- Nadal nic ? - Zapytał mężczyzna wchodzący do sali.
- Nie obudziła się nadal, Severusie to już dwa dni...- odpowiedział mu zmartwiony. Nie miał bladego pojęcia kto mógł otruć dziewczynę ani z jakiego powodu, jednak podejrzewał Irminę.
- Jak wam się układa ? - Zapytał go uzdrowiciel jednocześnie rzucając zaklęcia diagnostyczne na szatynkę.
- Po co to pytanie? Czyżbyś mnie podejrzewał ? - zapytał sarkastycznie Malfoy. - Nijak, szczerze mówiąc to ona chyba niezbyt za mną przepada, chodź dopiero wczoraj dowiedziałem się co mogło być tego powodem.
- Czyli ? - ciągnął go za język przerywając badanie i skupiając wzrok na nim.
- Ponoć miała kilka nie przyjemnych pogawędek z młodą Rowle, pierwszą już na przyjęciu zaręczynowym....
- I myślisz, że to jest powodem jej niechęci do ciebie? - zapytał nieprzekonany.
Draco Malfoy zmarszczył brwi nie rozumiejąc aluzji swojego chrzestnego.
- No wiesz, może zwyczajnie cię nie lubi, z tego co wiem miałeś wziąć ślub z jej siostrą a na oczach całej rodziny zmieniłeś zdanie i oświadczyłeś że ożenisz się z Alice, jestem pewny, że jej rodzina i ty po prostu ją do tego zmusiliście. Nie żebym się tym przejmował, ale wydawałoby się to być powodem jej niechęci. Rozmawiałem z Blaisem o niej. To nie jest typ kobiety, która poleci na twój wygląd, urok osobisty i gruby skarbiec. Jest na to zbyt inteligentna i honorowa. - Severus wyglądał jakby chciał coś jeszcze dodać ale zamilkł i przywołał zaklęciem fiolki z eliksirami.
- Wypadało by się zastanowić nad decyzją jaką podjąłeś, chcesz spędzić resztę życia z kobiet, która cię nawet nie lubi ? - zapytał i nie czekając na odpowiedź wyszedł z sali.
Draco Malfoy siedział jeszcze chwilę na fotelu zastanawiając się nad słowami swojego rozmówcy po czy wstał i wyszedł. Postanowił udać się prosto do Zabbiniego i wyciągnąć z niego siłą to samo, co udało wydobyć się Snapowi. Cokolwiek ten mu sugerował nie wycofa się teraz dając satysfakcję swojemu ojcu, co to, to nie. Poza tym od zawsze przecież lubił wyzwania. Musiał się również rozmówić z Irminą i odkryć kto próbował zaszkodzić jego narzeczonej.
Około dwie godziny po wyjściu blondyna, Hermiona próbowała otworzyć oczy. Jednak jasne światła w sali bardzo jej to utrudniały, chciała więc odezwać się i poprosić kogoś by je zgasił ale jej gardło było tak wyschnięte, że jedyne co wydobyło się z niej ust to cichy pomruk bólu. Uchyliła delikatnie powieki i rozejrzała się po sali, w której panował już lekki półmrok. Bardziej wyczuła niż zauważyła, że w pomieszczeniu znajduję się ktoś jeszcze.
- W końcu się obudziłaś, ile można... - wymamrotał i od razu podszedł do niej z kolejną dawką uzdrawiających mikstur.
Hermiona posłusznie rozchyliła wargi i pozwoliła by przyjemnie chłodny płyn, nawilżył jej gardło. Uchyliła delikatnie powieki, by spróbować zorientować się gdzie się znajduję.
- Wiesz, nigdy nie uważałem cię za głupią Granger, a jednak tu jesteś... - powiedziała postać, która przed chwilą wlewała jej płyn do ust.
Dziewczyna rozbudziła się natychmiast i odruchowo próbowała się podnieść. Niestety nie okazało się to zbyt dobrym pomysłem, po chwili ponownie opadła na poduszki a w jej uszach zaszumiało. Rozpoznała głos Snape, jednak nie wiedziała dlaczego leży w tym łóżku, w tej dziwnej sali i dlaczego jest z nim sama. Ostatnim co pamiętała był dość cierpki posmak wina, które piła na przyjęciu. Jej mózg zaczynał powoli pracować, czyli to tyle. Rozpoznał ją, omamił jakimś zaklęciem a teraz pewnie ją zabije. Albo zmusi do ujawnienia wszystkiego co wiedziała na temat zakonu. Oblał ją zimny pot, wolałaby umrzeć.
- Nic ci nie powiem, możesz mnie od razu zabić - wychrypiała, żałując nagle, że przyjęła tak ufnie fiolkę z nieznanym płynem. A jeśli to było Veritaserum?
- O czym ty na Salazara bredzisz idiotko - odpowiedział. - I nie krzycz tak, ktoś w każdej chwili może tu wejść.
Hermiona spojrzała zdziwiona na mężczyznę, który jak gdyby nigdy nic pakował ingrediencje do skórzanej torby.
- Nie zamierzasz mnie torturować ani zabić ? - zadała pierwsze lepsze pytanie jakie przyszło jej do głowy, kompletnie się pogubiła.
- A niby dlaczego miałbym to robić ? - czarnowłosy nadal na nią nie spojrzał.
- Przecież zdradziłeś zakon, jesteś po stronie Volde...
- Zamknij się i nie wypowiadaj jego imienia, posiadasz niepoprawne dane kretynko, lepiej powiedz mi co ty u licha robisz w pałacu głównego generała? - wysyczał szczycąc ją w końcu swoim pełnym złości spojrzeniem.
- Zapytaj o to Malfoya nie miałam wyboru, nie mogłam mu odmówić, ani mu ani zakonowi
Mężczyzna spojrzał na nią i pokręcił z niedowierzaniem głową
- Co o co ci chodzi ? Co ja tu robię Snape, dlaczego mnie nie wydasz, od kiedy znowu jesteś po stronie zakonu, o co w tym wszystkim chodzi ? - zadawała pytania jedne po drugim.
- Zostałaś otruta Alice...- odpowiedział po czym bez pożegnania wyszedł z sali nawet się na nią nie oglądając.
Po chwili do pomieszczenia wszedł znienawidzony przez nią blondyn i podszedł szybkim krokiem do łóżka.
- Obudziłaś się - stwierdził siadając na krześle na którym siedział tego samego ranka.
Nie odpowiedziała, odwróciła wzrok spoglądając za niewielkie okno.
- Irmina poniesie konsekwencje za to, że cię otruła.
Hermiona zmarszczyła brwi i przeniosła spojrzenie na Dracona.
- Nie wydaję mi się żeby to była ona - odpowiedziała szczerze. Przeanalizowała w głowie swoje objawy, trucizna którą jej podłożono musiała być bardzo rzadka skoro nie udało jej się jej w porę wykryć. Zazwyczaj rozpoznawała je po samym zapachu, plan chodź głupi nie pasował do dziewczyny, która deptała ją pod stołem.
- A kto inny miałby chcieć twojej śmierci ? - zakpił, czym zirytował dziewczynę, przez niego mogła umrzeć i chodź on o tym nie wie, to nawet dwa razy.
- Ktoś, kto chciałby zaszkodzić tobie, chyba nie wiesz kto jest twoim wrogiem i knuje za twoimi plecami - odpowiedziała.
- Uwierz, że znam co najmniej kilkadziesiąt takich osób, możesz mówić jaśniej - Odparł a po jego spojrzeniu wyczuła, że jest zirytowany.
- Wtedy w ogrodzie, słyszałam rozmowę - zawahała się chwilę ale stwierdziła, że powinna mu powiedzieć zanim ukarze w jakiś sposób jej zdaniem, niewinną Irminę - Rosier, rozmawiał z kimś o czymś... - przełknęła ślinę - mówił, że to co tamten zaplanował nie uderzy w ciebie tylko cię rozwścieczy. Tamten więc zapytał o to dlaczego jego plan się nie uda, a Rosier odpowiedział, że nie potrafisz kochać. Tego samego dnia siedział z nami przy stole a ja prawie zginęłam.
Hermiona obróciła się do niego plecami, i powiedziała, że chce odpocząć. Nie chciała od niego odpowiedzi ani przeprosin. Nawet na nie, nie liczyła ale wolała dmuchać na zimne, nie chciała widzieć jego wyrzutów sumienia, nie chciała widzieć w nim człowieka.
Następnego dnia jakiś uzdrowiciel wyglądający dosyć znajomo pozwolił jej wrócić do komnat. Malfoy nie odebrał jej ze skrzydła. Po ich ostatniej rozmowie opuścił ją bez słowa a za drzwiami teraz czekał na nią Blaise. Widocznie zaniepokojony czarnoskóry zaprowadził ją na miejsce pod ramię co chwilę pytając czy wszystko w porządku. Nie miała na to ochoty. Bo wejściu do sypialni i zorientowaniu się, że blondyna nie ma w żadnym z pomieszczeń - dziewczyna wykpiła się złym stanem zdrowia i położyła się do łóżka. Malfoy nie wrócił do wieczora a ona ponownie zasnęła czekając na jego powrót.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz