Szok to zdecydowanie zbyt łagodne określenie na to co w tamtym momencie poczuła dziewczyna. Jednak szybko zmieniła wyraz twarzy, bardziej jak nigdy pragnąc nie wyjść z roli. Z lekko trzęsącymi dłońmi zajęła wskazane jej miejsce po stronie matki, podczas gdy Bella usiadła obok swojego ojca. Spuściła wzrok, intensywnie wpatrując się w swoje kolana i walczyła ze swoim ciałem by nie okazywało żadnych oznak strachu.
- Senior Malfoy, jak miło Pana widzieć, tyle lat... - Powitał przybysza Pan domu.
-Witam cię, mój stary przyjacielu - mężczyzna nazwany Malfoyem odpowiedział i przedstawił swą rodzinę. - Oto moja małżonka Narcyza, i syn Draco - tu spojrzał na wspomniane osoby a każda z nich skinęła głową.
- Nie wiedziałam, że ma Pan dwie córki - powiedziała ze zdziwieniem Narcyza
- Naprawdę ? Widocznie nie było okazji się o tym dowiedzieć - zaśmiał się z przekonaniem Jeff i zaczął przedstawiać swoją rodzinę.
Hermiona czuła silną potrzebę zwrócenia swojego śniadania, była przerażona. Spodziewałaby się tu wielu osób, ale z pewnością nie pieprzonych Malfoyów. Wewnętrznie krzyczała i nadal nie podnosiła wzroku. Dopóki nie usłyszała jak jej opiekun ją przedstawia a Caroline szturcha ją pod stołem nakazując się przywitać. Gdy Hermiona uniosła głowę, jej oczy zderzyły się z czymś co przypominało taflę lodu. Młody Draco Malfoy świdrował ją spojrzeniem ewidentnie zbyt długo. Tak samo jak jej się to nie podobało, tak samo Bella nie była takim obrotem spraw zadowolona. Odchrząknęła więc, nieświadomie ratując Hermionę i wciągnęła młodego chłopaka w rozmowę.
*
Draco właśnie zastanawiał się ile słów można wypowiedzieć bez zaczerpnięcia oddechu. Spojrzał na Belle, której dosłownie nie zamykała się buzia od 40 minut. Szczerze mówiąc był już zmęczony tym dniem, tą kolacją i tym okropnym pomysłem Czarnego Pana. Że niby ona ma zostać jego żoną ? To chyba jakaś kpina, nie ma opcji, że spędzi resztę swojego życia z tą plastikową wywłoką. Spojrzał na siedzącą obok niej Alice i zmarszczył delikatnie czoło. Wydawała się jednocześnie całkiem znajoma i całkiem obca. Zmierzył ją jeszcze raz spojrzeniem, od niedługich czarnych włosów po wystające kości obojczyków. Spoglądał na jej piegowaty nos i lśniące orzechowe oczy. Tak, to te oczy wydają się znajome, ale skąd on je zna?
Kolacja trwała w najlepsze, blondyn z udanym skutkiem ignorował paplaninę dziewczyny, jedząc szarlotkę. Alice nadal uparcie wpatrywała się w talerz usilnie ignorując jego spojrzenie, co nieco go irytowało. Nie był przyzwyczajony do tego, że kobiety nie zwracają na niego uwagi. Wydawała się bardzo skromna, co nie pasowało mu do obrazu arystokratycznych, francuskich rodzin. Mało tego sposób w jaki marszczyła co jakiś czas czoło, sugerował, że nieustannie się nad czymś zastanawiała, nad czym?
- Draco, słuchasz mnie ? - zapytała zirytowana dziewczyna gdy dostrzegła, gdzie utkwione było spojrzenie młodego Malfoya.
- Wybacz zamyśliłem się, mogłabyś powtórzyć ? - zapytał uśmiechając się z kpina, nadal patrząc na siedzącą po drugiej stronie dziewczynę, która całą kolacje usilnie unikała jego spojrzenia. Ciekawe.
- Pytałam o kolor przewodni ślubu, wolałbyś granat czy brąz, kochany ?
- Kolor przewodni ślubu ? - zapytał z jawną kpiną - nie przypominam sobie, żebym ci się w ogóle oświadczył.
Na te drwiące słowa, Belli zrzedła mina i niepewna spojrzała na swego ojca.
- Wydawało mi się, że to już postanowione - wtrąciła się Caroline, matka dziewczyny.
- Bo jest postanowione, Draco poślubi waszą córkę, prawda synu - Narcyza spojrzała ze wściekłością na syna.
Draco wydawał się przez chwilę zamyślony i odważnie mierzył się spojrzeniami z ojcem. Nie był głupi, wiedział, że tu nie chodzi o jego cichą wojnę z ojcem i chęć postawienia się mu na każdym możliwym kroku, tylko o rozkaz Czarnego Pana. Nagle go olśniło jak zrobić na złość ojcu, nie podpaść swemu Panu i jednocześnie zmniejszyć choć o milimetry swoją przyszłą udrękę.
- Ależ oczywiście, że poślubię waszą córkę ale moją żoną nie zostanie Bella - uśmiechnął się z pogardą w stronę ojca, lecz nim ten zdążył u odpowiedzieć usłyszeli trzask rozbijającego się o podłogę szkła.
*
Hermiona spojrzała w stronę swej "siostry" zdezorientowana nagłym hukiem i nadal w szoku po usłyszeniu słów jej szkolnego nemezis. Szkło z kieliszka wypełnionego czerwonym winem rozbryzgało się po pomieszczeniu, wbijając jej się przy okazji w nadgarstek.
- Chcesz poślubić tą kukłę zamiast mnie ?! - wydarła się dziewczyna. Jej gładkie poliki zrobiły się czerwone a oczy zaczęły niebezpiecznie iskrzyć. - Nie bądź śmieszny, Alice nie dorasta mi do pięt!
Hermiona myślała, że najgorsze co ją dziś spotkało to kolacja z Malfoyami, którzy w każdej chwili mogą ją rozpoznać. Teraz wiedziała, że się myliła. Jej spanikowany umysł działał na najwyższych obrotach zastanawiając się, jak wybrnąć z tej absurdalnej sytuacji. W momencie kiedy była gotowa wstać i po prostu uciec usłyszała jak jej opiekun zaprasza rodzinę Malfoyów do gabinetu w celu przedyskutowania zaistniałej sytuacji Wniosku z czym mogła uciec do swojego pokoju bez wzbudzania zbędnych podejrzeń. Gdy tylko zainteresowane osoby wyszły, Hermiona wstała od stołu i szybkim krokiem wspięła się po schodach do swojej sypialni.
- Myślisz, że tatuś pozwoli byś to ty wyszła za Draco ? - Bella zagrodziła jej drogę, mówiąc ze wściekłością - Nawet na to nie licz, szmato. Tolerowałam cię każdego dnia mimo tego, że odstajesz od tej rodziny na każdym kroku. Jesteś wychudzona, koścista i piegowata. Wiecznie się wymądrzasz i siedzisz w tych swoich książkach jak jakaś nienormalna. Gdyby nie tato, razem z mamą już dawno byśmy gdzieś cię odesłały a teraz po tym wszystkim myślisz, że odbierzesz mi szanse na życie wśród angielskiej arystokracji ?! Jesteś żałosna.
- Ja wcale nie chce za niego wychodzić - odpowiedziała zgodnie z prawdą Hermiona - Nie chce ci z niczym zrobić na złość Bello naprawdę, nie chce niszczyć ci planów ani wchodzić z niczym w drogę. - Hermiona cofnęła się w tył widząc zdenerwowanie dziewczyny i znając jej wybuchy szału. Ona naprawdę miała dość tej rodziny.
- Skończ z tymi swoimi kłamstwami, zawsze mówisz, że nie chcesz dla mnie źle a zawsze kiedy się pojawiasz z tą swoją minką niewiniątka i jakąś kolejną ciekawostka zbierasz uwagę wszystkich wkoło, żeby mnie ignorowali, robisz to z premedytacją suko, myślisz, że jesteś w czymś ode mnie lepsza ?
- Ależ, nie naprawdę, wcale tak nie uważam, uspokój się, jesteś bardzo zdenerwowana - próbowała ją uspokoić
- ależ nie naprawdę - przedrzeźniła ją Bella - Ja nie kupuje tej twojej bajeczki, tej otoczki mizernej Alice, którą próbujesz zgrywać. Nie wierzę ci, uważam, że jesteś podłą, dwulicową i zakłamaną zdrajczynią, która z zazdrości próbuje mi wszystko odebrać bo wiesz, że jesteś gorsza. Wiesz, że wszyscy mają cię tutaj, za nic nie znaczące gówno ale ja nie pozwolę ci wygrać, nie pozwolę ci zniszczyć mi życia. Ja zostanę przyszłą Panią Malfoy a ty zdziro przestań wchodzić mi w drogę.
Hermiona zamrugała zaskoczona i coraz bardziej zirytowana tą chorą sytuacją.
- Ty jesteś głucha Bello ? Nie chce wychodzić za żadnego Malfoya i w dupie mam co o mnie myślisz, jest kompletnie na odwrót, to ty utrudniasz mi życie na każdym kroku mimo, że staram się nie wchodzić ci w drogę. Daj mi w końcu żyć i WAL się razem z Malfoyem ! - Wyminęła zdziwioną jej wybuchem dziewczynę i gdy już miała wejść do pokoju droga znowu została jej zagrodzona.
- Chyba powinnaś nabrać do mnie trochę szacunku kochanie, i to jak najszybciej - Powiedział blondyn stojący niedaleko. Odepchnął się od ściany, o którą był nonszalancko oparty i zrobił krok w jej stronę tak, że poczuła zapach jego wody kolońskiej - a o waleniu porozmawiamy w dogodniejszym terminie. - Wyszeptał tak by tylko ona go usłyszała i odszedł z pogardliwym uśmiechem na twarzy.
Hermiona sapnęła z oburzeniem i zaczerwieniona szybko wyminęła go i nie oglądając się za siebie zamknęła się w swoim pokoju. Co to za chory wieczór. Naprawdę wszystkich dziś pogrzało. Dziewczyna nie sądziła by kiedykolwiek wcześniej miała aż taki mętlik w głowie. A przecież była Hermioną Granger, sporo w życiu przeszła. Kolacja z głównymi generałami Voldemorta, którzy jakimś cudem jej nie rozpoznali, kłótnia z Bellą a na koniec jakieś głupie gierki blondyna.
Nie, na pewno nie. Hermiona była święcie przekonana, że jej opiekun nie zgodzi się na to by ją wydać za mąż. Od początku było mówione, że pierwsza weźmie ślub jego pierworodna córka. Jego jedyna córka. To wszystko nie tak, ona nawet nie jest jego prawdziwą córką, przecież przez taki ślub wszystko może się wydać. Papiery rodowe nie zawierają jej w spisie bo to wszystko jedna wielka mistyfikacja. Wszystko się wyda. Ona musi skontaktować się z Kingsleyem, on musi ją jakoś z tego wygrzebać. Nie wyjdę za pieprzonego Malfoya. Dziewczyna czuła jak jej serce niepokojąco szybko uderza o klatkę, podbiegłą do biurka stojącego przy oknie i szybko wydobyła pergamin z drugiej szuflady.
Kingsley!
Mamy poważny problem, Draco Malfoy chce wziąć mnie za żonę rozumiesz?! Za żonę Kingsley, musisz mnie stąd wyciągnąć zanim spojrzą w papiery i wszystko się wyda. Zaczynam panikować i świrować, to wszystko już trwa zdecydowanie za długo. Umieść mnie gdzieś indziej lub pozwól mi dalej walczyć, szukać horkruksów. Zrób cokolwiek, wsadź do dziury w Norwegii, każ babrać się w bagnach ale zabierz mnie stąd. Dłużej tu nie wtrzymam. Bella wygląda jakby chciała wydłubać mi oczy łyżką a Caroline jakby miała mi dolać wywaru żywej śmierci do soku z dyni. Nie mogę tu zostać bo im częściej Malfoyowie będą się pojawiać to w końcu mnie rozpoznają,
Zrób coś błagam.
Hermiona oceniła swój list jako dosyć chaotyczny, ale była pewna, że w tym stanie i tak nie wymyśliła by nic innego, postanowiła więc go wysłać. Wyjęła różdżkę i wykonała sekwencje skomplikowanych ruchów nad listem a następnie wyszeptała formułę zaklęcia, którą nauczył ją Dawlish. Zaklęcie zostało wymyślone przez niego by uniknąć ryzyka, jakie niosło za sobą wysyłanie listów tradycyjnie sowią pocztą. List po użyciu tego zaklęcia materializował się prosto w rękach tego do kogo został zaadresowany. Czekając na odpowiedź udała się do łazienki i napełniła wannę gorącą wodą. Potrzebowała się odprężyć i chociaż spróbować oczyścić umysł by móc sobie poukładać w głowie dzisiejszy wieczór.
Po ponad godzinnej kąpieli Hermiona uspokoiła się trochę dochodząc do wniosku, że Jeff rzeczywiście nie zgodziłby się na taki absurd by to ją wydać za mąż. Mimo, że był jako jedyny z tych ludzi dla niej dobry nie przeciwstawił by się przecież swojej żonie, którą uważała osobiście za dość despotyczną osobę. Owinięta ręcznikiem, podeszła do szafy przebrała się w ciepłą piżamę i poszła spać.
*
Gdy obudziła się rano w jej ręku znajdował się list, poczuła dreszcz emocji i radością zaczęła go otwierać. Jednak z każdym kolejnym czytanym przez nią słowem jej mina rzedła coraz bardziej, aż w końcu zmieniła się z uśmiechu w rozżaloną i wściekłą minę. Podarła list na strzępy i przykryła usta poduszką krzycząc w nią bezgłośnie. Jak on mógł. Miał ją stąd wyciągnąć a nie podrobić jebane papiery! Podrobić papiery, to nic on kazał jej postarać się zrobić wszystko by została żoną Malfoya! Ona panią Malfoy, to chyba jakaś kpina. Szatynka zdjęła poduszkę z twarzy, wstała z łóżka i podeszła w stronę okna stając przy nim jak dzień wcześniej. A ile zdążyło się zmienić pomyślała z goryczą. Zastanowiła się chwilę nad słowami jakie napisał jej Kingsley. Wychodzi na to, że Harry i Ron przestali się ukrywać i ponownie szukają horkruksów, tylko, że bez niej. Zrobiło się jej przykro, dlaczego jej nie zabrali? Tylko zostawili ją tu, auror tłumaczył, że była to decyzja całego zakonu, tylko dlaczego na merlina nikt nie zapytał jej o zdanie, przecież nadal była jego członkiem.
I to zadanie, ma zostać żoną Dracona, by szpiegować śmierciożerców od środka. Dziewczyna poczuła się potraktowana jak dziwka, ma oddać się Malfoyom za garstkę informacji zamiast szukać artefaktów z przyjaciółmi. Nie była głupia wiedziała jak cenny może być teraz szpieg w armii wroga, ale bolało ją to, że nikt nie zapytał jej o zdanie. Bolało ją to, że tak bardzo ryzykują jej życie, przecież gdy pojedzie z Malfoyem do Anglii ktoś może ją rozpoznać, on może ją rozpoznać, chociażby po bliźnie na ramieniu, którą zrobiła jej jego własna ciotka. To wszystko było tak ryzykowane a Kingsley pisał jakby to było nic wielkiego, jakby ona nic nie znaczyła. Poczuła się jeszcze bardziej osamotniona i skrzywdzona. Poczuła łzę spływającą po policzku, ale szybką ją przetarła gdyż usłyszała pukanie do drzwi.
- Ojcze... - Wpuściła swojego opiekuna do pokoju, czując jak serce przyspiesza rytm.
-Dzień dobry Alice, chciałbym z tobą porozmawiać... ale nie tu - spojrzał na podarte kartki papieru, rzucony ręcznik i rozkopaną kołdrę na łóżku - przyjdź to gabinetu jak się już ubierzesz - tu zwrócił uwagę na jej piżamę, po czym opuścił pomieszczenie.
Hermiona przebrała się w szatę z długim rękawem w granatowym kolorze i z sercem na dłoni ruszyła do gabinetu. Przeczuwała o czym chce z nią rozmawiać Jeff i pamiętając o liście od Kingsleya wiedziała że musi się zgodzić. Dla dobra zakonu - pomyślała.
*
Gabinet jej opiekuna był niewielkim pomieszczeniem w którym przy ścianach obitych szarą tapetą stały niskie regały wypełnione książkami i dokumentami. Po środku pomieszczenia stało proste, ale porządne biurko z hebanowego drewna a przy nim siedział Jeff. Obok niego stała niemożliwie wręcz wściekła Caroline a w kącie na jasnym fotelu siedziała i zalewała się łzami Bella.
Na widok wchodzącej do pomieszczeni dziewczyny, Caroline prychnęła z pogardą a Bella załkała jeszcze bardziej. Zaraz za Hermioną do pomieszczenia weszła Narcyza Malfoy wraz z synem, który jako jedyny w całym pomieszczeniu bezczelnie się uśmiechał. Jego się tu nie spodziewała.
- Po naradzie z Lucjuszem, którą odbyliśmy wczoraj postanowiłem, że to ty wyjdziesz za panicza Malfoya, nie Bella- oznajmił dosyć zmęczonym aczkolwiek stanowczym głosem gospodarz spotkania.
- Ależ tatoooooo - załkała jeszcze głośniej szatynka, i dramatycznie opadła na kolana.
-Jeff, naprawdę nie powinieneś się na to zgadzać - wysyczała Caroline wymieniając z Narcyzą pełne aprobaty spojrzenia. Widocznie matka Malfoya również nie chciała mieć jej za synową. Cóż, vice versa pomyślała panna Granger.
- Miła pani, serce nie sługa, zgoda nie ma tu nic do rzeczy - zaśmiał się bezczelnie blondyn w stronę Caroline, po czym spojrzał zdegustowany na kąt pokoju w którym aktualnie leżała Bella - uwłaczające - wymruczał.
- No cóż, miejmy to z głowy ta aura mi niezbyt odpowiada- kontynuował chłopak machając ręką - Podpiszmy umowę, nie mam całego dnia.
Wyciągnął rękę z papierami do jej opiekunka by ten złożył na nich podpis, po czym sam je podpisał i przesunął je w stronę zdezorientowanej dziewczyny. Hermiona czuła się jakby świat przewrócił się do góry nogami, wszystko w środku niej krzyczało i lamentowało. Na zewnątrz jednak udało się jej pozostać opanowaną. Tak to już z nią było, podjęła decyzje dla większego dobra. Wszystko co robiła ostatnio w swoim życiu było dla większego dobra. Co za ironia, do czego ją ta jej dobroć doprowadziła, już nie może się wycofać. Wzięła pióro do ręki, która lekko się jej za trzęsła. To dla zakonu, powtarzała sobie w myślach. Dowiem się jak najwięcej i pomogę moim przyjaciołom, mojej rodzinie. Na pewno dam radę.
Podpisała umowę swoim fałszywym nazwiskiem spodziewając się, że zapłonie ono na czerwono i ukaże za moment całą mistyfikacje. Liczyła, że wyda się, że Bella jest jedynaczką i że zginie za chwilę z rąk swego niedoszłego małżonka gdy odkryje on prawdę... Jednak podpis zabłysł błękitem, co oznaczało, że Kingsley, idealnie wręcz zmodyfikował rodowe dokumenty.
Blondyn nie zwracając uwagi na trzęsącą się rękę dziewczyny i ignorując jej błyszczące od wstrzymywanych łez oczy, wyjął z peleryny aksamitne czerwone pudełko i położył obok kartki, o której Hermiona myślała jak o cyrografie.
- Masz go nosić - Powiedział i wyszedł żegnając się z jej opiekunem. Dziewczyna jednak nic już nie słyszała, wszystko wokół działo się jakby za kurtyną, dźwięki i obrazy docierały coraz wolniej. Nie poczuła kiedy spadła z krzesła bo straciła przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz