do ziemi. Sukienka pewnie spodobała by się jej w innych okolicznościach, miała długi, rozszerzany przy dłoniach rękaw. Spódnica nie była zbyt rozkloszowana, lecz satynowa i spływająca kaskadami do ziemi, w pasie zdobiły ją delikatne perełki. Jednak wizja tego, że stroi się by zostać narzeczoną swojego szkolnego wroga, uniemożliwiała jej choćby cień radości. Nawet z tak pięknej sukni. Nie mogła się zmusić, by zrobić makijaż uważając, że i tak postarała się aż nadto. Z drugiej strony irytował ją fakt, że przecież nikt nie rozumie jej rozżalenia i rozwścieczenia. Ta cała farsa zaszła zdecydowanie za daleko. Nie była pewna jak długo zdoła udawać radość z oświadczyn jakże cudownego arystokraty. 

*

Draco Malfoy był od rana w wyśmienitym humorze, po pierwsze akcja, którą zaplanował odbyła się zgodnie z planem i bez żadnych przeszkód, po drugie czeka go mocno zakrapiana impreza, najpierw uroczysta na której zrobi rodzinie na złość a później druga z jego najlepszym przyjacielem, którego nie widział przeszło dwa miesiące. Nie pamiętał kiedy ostatnio w ciągu jednego dnia tyle spraw, tak przychylnie mu się ułożyło. Od kąt został mianowany sekretarzem Czarnego Pana, rzadko kiedy wygrzebywał się z papierologii. Pomijając fakt, że pełnił również funkcję generała co wiązało się z szeregiem innych obowiązków. To wszystko oznaczało, że miał minimalnie mało czasu dla siebie, a już szczególnie dla jakiejkolwiek żony. Jego zadowolenie spadło o kilka milimetrów, to jedyny aspekt dzisiejszego dnia, który niezbyt mu się podobał, ale sprzeciwianie się Lordowi nie było mu chwilowo na rękę.

Blondyn wypił resztę bursztynowego płynu jaki pozostał w jego szklance i wstał podchodząc ostatni raz do lustra. Poprawił lekko szary krawat i zmierzwił włosy, po czym wskoczył do kominka by przenieść się do Francji.

W sali balowej zebrało się już sporo czarodziei. Większość z nich ubrana była tak jak on w czarodziejskie smokingi, ostatni krzyk magicznej mody, kilku starszych ubranych było w czarodziejskie szaty. Draco rozejrzał się po sali i podszedł powolnym krokiem do kilku generałów stojących w pobliżu marmurowej kolumny. Po przywitaniu i wymienieniu uprzejmości wyłączył się z prowadzonej przez nich rozmowy i zamyślił się rozglądając się po sali. Zauważył Jeffa ze swoją żoną ubraną w długą burgundową i bardzo drogą suknie, jednak nie zauważył z nimi Belli. Uśmiechnął się kpiąco pod nosem i zaczął szukać wzrokiem innych znajomych postaci. Spojrzał na zegarek i orientując się, że ma jeszcze chwilę do rozpoczęcia ceremonii zaręczynowej podszedł do baru, po ognistą whisky. Obrócił się z kryształową szklanką w dłoni i jego spojrzenie padło na drzwi do sali balowej przez, które weszła Alice. Pamiętając ją z kolacji jako szarą myszkę, zdziwił się widząc jak pięknie i elegancko wygląda. Może jednak nie będzie to takie najgorsze, pomyślał i uśmiechnął się w jej stronie, jednak dziewczyna zdawała się go nie zauważać.

- Witam, piękna damę - przywitał się z nią i zaoferował elegancko ramię. 

Dziewczyna spojrzała na niego z urazą ? Złością ? Draco zmarszczył czoło, przecież powiedział jej komplement, co z nią nie tak. Alice jakby tego było mało zignorowała go nie tylko mu nie odpowiadając ale i odrzucając jego ramię. Podeszła sama na podest, czekając na niego i nie patrząc w jego stronę. Teraz młody Malfoy był co najmniej zirytowany jej zachowaniem. Ceremonia sama w sobie nie trwała długo, oboje zadeklarowali swoje oświadczyny na forum śmietanki towarzyskiej i blondyn oficjalnie założył Alice pierścionek z wielkim szmaragdem. Zauważył, że jej dłoń wtedy drżała. Draco uśmiechnął się fałszywie do zgromadzonych gości i zszedł z podestu trzymając swoją narzeczoną za rękę, jednak gdy tylko znaleźli się w tłumie zaraz zostali rozdzieleni i mężczyzna nie miał okazji z nią porozmawiać.

*

Hermiona czuła się źle. Nie to mało powiedziane ona czuła się tragicznie. Stojąc po środku sali balowej, na podeście i przyjmując pierścionek od Dracona Malfoya czuła się jak zdrajczyni. Rozglądając się i widząc klaszczące postacie śmierciożerców czuła do siebie niesmak. Nie chciała tego robić, czuła całą sobą, że działa wbrew swojemu sumieniu. Ale, zawsze pojawia się jakieś ale, nie widziała innej opcji. Chyba, że wybrała by pewną śmierć po tym jak ujawniła swoją tożsamość, ale i to było niewykonalne ponieważ jej naturalny instynkt przetrwania postanowił się aktywować. Z drugiej jednak strony jej gryfoński upór i honor nie pozwalały jej w pełni udawać zadowolenia i szczęścia tak jak by tego od niej oczekiwano. Na domiar tego wszystkiego dziewczyna się po prostu bała tej całej przeprowadzki do Malfoy Manor i tego, że od teraz skazana będzie na codzienne towarzystwo tej tlenionej fretki. Bała się, że zostanie rozpoznana, że Malfoy będzie próbował się do niej zbliżyć i tego, że zawiedzie w jakikolwiek sposób zakon. Naprawdę od kilku dni miała ogromny mętlik w głowie spowodowany przez tuzin niewiadomych. Jej myśli przerwało jednak przywitanie jednego z gości.

- Witam przyszłą panią Malfoy - powiedziała z przekąsem dziewczyna o głęboko brązowym kolorze włosów.

- Witam panią... ? - Hermiona była pewna, że nigdy wcześniej nie widziała jej na oczy.

- Irmina Rowle - odpowiedziała dumnie unosząc głowę. - Nie myśl, że twój ślub z Draco ma jakiekolwiek znaczenie.

- Nie do końca panią rozumiem, pani Rowle - odpowiedziała zgodnie z prawdą Hermiona.

- Spokojnie, wszystko ci wytłumaczę. Draco jest mój, ślub z tobą ma podłoże czysto biznesowe i ekonomiczne więc nie licz na nic poza wspólnie dzielonym dworem i obrączką. Nie jesteś godna tego żeby wyczyścić mu buty. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę ? Nie jesteś ani w jego guście ani w jego lidze więc nie próbuj wchodzić nam w drogę - Wysyczała Irmina i szturchając ją ruszyła z uśmiechem dalej.

Heriona zmarszczyła czoło z niezrozumieniem. Co te wszystkie kobiety w nim widzą, najpierw Bella teraz Irmina. Czy jakaś jeszcze jego nawiedzona fanka ma zamiar ją obrażać i mówić jaka to jest mało warta i niegodna niczego. Miała dość.

Szatynka podeszła do baru po lampkę wina, co prawda rzadko kiedy piła ale postanowiła jednak, że dziś jest jej to potrzebne do przetrwania. Wyłapała spojrzenie blondyna, który stał pod jedną z kolumn i szybko odwróciła spojrzenie-modląc się by nie postanowił do niej podejść. Widać nawet sam merlin się od niej odwrócił.

- Tak wcześnie już sięgasz po alkohol moja droga - zakpił podchodząc i spoglądając na nią z zaciekawieniem.

- Próbuje ci dorównać - odparła takim samym tonem i pociągnęła spory łyk, wypijając całą zawartość kieliszka.

Draco zmarszczył czoło ponownie czując, że skądś zna tą kobietę. Zmierzył jej twarz czujnym spojrzeniem ale w głowie miał pustkę. Tak jakby słyszał dzwon jednak nie wiedział z którego kościoła ten dźwięk się niesie.

- To raczej nie są zawody, w których się mierzę z kobietami.

- A w jakichkolwiek innych zwracasz na nie uwagę ? - odpowiedziała szatynka.

- Cóż, celne pytanie panno jeszcze DeVoire. Otóż nie - bezczelnie uśmiechnął się Malfoy, czym udało mu się zirytować dziewczynę.

Hermiona zmarszczyła gniewnie nos i spojrzała na blondyna z irytacją.

- W takim razie jesteś tchórzem.

- Tchórzem ? - zapytał ze zdziwieniem

- Dokładnie, widocznie obawiasz się, że w czymś mogą być od ciebie lepsze-stwierdziła z satysfakcją i zabierając nową lampkę z winem odeszła od niego, pozostawiając go samego ze zmarszczonym z gniewu czołem.

Draco pozostał nadal przy barze analizując swoją pierwszą rozmowę z Alice, wywnioskował, że dziewczyna go nie lubi, nie rozumiał tylko dlaczego. Szatynka wydała mu się inteligenta i nadal nie mógł oprzeć się wrażeniu, że zna te oczy. Tylko na merlina skąd.

- Ognistą whisky - powiedział do barmana.

Gdy minęła północ, Draco znalazł ją i bez słowa poszedł za nią do salonu, w którym czekały już jej spakowane rzeczy i za pomocą kominka przenieśli się do Malfoy Manor. Pierwszym co zobaczyła po wylądowaniu na kamiennej posadce były szmaragdowe fotele ustawione w pobliżu ciemnego kominka. kawałek dalej po prawej stronie stało ciemnobrązowe biurko zawalone papierami. Na obitej boazerią ścianie naprzeciw znajdowały się dwie pary drzwi. Przestrzeń pomiędzy nimi zajmowały wysokie do sufity regały, wypchane po brzegi magicznymi księgami. Na ten widok zaświeciły się jej oczy co szybko podłapał blondyn.

- Podoba ci się ? - zapytał bacznie obserwując jej reakcje. 

Hermiona spojrzała na niego odrywając oczy od czytanych z daleka tytułów i powiedziała:

- Masz bardzo bogaty zbiór książek dotyczących eliksirów i zielarstwa - wzruszyła ramionami.

- Nie tylko zielarstwa, jeśli chcesz możesz z nich korzystać - odpowiedział nadal bacznie ją obserwując. 

Dziewczyna zignorowała jego dobroduszność i jej wzrok padł na kanapę stojącą w lewym rogu, i barek obok drzwi jak się domyślała wejściowych. Ruszyła za Draconem, który otworzył przed nią jedne z dwóch par drzwi pokazując jej łazienkę. Za drugimi drzwiami znajdowała się sypialnia z granatowymi ścianami i o dziwo dosyć jasnymi szarymi meblami. 

- Jedno łóżko ? - zapytała zaskoczona dziewczyna zanim zdążyła się ugryźć w język. Zobaczyła, że skrzaty domowe właśnie kończyły rozpakowywać jej rzeczy.

- A jak chciałabyś spłodzić dziedzica w dwóch ? - Zakpił, śmiejąc się złośliwie z pojawiających się na jej twarzy wypieków.

- Myślałam, że to... po ślubie - brnęła dalej zawstydzona dziewczyna.

Draco podniósł jedną brew i podszedł do dziewczyny, która cofając się uderzyła o kolumnę łóżka.

- Nie kupuje kota w worku - wyszeptał w jej stronę na co dziewczyna wyminęła go czerwona na twarzy i z cichym burknięciem - zabrała rzeczy i weszła do łazienki.

Gdy Hermiona już się wykąpała, przebrała się w satynową koszulę do ziemi, która jak każda część jej garderoby zakrywała ramiona. stanęła przed lustrem i chowając włosy za uchem - spojrzała na swoje odbicie. Ochlapała twarz zimną wodą, przygotowując się mentalnie na spotkanie z pewnym bezczelnym i okrutnym tyranem. Jak zwykła go nazywać w myślach, po czym opuściła pomieszczenie. Malfoya jednak nie zastała w sypialni, ani też w salonie. Zdziwiona zdała sobie sprawę, że po prostu wyszedł i nie wiedziała czy bardziej ją to irytuję czy cieszy. Położyła się więc na łóżku i odpłynęła w krainę morfeusza zanim nieznośne myśli całkowicie ją pochłonęły.

*

- Jak tam twoja narzeczona smoku - zapytał ciemnoskóry chłopak.

Draco zastanowił się chwilę zanim odpowiedział - Wydaję mi się, że skądś ją znam, jej zachowanie też jest dziwne. Zachowuję się jakby była do mnie uprzedzona, jakby mnie znała i niezbyt za mną przepadała. - Zmarszczył czoło analizując sytuacje - I chyba jest dziewicą - zaśmiał się kpiąco wraz z kolegą.

- Po czym to wnioskujesz ? - zapytał rozbawiony Blaise, ponieważ tak nazywał się owy chłopak.

- Za każdym razem gdy próbuję ją dotknąć jej ręce drżą, unika mojego spojrzenia jak ognia. Nie odpowiada mi lub robi to w sposób złośliwy i przemądrzały. Rozmawialiśmy kilka razy a już zdążyła mnie otwarcie nazwać tchórzem. Irytuje mnie, bo nie mam pojęcia o co jej chodzi - narzekał dalej.

- Oho, czyżby nasz Casanova trafił na kobietę, na którą nie działa twój urok osobisty - kpił z niego dalej.

- Bardzo zabawne Zabini, nie chodzi tu o urok tylko o to, że skądś się znamy i ona pamięta skąd a ja nie. Musze się tego dowiedzieć.

- Widzę kolega ma ewidentnie urażone ego, zmieniając temat rozmawiałeś już z Irminą ? Czy planujesz z nią w ogóle rozmawiać, to chyba trafniejsze pytanie.

Blondyn westchnął zniecierpliwiony i podszedł do barku nalać sobie zdecydowanie większą porcje alkoholu. 

- Nie rozmawiałem z nią jeszcze ale będę musiał, ostatnio zbyt wiele sobie pozwala. Widziałem nawet, że zaczepiła Alice podczas ceremonii. Będę musiał coś z tym zrobić, ale to jak wrócimy. Wiesz, że z rana wyjeżdżam na ważną misję razem z jej ojcem.

Przyjaciele spędzili razem jeszcze sporo czasu nim obaj udali się do łóżek. Chwała temu kto wymyślił eliksir na kaca.

*

Gdy Hermiona się obudziła następnego ranka - Malfoya nadal nie było w komnatach. Wyglądało na to, że nawet w nich nie spał. Przebrała się w bordową szatę z długim rękawem i udała się do salonu. Na niskim stoliku obok kanapy znajdowała się taca ze śniadaniem i liścik.

Moja ukochana!

Wyjechałem na trzy dniową misję, nie wychodź z komnat pod moją nieobecność, wszystko czego będziesz potrzebować dostarczą ci skrzaty. 

Twój oddany narzeczony

Hermiona spojrzała na tacę wypełnioną po brzegi jedzeniem i uśmiechnęła się pod nosem. Cieszyła ją wizja trzech dni w samotności razem z cudownym zbiorem książek jaki znajdował się w salonie. Nagle do jej głowy trafiła cudowna myśl. Wstała rozanielona i biegiem rzuciła się do biurka chcąc znaleźć jakiś informację, które mogłyby okazać się cenne dla zakonu feniksa. Zaczęła od papierów znajdujących się w trzech kupkach na biurku. Okazało się, że pierwsza z nich to wszelakie dokumenty mówiące o ludziach podlegających mu wraz z hakami na każdego z nich. Hermiona zmarszczyła nos zniesmaczona takim podejściem do własnych ludzi. Postanowiła tym zająć się później, druga sterta zawierała jakieś skomplikowane i niezrozumiałe dla niej formuły zaklęć i eliksirów. Czyżby Malfoy próbował stworzyć coś własnego? Trzecia kupka również nie przyniosła jej żadnych informacji wartych uwagi. Zabrała się więc za przeszukiwanie szuflad. W pierwszej znalazła plany misji wszystkich członków armii Voldemorta. Dziwne, czyżby fretka była kimś z archiwum? Spojrzała na daty i zrozumiała, że wszystkie te misję już się odbyły, a te dokumenty były sprawozdaniami z nich wraz z odręcznie zapisanymi notatkami. Hermiona próbowała się w nich odczytać ale okazało się, że są napisane niezrozumiałym dla niej kodem pełnym pół słówek, cyfr i znaków. Zaczęła się powoli irytować zapobiegliwością blondyna i brakiem rezultatów swoich poszukiwań. Mimo to przekopiowała wszystkie dokumenty odkładając je na krzesło. W drugiej szufladzie znalazła mnóstwo dziwnych map, schematów i wykresów. Widocznie tutaj trzymał wszystko co pomocne do tworzenia planów misji. Zdziwił ją perfekcjonizm i fakt, jak wszystko chronologicznie uporządkowane ma mężczyzna. Te kartki również przekopiowała i ułożyła na poprzednim stosie. Trzecia szuflada była zamknięta. Szatynka wyciągnęła różdżkę i użyła wszystkich zaklęć jakie znała by spróbować ją otworzyć. Szuflada pozostała jednak nie wzruszona a ona się zdenerwowała. Przecież użyła ogromnie skomplikowanych i potężnych zaklęć. Przysiadła na biurku i zastanowiła się po czym wzięła do rąk kartki z formułami. Przejrzała je uważnie próbując rozpracować jednak nic jej to nie dało. Zrezygnowana wzięła przekopiowane papiery i użyła swojego specjalnego zaklęcia by wraz z krótką notatką odesłać je Kingsleyowi.

Zjadła śniadanie i zaczęła rozplanowywać jak dostać się do szuflady i jak rozpracować skodowane notatki i formuły stworzone przez blondyna. Nagle błogie trzy dni wydały jej się zbyt krótkim czasem na zrobienie wszystkiego co sobie zaplanowała. Gdy wstała z chęcią podejścia do owej szuflady i sprawdzenia czy nie ma ukrytej dziurki na klucz usłyszała jak drzwi wejściowe do komnaty się otwierają.

- Żyjesz tu ? - zapytał ciemnoskóry chłopak, którego pamiętała ze szkoły. - Blaise Zabini - przedstawił się, widząc jej zaskoczoną minę. - Co tam porabiasz ? 

 Hermiona zdziwiona przyglądała się jak przybysz bierze sobie szklankę bursztynowego płynu z barku i rozsiada się na kanapie wyciągając proroka codziennego.

- No co się tak patrzysz siadaj, chcesz coś do picia ? - zapytał

Szatynka zajęła miejsce po drugiej stronie kanapy, ciesząc się, że zapobiegliwie wszystkie skopiowane dokumenty zdążyła już wysłać.

- Co ty tutaj robisz ? - zapytała, i odmówiła alkoholu - Jest przed dwunastą - dodała zniesmaczona.

- Chyba nie myślałaś, że smok zostawi cię tak zupełnie samą bez towarzystwa. To się nie godzi - oznajmił po czym machnął różdżką i na stole zamiast tacy pojawił się dzbanek z kawą, dzbanuszek z lekiem i cukier.

Jebany Malfoy nawet na odległość musi wszystko niszczyć. Pomyślała wściekła.

- Kawy ? - zapytał uprzejmie nalewając jej do filiżanki.

- Rzeczywiście wydajesz się znajoma, tak jak mówił Draco, przypomnij jak masz na imię ? - Zapytał przyglądając się jej.

- Malfoy mówił, że mnie zna? 

- Mówił, że jest pewny, że skądś cię kojarzy i muszę się z nim zgodzić. Te oczy wydają się znajome.

Chłopak wydał jej się bardzo bezpośredni i otwarty. Przypomniała sobie, że chodzili razem do Hogwartu jednak nigdy z nim nie rozmawiała. Spojrzała na jego ramię, na którym o dziwo nie było mrocznego znaku. 

- Halo, zadałem ci pytanie marzycielko - zaśmiał się przyjaźnie.

- Alice DeVoire

Chłopak zastanowił się chwilę po czym wzruszył ramionami i zapytał czy chciałaby by ją oprowadził po posiadłości. Hermiona postanowiła się zgodzić wiedząc, że na swoje szpiegostwo w jego obecności nie ma szans.

Jednak chwilę po wyjściu spotkali osobę, której Hermiona miała nadzieję już nigdy więcej nie spotkać...

czwartek, 17 listopada 2022

Rozdział pierwszy

 Szok to zdecydowanie zbyt łagodne określenie na to co w tamtym momencie poczuła dziewczyna. Jednak szybko zmieniła wyraz twarzy, bardziej jak nigdy pragnąc nie wyjść z roli. Z lekko trzęsącymi dłońmi zajęła wskazane jej miejsce po stronie matki, podczas gdy Bella usiadła obok swojego ojca. Spuściła wzrok, intensywnie wpatrując się w swoje kolana i walczyła ze swoim ciałem by nie okazywało żadnych oznak strachu. 

- Senior Malfoy, jak miło Pana widzieć, tyle lat... - Powitał przybysza Pan domu.

-Witam cię, mój stary przyjacielu - mężczyzna nazwany Malfoyem odpowiedział i przedstawił swą rodzinę. - Oto moja małżonka Narcyza, i syn Draco - tu spojrzał na wspomniane osoby a każda z nich skinęła głową.

- Nie wiedziałam, że ma Pan dwie córki - powiedziała ze zdziwieniem Narcyza 

- Naprawdę ? Widocznie nie było okazji się o tym dowiedzieć - zaśmiał się z przekonaniem Jeff i zaczął przedstawiać swoją rodzinę.

Hermiona czuła silną potrzebę zwrócenia swojego śniadania, była przerażona. Spodziewałaby się tu wielu osób, ale z pewnością nie pieprzonych Malfoyów. Wewnętrznie krzyczała i nadal nie podnosiła wzroku. Dopóki nie usłyszała jak jej opiekun ją przedstawia a Caroline szturcha ją pod stołem nakazując się przywitać. Gdy Hermiona uniosła głowę, jej oczy zderzyły się z czymś co przypominało taflę lodu. Młody Draco Malfoy świdrował ją spojrzeniem ewidentnie zbyt długo. Tak samo jak jej się to nie podobało, tak samo Bella nie była takim obrotem spraw zadowolona. Odchrząknęła więc, nieświadomie ratując Hermionę i wciągnęła młodego chłopaka w rozmowę.

*

Draco właśnie zastanawiał się ile słów można wypowiedzieć bez zaczerpnięcia oddechu. Spojrzał na Belle, której dosłownie nie zamykała się buzia od 40 minut. Szczerze mówiąc był już zmęczony tym dniem, tą kolacją i tym okropnym pomysłem Czarnego Pana. Że niby ona ma zostać jego żoną ? To chyba jakaś kpina, nie ma opcji, że spędzi resztę swojego życia z tą plastikową wywłoką. Spojrzał na siedzącą obok niej Alice i zmarszczył delikatnie czoło. Wydawała się jednocześnie całkiem znajoma i całkiem obca. Zmierzył ją jeszcze raz spojrzeniem, od niedługich czarnych włosów po wystające kości obojczyków. Spoglądał na jej piegowaty nos i lśniące orzechowe oczy. Tak, to te oczy wydają się znajome, ale skąd on je zna?

Kolacja trwała w najlepsze, blondyn z udanym skutkiem ignorował paplaninę dziewczyny, jedząc szarlotkę. Alice nadal uparcie wpatrywała się w talerz usilnie ignorując jego spojrzenie, co nieco go irytowało. Nie był przyzwyczajony do tego, że kobiety nie zwracają na niego uwagi. Wydawała się bardzo skromna, co nie pasowało mu do obrazu arystokratycznych, francuskich rodzin. Mało tego sposób w jaki marszczyła co jakiś czas czoło, sugerował, że nieustannie się nad czymś zastanawiała, nad czym? 

- Draco, słuchasz mnie ? - zapytała zirytowana dziewczyna gdy dostrzegła, gdzie utkwione było spojrzenie młodego Malfoya.

- Wybacz zamyśliłem się, mogłabyś powtórzyć ? - zapytał uśmiechając się z kpina, nadal patrząc na siedzącą po drugiej stronie dziewczynę, która całą kolacje usilnie unikała jego spojrzenia. Ciekawe.

- Pytałam o kolor przewodni ślubu, wolałbyś granat czy brąz, kochany ?

- Kolor przewodni ślubu ? - zapytał z jawną kpiną - nie przypominam sobie, żebym ci się w ogóle oświadczył.

Na te drwiące słowa, Belli zrzedła mina i niepewna spojrzała na swego ojca. 

- Wydawało mi się, że to już postanowione - wtrąciła się Caroline, matka dziewczyny.

- Bo jest postanowione, Draco poślubi waszą córkę, prawda synu - Narcyza spojrzała ze wściekłością na syna.

Draco wydawał się przez chwilę zamyślony i odważnie mierzył się spojrzeniami z ojcem. Nie był głupi, wiedział, że tu nie chodzi o jego cichą wojnę z ojcem i chęć postawienia się mu na każdym możliwym kroku, tylko o rozkaz Czarnego Pana. Nagle go olśniło jak zrobić na złość ojcu, nie podpaść swemu Panu i jednocześnie zmniejszyć choć o milimetry swoją przyszłą udrękę.

- Ależ oczywiście, że poślubię waszą córkę ale moją żoną nie zostanie Bella - uśmiechnął się z pogardą w stronę ojca, lecz nim ten zdążył u odpowiedzieć usłyszeli trzask rozbijającego się o podłogę szkła.

*

Hermiona spojrzała w stronę swej "siostry" zdezorientowana nagłym hukiem i nadal w szoku po usłyszeniu słów jej szkolnego nemezis. Szkło z kieliszka wypełnionego czerwonym winem rozbryzgało się po pomieszczeniu, wbijając jej się przy okazji w nadgarstek. 

- Chcesz poślubić tą kukłę zamiast mnie ?! - wydarła się dziewczyna. Jej gładkie poliki zrobiły się czerwone a oczy zaczęły niebezpiecznie iskrzyć. - Nie bądź śmieszny, Alice nie dorasta mi do pięt!

Hermiona myślała, że najgorsze co ją dziś spotkało to kolacja z Malfoyami, którzy w każdej chwili mogą ją rozpoznać. Teraz wiedziała, że się myliła. Jej spanikowany umysł działał na najwyższych obrotach zastanawiając się, jak wybrnąć z tej absurdalnej sytuacji. W momencie kiedy była gotowa wstać i po prostu uciec usłyszała jak jej opiekun zaprasza rodzinę Malfoyów do gabinetu w celu przedyskutowania zaistniałej sytuacji Wniosku z czym mogła uciec do swojego pokoju bez wzbudzania zbędnych podejrzeń. Gdy tylko zainteresowane osoby wyszły, Hermiona wstała od stołu i szybkim krokiem wspięła się po schodach do swojej sypialni.

- Myślisz, że tatuś pozwoli byś to ty wyszła za Draco ? - Bella zagrodziła jej drogę, mówiąc ze wściekłością - Nawet na to nie licz, szmato. Tolerowałam cię każdego dnia mimo tego, że odstajesz od tej rodziny na każdym kroku. Jesteś wychudzona, koścista i piegowata. Wiecznie się wymądrzasz i siedzisz w tych swoich książkach jak jakaś nienormalna. Gdyby nie tato, razem z mamą już dawno byśmy gdzieś cię odesłały a teraz po tym wszystkim myślisz, że odbierzesz mi szanse na życie wśród angielskiej arystokracji ?! Jesteś żałosna. 

- Ja wcale nie chce za niego wychodzić - odpowiedziała zgodnie z prawdą Hermiona - Nie chce ci z niczym zrobić na złość Bello naprawdę, nie chce niszczyć ci planów ani wchodzić z niczym w drogę. - Hermiona cofnęła się w tył widząc zdenerwowanie dziewczyny i znając jej wybuchy szału. Ona naprawdę miała dość tej rodziny. 

- Skończ z tymi swoimi kłamstwami, zawsze mówisz, że nie chcesz dla mnie źle a zawsze kiedy się pojawiasz z tą swoją minką niewiniątka i jakąś kolejną ciekawostka zbierasz uwagę wszystkich wkoło, żeby mnie ignorowali, robisz to z premedytacją suko, myślisz, że jesteś w czymś ode mnie lepsza ? 

- Ależ, nie naprawdę, wcale tak nie uważam, uspokój się, jesteś bardzo zdenerwowana - próbowała ją uspokoić

- ależ nie naprawdę - przedrzeźniła ją Bella - Ja nie kupuje tej twojej bajeczki, tej otoczki mizernej Alice, którą próbujesz zgrywać. Nie wierzę ci, uważam, że jesteś podłą, dwulicową i zakłamaną zdrajczynią, która z zazdrości próbuje mi wszystko odebrać bo wiesz, że jesteś gorsza. Wiesz, że wszyscy mają cię tutaj, za nic nie znaczące gówno ale ja nie pozwolę ci wygrać, nie pozwolę ci zniszczyć mi życia. Ja zostanę przyszłą Panią Malfoy a ty zdziro przestań wchodzić mi w drogę.

Hermiona zamrugała zaskoczona i coraz bardziej zirytowana tą chorą sytuacją.

- Ty jesteś głucha Bello ? Nie chce wychodzić za żadnego Malfoya i w dupie mam co o mnie myślisz, jest kompletnie na odwrót, to ty utrudniasz mi życie na każdym kroku mimo, że staram się nie wchodzić ci w drogę. Daj mi w końcu żyć i WAL się razem z Malfoyem ! - Wyminęła zdziwioną jej wybuchem dziewczynę i gdy już miała wejść do pokoju droga znowu została jej zagrodzona.

- Chyba powinnaś nabrać do mnie trochę szacunku kochanie, i to jak najszybciej - Powiedział blondyn stojący niedaleko. Odepchnął się od ściany, o którą był nonszalancko oparty i zrobił krok w jej stronę tak, że poczuła zapach jego wody kolońskiej - a o waleniu porozmawiamy w dogodniejszym terminie. - Wyszeptał tak by tylko ona go usłyszała i odszedł z pogardliwym uśmiechem na twarzy.

Hermiona sapnęła z oburzeniem i zaczerwieniona szybko wyminęła go i nie oglądając się za siebie zamknęła się w swoim pokoju. Co to za chory wieczór. Naprawdę wszystkich dziś pogrzało. Dziewczyna nie sądziła by kiedykolwiek wcześniej miała aż taki mętlik w głowie. A przecież była Hermioną Granger, sporo w życiu przeszła. Kolacja z głównymi generałami Voldemorta, którzy jakimś cudem jej nie rozpoznali, kłótnia z Bellą a na koniec jakieś głupie gierki blondyna.

Nie, na pewno nie. Hermiona była święcie przekonana, że jej opiekun nie zgodzi się na to by ją wydać za mąż. Od początku było mówione, że pierwsza weźmie ślub jego pierworodna córka. Jego jedyna córka. To wszystko nie tak, ona nawet nie jest jego prawdziwą córką, przecież przez taki ślub wszystko może się wydać. Papiery rodowe nie zawierają jej w spisie bo to wszystko jedna wielka mistyfikacja. Wszystko się wyda. Ona musi skontaktować się z Kingsleyem, on musi ją jakoś z tego wygrzebać. Nie wyjdę za pieprzonego Malfoya. Dziewczyna czuła jak jej serce niepokojąco szybko uderza o klatkę, podbiegłą do biurka stojącego przy oknie i szybko wydobyła pergamin z drugiej szuflady.

Kingsley!

Mamy poważny problem, Draco Malfoy chce wziąć mnie za żonę rozumiesz?! Za żonę Kingsley, musisz mnie stąd wyciągnąć zanim spojrzą w papiery i wszystko się wyda. Zaczynam panikować i świrować, to wszystko już trwa zdecydowanie za długo. Umieść mnie gdzieś indziej lub pozwól mi dalej walczyć, szukać horkruksów. Zrób cokolwiek, wsadź do dziury w Norwegii, każ babrać się w bagnach ale zabierz mnie stąd. Dłużej tu nie wtrzymam. Bella wygląda jakby chciała wydłubać mi oczy łyżką a Caroline jakby miała mi dolać wywaru żywej śmierci do soku z dyni. Nie mogę tu zostać bo im częściej Malfoyowie będą się pojawiać to w końcu mnie rozpoznają, 

Zrób coś błagam.


Hermiona oceniła swój list jako dosyć chaotyczny, ale była pewna, że w tym stanie i tak nie wymyśliła by nic innego, postanowiła więc go wysłać. Wyjęła różdżkę i wykonała sekwencje skomplikowanych ruchów nad listem a następnie wyszeptała formułę zaklęcia, którą nauczył ją Dawlish. Zaklęcie zostało wymyślone przez niego by uniknąć ryzyka, jakie niosło za sobą wysyłanie listów tradycyjnie sowią pocztą. List po użyciu tego zaklęcia materializował się prosto w rękach tego do kogo został zaadresowany. Czekając na odpowiedź udała się do łazienki i napełniła wannę gorącą wodą. Potrzebowała się odprężyć i chociaż spróbować oczyścić umysł by móc sobie poukładać w głowie dzisiejszy wieczór.

Po ponad godzinnej kąpieli Hermiona uspokoiła się trochę dochodząc do wniosku, że Jeff rzeczywiście nie zgodziłby się na taki absurd by to ją wydać za mąż. Mimo, że był jako jedyny z tych ludzi dla niej dobry nie przeciwstawił by się przecież swojej żonie, którą uważała osobiście za dość despotyczną osobę. Owinięta ręcznikiem, podeszła do szafy przebrała się w ciepłą piżamę i poszła spać.

*

Gdy obudziła się rano w jej ręku znajdował się list, poczuła dreszcz emocji i radością zaczęła go otwierać. Jednak z każdym kolejnym czytanym przez nią słowem jej mina rzedła coraz bardziej, aż w końcu zmieniła się z uśmiechu w rozżaloną i wściekłą minę. Podarła list na strzępy i przykryła usta poduszką krzycząc w nią bezgłośnie. Jak on mógł. Miał ją stąd wyciągnąć a nie podrobić jebane papiery! Podrobić papiery, to nic on kazał jej postarać się zrobić wszystko by została żoną Malfoya! Ona panią Malfoy, to chyba jakaś kpina. Szatynka zdjęła poduszkę z twarzy, wstała z łóżka i podeszła w stronę okna stając przy nim jak dzień wcześniej. A ile zdążyło się zmienić pomyślała z goryczą. Zastanowiła się chwilę nad słowami jakie napisał jej Kingsley. Wychodzi na to, że Harry i Ron przestali się ukrywać i ponownie szukają horkruksów, tylko, że bez niej. Zrobiło się jej przykro, dlaczego jej nie zabrali? Tylko zostawili ją tu, auror tłumaczył, że była to decyzja całego zakonu, tylko dlaczego na merlina nikt nie zapytał jej o zdanie, przecież nadal była jego członkiem.

 I to zadanie, ma zostać żoną Dracona, by szpiegować śmierciożerców od środka. Dziewczyna poczuła się potraktowana jak dziwka, ma oddać się Malfoyom za garstkę informacji zamiast szukać artefaktów z przyjaciółmi. Nie była głupia wiedziała jak cenny może być teraz szpieg w armii wroga, ale bolało ją to, że nikt nie zapytał jej o zdanie. Bolało ją to, że tak bardzo ryzykują jej życie, przecież gdy pojedzie z Malfoyem do Anglii ktoś może ją rozpoznać, on może ją rozpoznać, chociażby po bliźnie na ramieniu, którą zrobiła jej jego własna ciotka. To wszystko było tak ryzykowane a Kingsley pisał jakby to było nic wielkiego, jakby ona nic nie znaczyła. Poczuła się jeszcze bardziej osamotniona i skrzywdzona. Poczuła łzę spływającą po policzku, ale szybką ją przetarła gdyż usłyszała pukanie do drzwi.

- Ojcze... - Wpuściła swojego opiekuna do pokoju, czując jak serce przyspiesza rytm.

-Dzień dobry Alice, chciałbym z tobą porozmawiać... ale nie tu - spojrzał na podarte kartki papieru, rzucony ręcznik i rozkopaną kołdrę na łóżku - przyjdź to gabinetu jak się już ubierzesz - tu zwrócił uwagę na jej piżamę, po czym opuścił pomieszczenie.

Hermiona przebrała się w szatę z długim rękawem w granatowym kolorze i z sercem na dłoni ruszyła do gabinetu. Przeczuwała o czym chce z nią rozmawiać Jeff i pamiętając o liście od Kingsleya wiedziała że musi się zgodzić. Dla dobra zakonu - pomyślała.

*

Gabinet jej opiekuna był niewielkim pomieszczeniem w którym przy ścianach obitych szarą tapetą stały niskie regały wypełnione książkami i dokumentami. Po środku pomieszczenia stało proste, ale porządne biurko z hebanowego drewna a przy nim siedział Jeff. Obok niego stała niemożliwie wręcz wściekła Caroline a w kącie na jasnym fotelu siedziała i zalewała się łzami Bella. 

Na widok wchodzącej do pomieszczeni dziewczyny, Caroline prychnęła z pogardą a Bella załkała jeszcze bardziej. Zaraz za Hermioną do pomieszczenia weszła Narcyza Malfoy wraz z synem, który jako jedyny w całym pomieszczeniu bezczelnie się uśmiechał. Jego się tu nie spodziewała. 

- Po naradzie z Lucjuszem, którą odbyliśmy wczoraj postanowiłem, że to ty wyjdziesz za panicza Malfoya, nie Bella- oznajmił dosyć zmęczonym aczkolwiek stanowczym głosem gospodarz spotkania. 

- Ależ tatoooooo - załkała jeszcze głośniej szatynka, i dramatycznie opadła na kolana.

-Jeff, naprawdę nie powinieneś się na to zgadzać - wysyczała Caroline wymieniając z Narcyzą pełne aprobaty spojrzenia. Widocznie matka Malfoya również nie chciała mieć jej za synową. Cóż, vice versa pomyślała panna Granger.

- Miła pani, serce nie sługa, zgoda nie ma tu nic do rzeczy - zaśmiał się bezczelnie blondyn w stronę Caroline, po czym spojrzał zdegustowany na kąt pokoju w którym aktualnie leżała Bella - uwłaczające - wymruczał.

- No cóż, miejmy to z głowy ta aura mi niezbyt odpowiada- kontynuował chłopak machając ręką - Podpiszmy umowę, nie mam całego dnia.

Wyciągnął rękę z papierami do jej opiekunka by ten złożył na nich podpis, po czym sam je podpisał i przesunął je w stronę zdezorientowanej dziewczyny. Hermiona czuła się jakby świat przewrócił się do góry nogami, wszystko w środku niej krzyczało i lamentowało. Na zewnątrz jednak udało się jej pozostać opanowaną. Tak to już  z nią było, podjęła decyzje dla większego dobra. Wszystko co robiła ostatnio w swoim życiu było dla większego dobra. Co za ironia, do czego ją ta jej dobroć doprowadziła, już nie może się wycofać. Wzięła pióro do ręki, która lekko się jej za trzęsła. To dla zakonu, powtarzała sobie w myślach. Dowiem się jak najwięcej i pomogę moim przyjaciołom, mojej rodzinie. Na pewno dam radę. 

Podpisała umowę swoim fałszywym nazwiskiem spodziewając się, że zapłonie ono na czerwono i ukaże za moment całą mistyfikacje. Liczyła, że wyda się, że Bella jest jedynaczką i że zginie za chwilę z rąk swego niedoszłego małżonka gdy odkryje on prawdę... Jednak podpis zabłysł błękitem, co oznaczało, że Kingsley, idealnie wręcz zmodyfikował rodowe dokumenty. 

Blondyn nie zwracając uwagi na trzęsącą się rękę dziewczyny i ignorując jej błyszczące od wstrzymywanych łez oczy, wyjął z peleryny aksamitne czerwone pudełko i położył obok kartki, o której Hermiona myślała jak o cyrografie. 

- Masz go nosić - Powiedział i wyszedł żegnając się z jej opiekunem. Dziewczyna jednak nic już nie słyszała, wszystko wokół działo się jakby za kurtyną, dźwięki i obrazy docierały coraz wolniej. Nie poczuła kiedy spadła z krzesła bo straciła przytomność.



piątek, 4 listopada 2022

Prolog

Za oknem burza rozpętała się na dobre. Pioruny uderzały z hukiem raz za razem o pobliskie pola.  Dziewczyna usiadła na niewielkiej puchatej pufie i owinęła dłońmi gorący kubek z herbatą. Spojrzała z żalem za okno - minęło tyle miesięcy a ona nadal w ukryciu. Gdy wojna przybrała bardzo ostre tory, Shacklebolt wdrożył dla złotego trio plan awaryjny. Uznał, że każdego z nich należy umieścić w innym miejscu, najlepiej kierując się zasadą "najciemniej pod latarnią". Hermiona została przeniesiona do starożytnego dworku we Francji, jej "opiekunowie" - jak zwykła ich nazywać w myślach dziewczyna - byli czysto krwistą arystokracją, popierającą z daleka Voldemorta. Nie byli to źli ludzie, szczerze mówiąc Hermiona była pewna, że popierają oni go, tylko dlatego, że nie wiedzą jak naprawdę to wygląda. Nie byli oni zaangażowani w wojnę, i nie wzbudzali podejrzeń ze względu na swój status społeczny. Siedzą tu, w górskim dworku, i nie mają o niczym pojęcia, nawet o tym, że tak naprawdę nie mają drugiej córki, a już tym bardziej o realnych celach tego-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać. Kingsley użył na nich bardzo silnego zaklęcia, zmodyfikował im pamięć tak by myśleli, iż Hermiona jest ich 22 letnią córką. Byli przekonani, że ma ona na imię Alice, następną rzeczą która należała do kryjówki Hermiony był zmieniony wygląd. Była to dość problematyczna kwestia w tym planie, eliksir wielosokowy odpadał - nie wiadomo było ile będzie musiała się ukrywać, ani nie miałaby gdzie stale uzupełniać zapasów, bo wzbudziło by to podejrzenia. Tak samo było z zaklęciami maskującymi, czy zmieniającymi wygląd. Wystarczyłaby chwila nieuwagi by zniszczyć całą mistyfikacje, a na to nie mogli sobie pozwolić. Dziewczyna więc skorzystała z mugolskich sposobów.

Hermiona odłożyła kubek z herbatą na parapecie i podeszła do ogromnego lustra wiszącego obok łóżka. Jej włosy zafarbowane mugolską farbą, miały czarny niczym heban kolor. Taki sam jaki miał jej opiekun. Sięgały ledwie ramion, i dzięki zapasowi eliksiru ulizana, były proste jak drut. Dziewczyna była bardzo chuda, jej twarz była zapadnięta, na co całymi dniami narzekała jej opiekunka. Jej lewy polik szpeciła niewielka blizna. Po latach wojny jej piegi poznikały, a usta nabrały ładnej malinowej barwy, co dziewczyna zawdzięczała swojemu odruchowi nieustannego przygryzania dolnej wargi. Dla kogoś kto znał ją w Hogwarcie pewnie wydawałaby się znajoma, ale tylko ktoś bliski potrafił by ją rozpoznać, lata walki, pofarbowane włosy i nowe nazwisko to uniemożliwiały. Dziewczyna przeczesała włosy ręką i usłyszała wołanie:

-Alice !

Rozpoznała głos Jeffa i postanowiła zejść na dół, na codzienną poobiednią lampkę wina z sąsiednimi rodzinami i  swoją okropną "siostrą". W duchu wywróciła z irytacji i frustracji oczyma. Tak bardzo chciałaby wiedzieć co z jej przyjaciółmi, jak wyglądają sprawy w Anglii, czuła się niczym zdrajca przyjmując kieliszek półwytrawnego wina od człowieka do którego musiała mówić tato.

*

Multum postaci stało w kręgach dookoła czegoś, co dosyć nieudolnie miało przypominać tron. Wszyscy co do jednego ubrani byli w długie czarne peleryny, a na twarzach mieli srebrne maski. 

- Witam, moi drodzy słudzy - wysyczała postać zajmująca tron. - Jak zapewne się orientujecie jest koniec miesiąca, wszyscy więc zatem wiemy po co się zebraliśmy. Rosier ! - wywołał śmierciożercę który stał w kręgu po jego lewej stronie. 

Wspomniany mężczyzna wystąpił z szeregu i rozwinął długi pergamin jaki trzymał w dłoniach. Odchrząknął: 

- Ian Henderson, degradacja ze stopnia podpułkownika na szeregowca, strata przywilejów - Przerwał spoglądając na słaniającego się na nogach chłopaka

- Nott, Lestrenge, Carrow, Rowle, Bergen, Saimon, Beniet, wyróżnienie za zasługi dokonane w poprzednim miesiącu, wdzięczność Naszego Pana

-Nott, Bergen awans na generałów. Zostaje wam przydzielona kontrola nad: Nott zaopatrzeniem, wyżywieniem, dostawami i Bergen od dziś dowodzisz więźniem zamiast Hendersona.

Czytał nazwiska przez dobre piętnaście minut przeplatając przydzielone nagrody z karami.

- Draco Malfoy, awans oprócz funkcji generała, obejmiesz stanowisko nowego sekretarza Naszego wspaniałego Pana.

Rosier jak co miesiąc czytał jeszcze przez długi czas, co chwila zerkając na wyłaniające się z tłumu postacie, które dziękowały Czarnemu Panu za przywileje jakimi je obdarzył. Na końcu do głosu doszedł Voldemort

- Wystarczy Rosier! Jako, że wojna już dobiega końca, pragnę ogłosić, że nie spodziewałem się stracić aż tylu cennych, czysto krwistych czarodziei, sprawa nie wygląda niestety dobrze. Dlatego postanowiłem, że każdy mężczyzna od 19 roku życia, który nie posiada małżonki ma miesiąc żeby się zaręczyć i rok, żeby wziąć ślub i spłodzić dziedzica. Trzeba odbudować naszą potęgę! 

Po sali rozległ się szmer, po którym śmierciożercy zaczęli się powoli rozchodzić. Młody blondyn również chciał wyjść z sali, gdy ktoś złapał go za ramię. Okazało się, że to ojciec zaprasza go do siebie na ognistą whisky. Draconowi Malfoyowi od razu skoczyło ciśnienie. Doskonale wiedział o czym ten chce z nim rozmawiać i wcale go to nie cieszyło. 

Gabinet Lucjusza Malfoya był wielkim owalnym pomieszczeniem. Z tyłu stało wielkie dębowe i nieskazitelnie czyste biurko, a przy jednej ze ścian bliżej wejścia stały cztery zielone fotele obite aksamitem, na których siedział już Lucjusz i Narcyza. W pomieszczeniu panował delikatny półmrok, Draco podszedł do rodziców i usiadł na przeciw. 

*

Hermiona spojrzała ze zdziwieniem na salon, do którego właśnie zeszła. Zamiast codziennego okrągłego stołu, pojawił się długi prostokątny, na którym domowe skrzaty właśnie rozkładały obrus. W salonie nie było jak co dzień gości z sąsiednich domostw a jedynie Bella, piękna, niebieskooka szatynka z włosami sięgającymi jej pasa. Ubrana w śliczną długą suknie w kolorze jej oczu. Jej pokaźny biust podtrzymywał gorset, a włosy ujarzmiła satynowa wstążka. Tak samo jak piękna była wredna.

-Co się dzieje ? - zapytała (oczywiście po francusku) Hermiona, na co ta spojrzała się na nią i szturchając ją przeszła do pomieszczenia obok w którym siedzieli jej rodzice.

- Tatko - wyświergotała - Po co wołałeś tą pokrakę ? Przecież to ja mam wyjść za mąż. 

- Bello, rozmawialiśmy o tym, na spotkaniu powinna być cała rodzina, jakby to wyglądało. Poza tym prosiłem żebyś nie nazywała tak swojej siostry. 

Hermiona spojrzała ze zdziwieniem na nich w głowie szybko analizując całą sytuacje. Spojrzała na eleganckie szaty Jeffreya i suknie Belli a na końcu spojrzała na swoją skromną, zwiewną, sięgającą kolan sukienkę na długim rękawie. Wyglądała przy nich żałośnie.

- Czemu jesteś tak ubrana, Bella miała ci powiedzieć, że na dziś ma być garderoba wieczorowa - jej "matka" spojrzała na nią z niesmakiem - no trudno już nie ma czasu.

I nim dziewczyna zdążyła zareagować została pociągnięta do salonu, w którym czekały na nich już trzy osoby.