Amaritudo... desiderium
piątek, 6 stycznia 2023
Rozdział Piąty
sobota, 10 grudnia 2022
Rozdział Czwarty
Blackparty okazało się być dosyć dużym przyjęciem zorganizowanym w rezydencji Rosierów. Swoją nazwę zawdzięczało temu, że wszyscy uczestnicy ubrani byli na czarno. Dekoracje i napoje również były w tym kolorze. A więc tak śmierciożercy odbywają swoje rozmówki i załatwiają interesy. Ten przepych z jakim to robili zdecydowanie ją odrzucał. Przypomniała sobie zebrania członków zakonu feniksa na których cisnęli się w małym pomieszczeniu w brudnych dresach i skrzywiła się. Poczuła dłoń swojego partnera na plecach i przeszedł ją nagły dreszcz co chyba wyczuł bo uśmiechnął się do niej szelmowsko powodując u niej wypieki na twarzy. Dziewczyna odwróciła wzrok i dała się poprowadzić do jednego z okrągłych stolików przy którym siedzieli już jacyś ludzie. Uśmiechnęła się na widok Blaisa i zajęła miejsce obok niego nim blondyn zdążył to zrobić. Przynajmniej ma szansę na jakąś normalną rozmowę dzisiejszego wieczoru. Uśmiech pozostał na jej twarzy. Draco spoglądał na nią kontem oka wyglądając na zamyślonego, czego ona jednak nie zauważyła.
- Alice... - Przywitał się z nią Blaise na co odpowiedziała mu tym samym.
- Witam przyszłą panią Malfoy - powiedział mężczyzna siedzący na przeciw niej a Hermiona skojarzyła skąd zna jego głos. To jego słyszała rano w ogrodzie. - Evan Rosier - przedstawił się.
Nie wiedział przecież, że dziewczyna doskonale go zna z pola walki. Stąd też kojarzyła jego głos. Odpowiedziała mu jednak uprzejmie i poznała pozostałych osobników siedzących przy stole. Oprócz rodziny Rosierów, którzy byli gospodarzami dzisiejszego przyjęcia przy stole siedział również Blaise, Rodzina Rowle wraz z Irminą, która mierzyła ją spojrzeniem z drugiego końca stołu. Jej ojciec Thorfin był wysokim blondynem o podłużnej twarzy i sprawiał wrażenie jakby mało co go obchodziło wszystko wokół.
- My się przecież już znamy prawda Irmino - odpowiedziała Hermiona dziewczynie gdy ta jak gdyby nigdy nic udawała, że przyjaźnie się jej przedstawia. Fałszywa żmija.
Draco spojrzał na nią nagle zdziwiony jej słowami jednak postanowiła go zignorować i ciągnęła dalej:
- Czyżbym nagle stała się warta rozmowy z tobą ?
Brązowowłosa dziewczyna nie dała jednak zbić się z tropu i odpowiedziała.
- Chyba mnie z kimś mylisz kochana - po czym uśmiechnęła się tak zjadliwie, że ciężko było uznać tą odpowiedź za szczerą.
Młody Malfoy nadal świdrował ją spojrzeniem jednak nie odezwał się tylko wciągnął siedzącego obok niego śmierciożercę w rozmowę dotyczącą misji jaka miała się odbyć w tym tygodniu. Hermiona próbowała wyłapać jak najwięcej informacji jednak nie dość, że mówili przyciszonymi głosami - czarnoskóry postanowił zająć ją rozmową.
- I jak ci się mieszka ze smokiem ?
- Ciężko powiedzieć o tym cokolwiek pozytywnego, dlatego zostawię twoje pytanie bez konkretnej odpowiedzi - odpowiedziała i sięgnęła po lampkę wina uśmiechając się do niego.
Bardzo szybko zeszli na temat książek, wymienili się spostrzeżeniami i zaczęli żartować wspominając spacer po rodowym korytarzu Malfoyów.
- A wam co tak wesoło ? - zapytał Draco świdrując ją spojrzeniem przez co dziewczyna odwróciła wzrok starając się ignorować jego przenikliwe oczy. - Nie sądziłem, że Alice się choćby uśmiecha - dodał zgryźliwie - jak tego dokonałeś przyjacielu?
Jego głos był lekko złośliwy ale brunet zdawał się być do tego przyzwyczajony. Odparł mu z uśmiechem:
- Widocznie posiadam coś czego tobie ewidentnie brakuje.
- Ciekawy jestem co to takiego - odpowiedział i znów spojrzał na Alice.
- Empatię, poczucie humoru i podejście do kobiet - odpowiedział dumnie wypinając pierś czym wywołał śmiech u Malfoya, który pokręcił głową z dezaprobatą.
Musieli jednak przerwać rozmowę i wstać razem z innymi gdyż ktoś wszedł na salę. Hermiona próbowała wyjrzeć i w końcu go zobaczyła. Przez salę zmierzał Lord Voldemort, kawałek za nim lekko z lewej strony zmierzała Bellatriks Lestrenge a jeszcze dalej sam Severus Snape. Szatynka widząc spojrzenie tego ostatniego natychmiast spuściła wzrok i zaczęła nerwowa bawić się pierścionkiem. Czarny Pan wygłosił krótką przemowę mówiącą o ich potędze, ale ona go nie słuchała. Nagle wpadła jej do głowy inna myśl, gdy zajęli miejsca zaczęła się zastanawiać. A raczej przypominać sobie, że plan awaryjny ucieczki dla złotego trio, tworzony był już dawna. Tak dawno, że Snape pomagał w opracowaniu go. Dla bezpieczeństwa ułożenie planów ucieczki zostały rozłożone pomiędzy sześć osób. Mcgonagall i Sprout ułożyły plan dla Rona, Lupin i Dumbledore dla Harry'ego a Shacklebolt korzystał z pomocy Severusa przy układaniu planu dla niej. Pomysł ten powstał jeszcze przed bitwą o Hogwart na jednym z wielu spotkaniach członków zakonu feniksa, którzy za wczasy pomyśleli o wszystkim. To oznacza, że człowiek, który ich zdradził i zasiadał teraz przy stole z samym Voldemortem gdyby tylko się zastanowił mógłby ją rozpoznać. Dziewczyna zbladła, co zauważył przyglądający się jej cały czas Malfoy jak i Panna Rowle.
- Coś się stało moja droga ? - zapytała jadowicie.
Jakby cię to co najmniej interesowało wywłoko, pomyślała szatynka. Starała się uspokoić w myślach, by nie wydać się za wczasy sama, ale nie było to tak proste. Nagle ze zdwojoną siłą dopadła ją myśl, że jest sama jak palec w otoczeniu wroga. I jeśli cokolwiek by się teraz wydało, nie ma już dla niej ratunku.
- Wina ? - zapytał blondyn spoglądając na jej pusty kieliszek.
- Nie dziękuję, chyba gorzej się poczułam... - odpowiedziała chcąc zachować pozory i próbując zdobyć się na lekki uśmiech.
- Czyżby wystraszył cię widok naszego pana ? Biedna, taka wrażliwa dziewczyna jak ty co planuje robić u boku kogoś takiego jak smok ? - zapytała nachylając się do niej i mówiąc tak aby nikt poza nią jej nie usłyszał. - Mówiłam ci, żebyś się w to nie pakowała, pożałujesz szmato.
Po czym jak gdyby nigdy nic podała jej chusteczkę i powiedziała, milutkim głosem uśmiechając się do niej.
- Może to cię trochę odświeży, chyba leciutko się spociłaś kochana.
Hermiona zignorowała chustkę od niej i komentarz Draco, że zachowuję się nie grzecznie i nagle poczuła, że ktoś z premedytacją nadepnął jej pod stołem na nogę. Zabolało. Spojrzała na Irminę mrużąc oczy i odsunęła nogi z jej zasięgu wdając się w przyjazną pogawędkę z Blaisem.
Jakąś godzinę później włączono muzykę i blondyn zaprosił ją do tańca, gdyż stwierdził, że muszą się pokazać przed czarnym panem i generałami i poprosił ją by choć raz nie protestowała i dała się zaprowadzić na parkiet. Hermiona więc zgodziła się odnotowując w głowie, że Malfoyowi bardzo zależy na tym by wszyscy wokół oprócz Blaisa myśleli, że są w sobie naprawdę zakochani. Był miły i szarmancki - w przeciwieństwie do tego jakim był gdy byli w apartamentach, dlatego postanowiła się nie buntować. Miejsce na plecach na którym trzymał dłoń, wydawało jej się gorące niczym płomień. Starała się nie wzdrygać przy każdym dotknięciu ale dreszczy nachodziły ją mimowolnie powodując wypieki na jej twarzy. Nie mogła zrozumieć dlaczego jej ciało tak dziwnie reaguje na smoka. To pewnie obrzydzenie. Zauważyła, że chłopak tańczy niczym zawodowiec ale również trzymał ją na dystans. Ciekawe dlaczego?
Po przetańczeniu dwóch piosenek wrócili do stolika by napić się wina, stolik chwilowo był pusty ponieważ każdy albo był na parkiecie albo przesiadł się by ubić jakieś ciemne interesy. Przynajmniej tak myślała Hermiona.
- Mogę wiedzieć co szeptała do ciebie Rowle zanim podała ci chusteczkę, że nie zgodziłaś się jej przyjąć ? - zapytał wykorzystując stosowną okazję. - I skąd wcześniej ją znałaś ?
Hermiona zakręciła winem w kieliszku, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Wydaje mi się, że doskonale wiesz o czym do mnie mówiła - powiedziała nie spuszczając z niego oczu. - A poznałam ją na naszym przyjęciu zaręczynowym.
Chłopak westchnął i przetarł dłonią po brodzie. Dolał sobie kolejną szklankę wina. Kiedy on zdążył wypić poprzednią ? Hermiona jednak nadal bawiła się kieliszkiem.
- To wiele tłumaczy- odpowiedział blondyn.
Szatynka zmarszczyła brwi z niezrozumieniem, dając znak rozmówcy, że nie wie co ten ma na myśli.
- Dlaczego od początku jesteś na mnie taka cięta, skoro na samym starcie rozmawiałaś z Irminą.- Zrobił przerwę na głęboki wdech i kontynuował - Co ci nagadała?
Hermiona była zdziwiona, blondyn rzeczywiście tak mógł to odbierać. Pomyślała, że da jej to szanse na zaczęcie od nowa swojej misji, i tym razem opanuję się i zacznie być dla blondyna miła. Może zrzucić wszystko na zazdrość a ich relacja zaczęłaby wyglądać inaczej, będzie mogła wyciągnąć więcej informacji.
-ohh... coś w stylu, że jestem nic nie wartą osobą, że nie nadaję się by czyścić ci buty a ten ślub i związek i tak nie ma znaczenia bo jesteście parą a ja stoję na przeszkodzie, czego jak się dziś dowiedziałam pożałuje - odpowiedziała zgodnie z prawdą po czym wzięła łyk wina.
Nie usłyszała jednak odpowiedzi chłopaka ponieważ gdy tylko połknęła płyn spadła z krzesła a jej ciało zaczęło drgać w konwulsjach.
Nie wiedziała również, że cała sala zamarła, że Draco trzymał jej głowę próbując rzucać redukujące zaklęcia.
Nie zobaczyła jak Severus Snape podbiega do niej rzucając zaklęcie diagnozujące i nie poczuła jak wlewa jej do buzi antidotum.
Nie wiedziała jeszcze, że został otruta.
Ani nie poczuła jak blondyn niosąc ją na rękach teleportował ich do szpitala wojskowo gdzie spotkał się nad jej łóżkiem razem ze Snapem.
Nie wiedziała kiedy się obudzi, nikt nie wiedział czy zrobi to w ogóle.
środa, 7 grudnia 2022
Rozdział Trzeci
Hermionie serce podeszło do gardła momentalnie.
- OH, a kogóż my tu mamy - wyświergotała Bellatriks Lestrenge. - przyszła pani Malfoy, jak mniemam. Mów mi Bella.
Kobieta wystawiła do niej rękę z czarnymi szponami i uśmiechnęła się szeroko lecz fałszywie. Szatynka drżącą ręką przywitała się z nią w duchu modląc się by jak najszybciej odejść. Chodź raz merlin był jej przychylny i Blaise zamienił kilka zdawkowych zdań, oznajmił że się spieszą i łapiąc ją za ramię pociągnął w stronę marmurowych schodów.
- Jeśli tylko możesz unikaj jej jak ognia - powiedział jej czarnoskóry towarzysz gdy tylko znaleźli się na schodach. - Nie jest odpowiednim towarzystwem dla nikogo, a w szczególności dla ciebie.
Hermiona podniosła spanikowana oczy
-W szczególności dla mnie? co masz na myśli? - Czyżby coś podejrzewał.
- No masz zostać żoną smoka, powinnaś wiedzieć, że nie przepada on za nikim ze swojej rodziny, no może z wyjątkiem Narcyzy. Jestem pewny, że bardzo by go wkurzyło gdybyś zaprzyjaźniła się z jego ciotką, z którą szczerze mówiąc otwarcie prowadzą wojnę od dwóch miesięcy - powiedział rozbawiony chłopak spoglądając na nią.
hmm, ciekawa i wartościowa wiedza, pomyślała Hermiona. Zabini wykazywał skłonność do ujawniania informacji wszelakiego rodzaju. Lubił dużo mówić i był bezpośredni. Wydawało jej się, że będzie go można łatwo pociągnąć za język w niektórych kwestiach, co mogło jej bardzo pomóc.
Pomieszczenie do którego weszli było wysoko sklepioną salą. Było to co najmniej piętrowe pomieszczenie. Regały sięgały do samego sufitu, a mniej więcej w połowie ich wysokości znajdował się długi na szerokość pomieszczenia balkon, do którego prowadziły drewniane drabiny. Dziewczyna była urzeczona biblioteką należącą do rodu Malfoyów.
- To chyba jedyny tak jasny i przestronny pokój w całym dworze - zażartował chłopak widząc zadowolenie towarzyszki.
- Tak, to fakt wszystko tu jest takie mroczne i zimne - odpowiedziała Hermiona zgodnie z prawdą.
- Racja wyglądasz raczej na miłośniczkę jasnej strony mocy - zaśmiał się dwuznacznie, czym przyprawił ją o przyspieszone bicie serca.
Dziewczyna zaczęła się bawić pierścionkiem jednocześnie zastanawiając się czy był to zwykły żart, czy jakaś aluzja. Chłopak jednak nie zauważył jej zmieszania ponieważ, w tym czasie usiadł przy jednym z trzech okrągłych stolików znajdujących się w centralnej części pomieszczenia. Przywołał zaklęciem książkę i jak gdyby nigdy nic zajął się czytaniem. Hermiona nie wiele myśląc podeszła więc do niego i spojrzała na tytuł owej księgi.
- "Jak oczarować wybredne czarownice" - wybuchnęła szczerym śmiechem pierwszy raz od dawna.
- Co o co ci chodzi - Zapytał fałszywie oburzony - sztuka podrywania to bardzo mistyczna i zawiła umiejętność, trzeba się cały czas dokształcać.
- Czyżbyś nie umiał poderwać kobiety, Zabini ? - Nabijała się z niego dziewczyna
- Ależ oczywiście, że umiem po prostu zdobywam w ten sposób nowe sposoby i mogę konstruować głębsze taktyki mych podbojów. - oświadczył dumnie i odłożył książkę na stół - A ty co byś mi poleciała do czytania?
- Z pewnością coś bardziej ambitnego - powiedziała przemądrzale podchodząc do pierwszego regału z książkami. - O to jest dobre, "Magia praktyczna: zaklęcia porządkujące" to naprawdę kręci kobiety - podała mu książkę uśmiechając się na widok grymasu na jego twarzy.
Polubiła tego chłopaka, traktował ją zupełnie inaczej niż wszyscy, nie miał mrocznego znaku no i nie była do niego uprzedzona. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo potrzebowała kogoś takiego w swoim otoczeniu.
- W takim razie już wiem co kupie smokowi na święta.
Całe południe upłynęło im na rozmowie na temat książek, na żartowaniu i wspólnym czytaniu. Po obiedzie, który zjedli razem w komnatach Malfoya, Blaise pokazał jej najbardziej interesujące ją fragmenty dworu. Obejrzała ogromny ogród, sale balową w której ma wziąć ślub a także korytarz rodowy, w którym wisiały podobizny wszystkich członków rodziny z 10 pokoleń wstecz. Ogromnie się przy tym uśmiała ponieważ czarnoskóry każdy z obrazów komentował na swój typowy sposób. I tak minęły jej całe trzy dni, Zabini zabierał jej niemal cały wolny czas, zostawiając jej go nie wiele na wieczorne studiowanie formuł zaklęć znalezionych przez nią na biurku. Nim się obejrzała, wstała kolejnego dnia a w salonie na fotelu siedział Malfoy z parującym kubkiem kawy w dłoni. Jej ostatnio dobry nastrój prysł w minutę.
- Kawy ? - zapytał właściciel komnat nie patrząc na nią z nad gazety.
Gdy Hermiona się zgodziła, kubek na małym stoliczku zaczął magicznie się napełniać a Draco wskazał jej fotel obok siebie. Dziewczyna przysiadła na jego skraju nerwowo bawiąc się pierścionkiem i po chwili sięgnęła po kubek.
- Jak ci minął czas pod moją nieobecność - zapytał neutralnym tonem nadal nie odrywając wzroku od czytanych informacji.
- Dobrze - odpowiedziała zgodnie z prawdą, siadając wygodniej na fotelu i próbując zachować równie neutralny ton co jej rozmówca.
- Polubiłaś Blaisa ? -zapytał podnosząc wreszcie wzrok na nią.
- Tak
- To bardzo dobrze, to wszystko ułatwi - powiedział jakby do siebie po czym rzucił jej krótkie analizujące spojrzenie i wrócił do czytania gazety.
- A tobie jak minął czas , gdziekolwiek byłeś ? - zapytała lekko zirytowana jego ignorancją i ciekawa misji blondyna.
Chłopak jednak nie odpowiedział jej więc dopiła kawę i ruszyła do sypialni by przebrać się w wygodne dresy i bluzę z kapturem. W kieszeni schowała pergamin i pióro, postanowiła wyjść do ogrodu i wysłać list Kingsleyowi odnośnie powrotu nieznośnego blondyna.
- Dokąd idziesz w takim stroju - zapytał gdy wychodziła jednak postanowiła zignorować go tak samo jak on ją. Wyszła z posiadłości prosto do ogrodu różanego, który spodobał się jej najbardziej. Przemierzała kwieciste alejki pogrążając się w swoich myślach i zapominając na chwilę, że znajduję się w mrocznej twierdzy jednego z głównych śmierciożerców. Gdy nagle usłyszała głosy dobiegające zza rogu. Jeden z nich wydał się jej znajomy, drugiego jednak nie mogła skojarzyć. Nadstawiła słuchu, przystając na samym rogu by jak najlepiej słyszeć.
- Mówiłem ci, że on zawsze musi sprawiać problemy, nigdy nie zachowa się tak jak tego wszyscy wokół oczekują - Mówił znajomy głos.
- Tak, tak wiem, już o tym rozmawialiśmy - odpowiedział jego rozmówca.
- Dlatego powtarzam ci po raz kolejny, że każdy szczegół naszego planu musi być dogłębnie przeanalizowany i przemyślany pod każdym kątem, a to co zrobiłeś nie pomoże nam tylko zaszkodzi! - mężczyzna podniósł głos.
- Skąd masz taką pewność ? Przecież...
- Skąd ?! Skąd ?! Znam go od dziesięciu lat i wiem o nim zdecydowanie więcej niż ty a to co wymyśliłeś i bez mózgu wykonałeś, zamiast nam pomóc go podkopać tylko go rozwścieczy a wściekły Malfoy to ostatnie czego nam teraz trzeba.
- Skąd możesz to wiedzieć... - nie dane jednak było mu skończyć bo kolejny raz u przerwano.
- Malfoy nie potrafi kochać... - dalsza część wypowiedzi przycichła a głosy zaczęły się oddalać.
Widocznie dwóch mężczyzn musiało ruszyć dalej alejką i gdy Hermiona już miała wyjść za rogu by spojrzeć na mężczyzn - ktoś schwytał ją za ramię gwałtownie odwracając w swoją stronę.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. - Malfoy powiedział groźnym tonem nadal trzymając jej ramię.
Heriona skrzywiła się dosyć mocno
- Nie pozwolę żeby moja narzeczona mnie ignorowała i do tego szlajała się po dworze w jakiś mugolskich szmatach. Nie nauczyli cię w tej Francji żadnych zasad szlachetnego obycia ?
Jednak nie czekając na jej odpowiedź i nadal nie puszczając jej łokcia pociągnął ją za sobą w stronę dworu niczym szmacianą lalkę. Na początku próbowała się wyrywać ale widząc jego lodowate spojrzenie po prostu odpuściła idąc za nim i chcąc policzyć się z nim w komnatach. Gdy tylko weszli do salonu, chłopak puścił ją i jak gdyby nigdy nic ponownie ją ignorując, zajął się papierami przy biurku.
Dziewczyna stała na środku pokoju, założyła ręce na biodra i świdrowała go spojrzeniem, czekając na jakąkolwiek reakcje z jego strony. Cóż nie doczekała się.
- Myślisz, że pozwolę ci traktować mnie jak swoją własność ? - zapytała w końcu nie wytrzymując. - Halo, mówię do ciebie, co ty sobie wyobrażasz Malfoy, że co będziesz mną szarpał żebym chodziła za tobą jak piesek ? Że masz cokolwiek do gadania odnośnie tego jak się ubieram albo gdzie idę? Chyba cię pogrzało jeśli myślisz, że będę robić cokolwiek co ty byś chciał żebym robiła... Nie życzę sobie tego, żebyś traktował mnie tak przedmiotowo...Hej ! - przerwała ponieważ chłopak mimo jej wywodu nadal ją ignorował, co szczerze mówiąc doprowadzało ją do szału.
Podeszła więc do niego pstrykając mu palcami przed oczyma a na jej twarzy pojawiły się już wypieki. Co za gbur i niewychowany palant. Wściekła do granic możliwości po prostu wyrwała mu papiery z przed oczu i chowając je niczym dziecko za plecami. Sukces. Draco w końcu podniósł na nią wzrok również zirytowany.
- Oddaj mi to w tej chwili - powiedział zirytowany. Co za baba.
- Bo co mi zrobisz ? Zaprowadzisz do kąta ? - Kpiła. - Nie nie oddam ci, bo nie lubię gdy ktoś mnie ignoruje...
- Zauważyłem, oddaj - wycedził nadal ignorując jej pretensje i pewnym krokiem wstając i podchodząc w jej stronę.
- Nie oddam dopóki mnie nie wysłuchasz, nie jestem twoją własnością to po pierwsze, po drugie nie możesz mnie tak ignorować skoro mamy być małżeństwem...
- Słuchaj mała, nie interesuje mnie wizja twojego małżeństwa ani te twoje grymasy ani naburmuszona mina, interesują mnie moje PAPIERY, dlatego dobrze ci radzę oddaj mi je.
Hermiona zdenerwowała się nie na żarty, to ona do niego z wyciągnięta ręką, chcąc się dogadać a on tą rękę odcina. Nigdy by nie pomyślała, że będzie się prosić Malfoya o to by zwrócił na nią uwagę. Skrzywiła się na te myśl ale z przekory postanowiła nie oddawać mu tych papierów za żadne skarby. Niech sobie nie myśli hrabia...
-N - I - E, Poznałeś już wcześniej takie słowo ? - kłóciła się z nim dalej.
Draco jednak zamiast jej odpowiedzieć popchnął ją delikatnie na ścianę, która nagle okazała się być dużo bliżej niż się tego spodziewała. Zbliżył się do niej, trochę zbyt blisko (jej zdaniem) a do jej nozdrzy doleciały jego perfumy. Poczuła drzewo sandałowe, piżmo i nutę zapachu jabłka. Dziewczyna przełknęła ślinę i przygryzła dolną wargę nagle tracąc całą swoją odwagę pod ostrym spojrzeniem blondyna. On w tym czasie oparł rękę w pobliżu jej głowy jeszcze bardziej się nachylając i napawając jej zdezorientowaniem. Hermiona zarumieniła się gdy zdała sobie sprawę, że spojrzenie Malfoya straciło na ostrości a błękitne tęczówki spoglądały na jej przygryzione wargi. Odsunęła go więc rzucając mu papiery i zirytowana zamknęła się w łazience. Nienawidziła przegrywać.
Blondyn w tym czasie wrócił do biurka i przetarł dłonią po brodzie jakby zamyślony. Spojrzał na odzyskane papiery i wyjął spod koszulki łańcuszek do którego przymocowany był klucz w bardzo dziwnym kształcie. Otworzył tajemniczą szufladę, schował dokumenty i nalał sobie szklaneczkę bursztynowego trunku spoglądając na drzwi łazienki. Zaczyna się robić ciekawie. I upił łyk odwracając się w stronę kominka.
Dziewczyna w tym czasie przemywała właśnie twarz nad umywalką wyrzucając sobie w myślach tę bez sensowną kłótnie. Miała dowiedzieć się jak najwięcej od Malfoya, udawać idealną przyszłą żonę i zacząć się starać a wystarczył jeden poranek by doprowadził ją do złości, wściekłości, zawstydzenia i ponownie wściekłości tym razem na samą siebie. Hermiona próbowała to sobie tłumaczyć faktem, że i tak niczego by się nie dowiedziała skoro mężczyzna ją cały czas ignoruję ale samo to, że udało mu się ją wprawić w zakłopotanie ponownie doprowadzał ją do szału. Co za irytująca sytuacja. Szatynka wytarła twarz ręcznikiem w duszy obiecując sobie, że porzuci na razie myślenie o tym temacie by zastanowić się co dalej. Ewidentnie potrzebowała konkretnego planu.
Gdy wyszła już z łazienki na jej łóżku leżała sukienka i biżuteria, zmarszczyła brwi. Na pewno wcześniej jej nie widziała, podeszła do niej podnosząc ją w dłoniach, zastanawiając się skąd się to tu wzięło gdy do pokoju wszedł jej nemezis.
- Ubierz to, wychodzimy dziś wieczór - powiedział tylko opierając się o framugę drzwi.
- Czy ja ci przypadkiem nie mówiłam, że nie od ciebie zależy co będę ubierać ? - zaczęła znowu temat.
- Sukienkę zamówiłem na pokątnej, idziemy na blackparty do Rosierów, z tego co wiem w szafie nie masz ani jednej sukienki koktajlowej w tym kolorze. Pomyślałem, że jednak chciałabyś się wpasować. Nie ma za co.
- Ja... - Hermiona nie wiedziała co powiedzieć, chodź szczerze nawet by nie zdążyła bo mężczyzna minął ją i zamknął się w łazience. Zrobiło się jej głupio.
Gdy już była przebrana i delikatnie umalowana, przejrzała się w lustrze. Wyglądała... na roznegliżowaną? Sukienka była bardzo ładna i sięgała za kolano, ale pleców praktycznie nie posiadała. Dziewczyna sama z siebie by jej nie ubrała, ale pomyślała, że warto się trochę przypodobać Malfoyowi po dzisiejszej kłótni a skoro sam ją wybrał to przecież chyba jakoś przeżyję. Była tak pochłonięta własnymi myślami, że nie zauważyła mężczyzny stojącej za jej plecami dopóki nie poczuła chłodnego dotyku na klatce, gdy ten zakładał jej naszyjnik.
- Zapomniałaś kolii - wyszeptał odgarniając jej włosy.
Hermiona wzdrygnęła się i zarumieniła usilnie unikając jego spojrzenia w lustrze, gdy ten tylko skończył odsunęła się. Złapała torebkę i zapytała:
- Możemy już iść ?
wtorek, 22 listopada 2022
Rozdział Drugi
Hermiona ponownie spojrzała w lustro nadal nie dowierzając, że to się dzieje naprawdę. Ale tak! Dzieje się... Po wiadrze wylanych łez, zaschniętym od krzyku gardle i po tuzinie wysłanych listów, oczywiście bez odpowiedzi, stała teraz przed lustrem. A wszystko to za szczelnie zamkniętymi drzwiami pokoju, który był do dziś jej schronieniem. Gdy dwa tygodnie wcześniej podpisała umowę przedślubną, zemdlała i obudziła się następnego dnia w swojej sypialni. Od tamtej pory wyszła z niej tylko 4 razy, uprzednio prosząc skrzaty o posiłki. Przeanalizowała całą sytuacje dokładnie osiem razy i przeszła przez wszystkie etapy pogodzenia się ze swoim dramatem. Od rozpaczy zaczyniwszy, kontynuując wyparciem, a później wściekłością i upartą chęcią zrobienia całemu światu na złość aż po coś, co z braku laku musimy nazwać pogodzeniem. Chodź jak przypuszczam, była to dopiero faza wstępnej akceptacji, która z pogodzeniem nie miała zbyt wiele wspólnego, ale mniejsza o takie drobnostki. Jej opiekunka i Bella nie pojawiły się u niej ani razu, nie żeby jej to przeszkadzało - podejrzewała, że śmiertelnie się na nią obraziły. Jeff przyszedł następnego dnia po omdleniu, szatynka jednak nie wpuściła go do siebie, udając, że śpi. Kolejny raz zapukał wczorajszego wieczoru, by przynieść jej szytą na specjalną okazję suknie i przekazać informacje dotyczące dzisiejszego przyjęcia zaręczynowego. Jak jej oznajmił, po przyjęciu miała przenieść się razem z Malfoyem do jego rezydencji w Anglii, by zostać jego żoną. Kpina
Hermiona wybuchła gorzkim śmiechem. To wszystko to jakieś chore nieporozumienie, albo koszmar senny. Ewidentnie - pomyślała poprawiając loki, które ledwo sięgały jej ramion. We włosy wsunęła delikatną opaskę z pereł, która ładnie współgrała z jej błękitną suknią do ziemi. Sukienka pewnie spodobała by się jej w innych okolicznościach, miała długi, rozszerzany przy dłoniach rękaw. Spódnica nie była zbyt rozkloszowana, lecz satynowa i spływająca kaskadami do ziemi, w pasie zdobiły ją delikatne perełki. Jednak wizja tego, że stroi się by zostać narzeczoną swojego szkolnego wroga, uniemożliwiała jej choćby cień radości. Nawet z tak pięknej sukni. Nie mogła się zmusić, by zrobić makijaż uważając, że i tak postarała się aż nadto. Z drugiej strony irytował ją fakt, że przecież nikt nie rozumie jej rozżalenia i rozwścieczenia. Ta cała farsa zaszła zdecydowanie za daleko. Nie była pewna jak długo zdoła udawać radość z oświadczyn jakże cudownego arystokraty.
*
Draco Malfoy był od rana w wyśmienitym humorze, po pierwsze akcja, którą zaplanował odbyła się zgodnie z planem i bez żadnych przeszkód, po drugie czeka go mocno zakrapiana impreza, najpierw uroczysta na której zrobi rodzinie na złość a później druga z jego najlepszym przyjacielem, którego nie widział przeszło dwa miesiące. Nie pamiętał kiedy ostatnio w ciągu jednego dnia tyle spraw, tak przychylnie mu się ułożyło. Od kąt został mianowany sekretarzem Czarnego Pana, rzadko kiedy wygrzebywał się z papierologii. Pomijając fakt, że pełnił również funkcję generała co wiązało się z szeregiem innych obowiązków. To wszystko oznaczało, że miał minimalnie mało czasu dla siebie, a już szczególnie dla jakiejkolwiek żony. Jego zadowolenie spadło o kilka milimetrów, to jedyny aspekt dzisiejszego dnia, który niezbyt mu się podobał, ale sprzeciwianie się Lordowi nie było mu chwilowo na rękę.
Blondyn wypił resztę bursztynowego płynu jaki pozostał w jego szklance i wstał podchodząc ostatni raz do lustra. Poprawił lekko szary krawat i zmierzwił włosy, po czym wskoczył do kominka by przenieść się do Francji.
W sali balowej zebrało się już sporo czarodziei. Większość z nich ubrana była tak jak on w czarodziejskie smokingi, ostatni krzyk magicznej mody, kilku starszych ubranych było w czarodziejskie szaty. Draco rozejrzał się po sali i podszedł powolnym krokiem do kilku generałów stojących w pobliżu marmurowej kolumny. Po przywitaniu i wymienieniu uprzejmości wyłączył się z prowadzonej przez nich rozmowy i zamyślił się rozglądając się po sali. Zauważył Jeffa ze swoją żoną ubraną w długą burgundową i bardzo drogą suknie, jednak nie zauważył z nimi Belli. Uśmiechnął się kpiąco pod nosem i zaczął szukać wzrokiem innych znajomych postaci. Spojrzał na zegarek i orientując się, że ma jeszcze chwilę do rozpoczęcia ceremonii zaręczynowej podszedł do baru, po ognistą whisky. Obrócił się z kryształową szklanką w dłoni i jego spojrzenie padło na drzwi do sali balowej przez, które weszła Alice. Pamiętając ją z kolacji jako szarą myszkę, zdziwił się widząc jak pięknie i elegancko wygląda. Może jednak nie będzie to takie najgorsze, pomyślał i uśmiechnął się w jej stronie, jednak dziewczyna zdawała się go nie zauważać.
- Witam, piękna damę - przywitał się z nią i zaoferował elegancko ramię.
Dziewczyna spojrzała na niego z urazą ? Złością ? Draco zmarszczył czoło, przecież powiedział jej komplement, co z nią nie tak. Alice jakby tego było mało zignorowała go nie tylko mu nie odpowiadając ale i odrzucając jego ramię. Podeszła sama na podest, czekając na niego i nie patrząc w jego stronę. Teraz młody Malfoy był co najmniej zirytowany jej zachowaniem. Ceremonia sama w sobie nie trwała długo, oboje zadeklarowali swoje oświadczyny na forum śmietanki towarzyskiej i blondyn oficjalnie założył Alice pierścionek z wielkim szmaragdem. Zauważył, że jej dłoń wtedy drżała. Draco uśmiechnął się fałszywie do zgromadzonych gości i zszedł z podestu trzymając swoją narzeczoną za rękę, jednak gdy tylko znaleźli się w tłumie zaraz zostali rozdzieleni i mężczyzna nie miał okazji z nią porozmawiać.
*
Hermiona czuła się źle. Nie to mało powiedziane ona czuła się tragicznie. Stojąc po środku sali balowej, na podeście i przyjmując pierścionek od Dracona Malfoya czuła się jak zdrajczyni. Rozglądając się i widząc klaszczące postacie śmierciożerców czuła do siebie niesmak. Nie chciała tego robić, czuła całą sobą, że działa wbrew swojemu sumieniu. Ale, zawsze pojawia się jakieś ale, nie widziała innej opcji. Chyba, że wybrała by pewną śmierć po tym jak ujawniła swoją tożsamość, ale i to było niewykonalne ponieważ jej naturalny instynkt przetrwania postanowił się aktywować. Z drugiej jednak strony jej gryfoński upór i honor nie pozwalały jej w pełni udawać zadowolenia i szczęścia tak jak by tego od niej oczekiwano. Na domiar tego wszystkiego dziewczyna się po prostu bała tej całej przeprowadzki do Malfoy Manor i tego, że od teraz skazana będzie na codzienne towarzystwo tej tlenionej fretki. Bała się, że zostanie rozpoznana, że Malfoy będzie próbował się do niej zbliżyć i tego, że zawiedzie w jakikolwiek sposób zakon. Naprawdę od kilku dni miała ogromny mętlik w głowie spowodowany przez tuzin niewiadomych. Jej myśli przerwało jednak przywitanie jednego z gości.
- Witam przyszłą panią Malfoy - powiedziała z przekąsem dziewczyna o głęboko brązowym kolorze włosów.
- Witam panią... ? - Hermiona była pewna, że nigdy wcześniej nie widziała jej na oczy.
- Irmina Rowle - odpowiedziała dumnie unosząc głowę. - Nie myśl, że twój ślub z Draco ma jakiekolwiek znaczenie.
- Nie do końca panią rozumiem, pani Rowle - odpowiedziała zgodnie z prawdą Hermiona.
- Spokojnie, wszystko ci wytłumaczę. Draco jest mój, ślub z tobą ma podłoże czysto biznesowe i ekonomiczne więc nie licz na nic poza wspólnie dzielonym dworem i obrączką. Nie jesteś godna tego żeby wyczyścić mu buty. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę ? Nie jesteś ani w jego guście ani w jego lidze więc nie próbuj wchodzić nam w drogę - Wysyczała Irmina i szturchając ją ruszyła z uśmiechem dalej.
Heriona zmarszczyła czoło z niezrozumieniem. Co te wszystkie kobiety w nim widzą, najpierw Bella teraz Irmina. Czy jakaś jeszcze jego nawiedzona fanka ma zamiar ją obrażać i mówić jaka to jest mało warta i niegodna niczego. Miała dość.
Szatynka podeszła do baru po lampkę wina, co prawda rzadko kiedy piła ale postanowiła jednak, że dziś jest jej to potrzebne do przetrwania. Wyłapała spojrzenie blondyna, który stał pod jedną z kolumn i szybko odwróciła spojrzenie-modląc się by nie postanowił do niej podejść. Widać nawet sam merlin się od niej odwrócił.
- Tak wcześnie już sięgasz po alkohol moja droga - zakpił podchodząc i spoglądając na nią z zaciekawieniem.
- Próbuje ci dorównać - odparła takim samym tonem i pociągnęła spory łyk, wypijając całą zawartość kieliszka.
Draco zmarszczył czoło ponownie czując, że skądś zna tą kobietę. Zmierzył jej twarz czujnym spojrzeniem ale w głowie miał pustkę. Tak jakby słyszał dzwon jednak nie wiedział z którego kościoła ten dźwięk się niesie.
- To raczej nie są zawody, w których się mierzę z kobietami.
- A w jakichkolwiek innych zwracasz na nie uwagę ? - odpowiedziała szatynka.
- Cóż, celne pytanie panno jeszcze DeVoire. Otóż nie - bezczelnie uśmiechnął się Malfoy, czym udało mu się zirytować dziewczynę.
Hermiona zmarszczyła gniewnie nos i spojrzała na blondyna z irytacją.
- W takim razie jesteś tchórzem.
- Tchórzem ? - zapytał ze zdziwieniem
- Dokładnie, widocznie obawiasz się, że w czymś mogą być od ciebie lepsze-stwierdziła z satysfakcją i zabierając nową lampkę z winem odeszła od niego, pozostawiając go samego ze zmarszczonym z gniewu czołem.
Draco pozostał nadal przy barze analizując swoją pierwszą rozmowę z Alice, wywnioskował, że dziewczyna go nie lubi, nie rozumiał tylko dlaczego. Szatynka wydała mu się inteligenta i nadal nie mógł oprzeć się wrażeniu, że zna te oczy. Tylko na merlina skąd.
- Ognistą whisky - powiedział do barmana.
Gdy minęła północ, Draco znalazł ją i bez słowa poszedł za nią do salonu, w którym czekały już jej spakowane rzeczy i za pomocą kominka przenieśli się do Malfoy Manor. Pierwszym co zobaczyła po wylądowaniu na kamiennej posadce były szmaragdowe fotele ustawione w pobliżu ciemnego kominka. kawałek dalej po prawej stronie stało ciemnobrązowe biurko zawalone papierami. Na obitej boazerią ścianie naprzeciw znajdowały się dwie pary drzwi. Przestrzeń pomiędzy nimi zajmowały wysokie do sufity regały, wypchane po brzegi magicznymi księgami. Na ten widok zaświeciły się jej oczy co szybko podłapał blondyn.
- Podoba ci się ? - zapytał bacznie obserwując jej reakcje.
Hermiona spojrzała na niego odrywając oczy od czytanych z daleka tytułów i powiedziała:
- Masz bardzo bogaty zbiór książek dotyczących eliksirów i zielarstwa - wzruszyła ramionami.
- Nie tylko zielarstwa, jeśli chcesz możesz z nich korzystać - odpowiedział nadal bacznie ją obserwując.
Dziewczyna zignorowała jego dobroduszność i jej wzrok padł na kanapę stojącą w lewym rogu, i barek obok drzwi jak się domyślała wejściowych. Ruszyła za Draconem, który otworzył przed nią jedne z dwóch par drzwi pokazując jej łazienkę. Za drugimi drzwiami znajdowała się sypialnia z granatowymi ścianami i o dziwo dosyć jasnymi szarymi meblami.
- Jedno łóżko ? - zapytała zaskoczona dziewczyna zanim zdążyła się ugryźć w język. Zobaczyła, że skrzaty domowe właśnie kończyły rozpakowywać jej rzeczy.
- A jak chciałabyś spłodzić dziedzica w dwóch ? - Zakpił, śmiejąc się złośliwie z pojawiających się na jej twarzy wypieków.
- Myślałam, że to... po ślubie - brnęła dalej zawstydzona dziewczyna.
Draco podniósł jedną brew i podszedł do dziewczyny, która cofając się uderzyła o kolumnę łóżka.
- Nie kupuje kota w worku - wyszeptał w jej stronę na co dziewczyna wyminęła go czerwona na twarzy i z cichym burknięciem - zabrała rzeczy i weszła do łazienki.
Gdy Hermiona już się wykąpała, przebrała się w satynową koszulę do ziemi, która jak każda część jej garderoby zakrywała ramiona. stanęła przed lustrem i chowając włosy za uchem - spojrzała na swoje odbicie. Ochlapała twarz zimną wodą, przygotowując się mentalnie na spotkanie z pewnym bezczelnym i okrutnym tyranem. Jak zwykła go nazywać w myślach, po czym opuściła pomieszczenie. Malfoya jednak nie zastała w sypialni, ani też w salonie. Zdziwiona zdała sobie sprawę, że po prostu wyszedł i nie wiedziała czy bardziej ją to irytuję czy cieszy. Położyła się więc na łóżku i odpłynęła w krainę morfeusza zanim nieznośne myśli całkowicie ją pochłonęły.
*
- Jak tam twoja narzeczona smoku - zapytał ciemnoskóry chłopak.
Draco zastanowił się chwilę zanim odpowiedział - Wydaję mi się, że skądś ją znam, jej zachowanie też jest dziwne. Zachowuję się jakby była do mnie uprzedzona, jakby mnie znała i niezbyt za mną przepadała. - Zmarszczył czoło analizując sytuacje - I chyba jest dziewicą - zaśmiał się kpiąco wraz z kolegą.
- Po czym to wnioskujesz ? - zapytał rozbawiony Blaise, ponieważ tak nazywał się owy chłopak.
- Za każdym razem gdy próbuję ją dotknąć jej ręce drżą, unika mojego spojrzenia jak ognia. Nie odpowiada mi lub robi to w sposób złośliwy i przemądrzały. Rozmawialiśmy kilka razy a już zdążyła mnie otwarcie nazwać tchórzem. Irytuje mnie, bo nie mam pojęcia o co jej chodzi - narzekał dalej.
- Oho, czyżby nasz Casanova trafił na kobietę, na którą nie działa twój urok osobisty - kpił z niego dalej.
- Bardzo zabawne Zabini, nie chodzi tu o urok tylko o to, że skądś się znamy i ona pamięta skąd a ja nie. Musze się tego dowiedzieć.
- Widzę kolega ma ewidentnie urażone ego, zmieniając temat rozmawiałeś już z Irminą ? Czy planujesz z nią w ogóle rozmawiać, to chyba trafniejsze pytanie.
Blondyn westchnął zniecierpliwiony i podszedł do barku nalać sobie zdecydowanie większą porcje alkoholu.
- Nie rozmawiałem z nią jeszcze ale będę musiał, ostatnio zbyt wiele sobie pozwala. Widziałem nawet, że zaczepiła Alice podczas ceremonii. Będę musiał coś z tym zrobić, ale to jak wrócimy. Wiesz, że z rana wyjeżdżam na ważną misję razem z jej ojcem.
Przyjaciele spędzili razem jeszcze sporo czasu nim obaj udali się do łóżek. Chwała temu kto wymyślił eliksir na kaca.
*
Gdy Hermiona się obudziła następnego ranka - Malfoya nadal nie było w komnatach. Wyglądało na to, że nawet w nich nie spał. Przebrała się w bordową szatę z długim rękawem i udała się do salonu. Na niskim stoliku obok kanapy znajdowała się taca ze śniadaniem i liścik.
Moja ukochana!
Wyjechałem na trzy dniową misję, nie wychodź z komnat pod moją nieobecność, wszystko czego będziesz potrzebować dostarczą ci skrzaty.
Twój oddany narzeczony
Hermiona spojrzała na tacę wypełnioną po brzegi jedzeniem i uśmiechnęła się pod nosem. Cieszyła ją wizja trzech dni w samotności razem z cudownym zbiorem książek jaki znajdował się w salonie. Nagle do jej głowy trafiła cudowna myśl. Wstała rozanielona i biegiem rzuciła się do biurka chcąc znaleźć jakiś informację, które mogłyby okazać się cenne dla zakonu feniksa. Zaczęła od papierów znajdujących się w trzech kupkach na biurku. Okazało się, że pierwsza z nich to wszelakie dokumenty mówiące o ludziach podlegających mu wraz z hakami na każdego z nich. Hermiona zmarszczyła nos zniesmaczona takim podejściem do własnych ludzi. Postanowiła tym zająć się później, druga sterta zawierała jakieś skomplikowane i niezrozumiałe dla niej formuły zaklęć i eliksirów. Czyżby Malfoy próbował stworzyć coś własnego? Trzecia kupka również nie przyniosła jej żadnych informacji wartych uwagi. Zabrała się więc za przeszukiwanie szuflad. W pierwszej znalazła plany misji wszystkich członków armii Voldemorta. Dziwne, czyżby fretka była kimś z archiwum? Spojrzała na daty i zrozumiała, że wszystkie te misję już się odbyły, a te dokumenty były sprawozdaniami z nich wraz z odręcznie zapisanymi notatkami. Hermiona próbowała się w nich odczytać ale okazało się, że są napisane niezrozumiałym dla niej kodem pełnym pół słówek, cyfr i znaków. Zaczęła się powoli irytować zapobiegliwością blondyna i brakiem rezultatów swoich poszukiwań. Mimo to przekopiowała wszystkie dokumenty odkładając je na krzesło. W drugiej szufladzie znalazła mnóstwo dziwnych map, schematów i wykresów. Widocznie tutaj trzymał wszystko co pomocne do tworzenia planów misji. Zdziwił ją perfekcjonizm i fakt, jak wszystko chronologicznie uporządkowane ma mężczyzna. Te kartki również przekopiowała i ułożyła na poprzednim stosie. Trzecia szuflada była zamknięta. Szatynka wyciągnęła różdżkę i użyła wszystkich zaklęć jakie znała by spróbować ją otworzyć. Szuflada pozostała jednak nie wzruszona a ona się zdenerwowała. Przecież użyła ogromnie skomplikowanych i potężnych zaklęć. Przysiadła na biurku i zastanowiła się po czym wzięła do rąk kartki z formułami. Przejrzała je uważnie próbując rozpracować jednak nic jej to nie dało. Zrezygnowana wzięła przekopiowane papiery i użyła swojego specjalnego zaklęcia by wraz z krótką notatką odesłać je Kingsleyowi.
Zjadła śniadanie i zaczęła rozplanowywać jak dostać się do szuflady i jak rozpracować skodowane notatki i formuły stworzone przez blondyna. Nagle błogie trzy dni wydały jej się zbyt krótkim czasem na zrobienie wszystkiego co sobie zaplanowała. Gdy wstała z chęcią podejścia do owej szuflady i sprawdzenia czy nie ma ukrytej dziurki na klucz usłyszała jak drzwi wejściowe do komnaty się otwierają.
- Żyjesz tu ? - zapytał ciemnoskóry chłopak, którego pamiętała ze szkoły. - Blaise Zabini - przedstawił się, widząc jej zaskoczoną minę. - Co tam porabiasz ?
Hermiona zdziwiona przyglądała się jak przybysz bierze sobie szklankę bursztynowego płynu z barku i rozsiada się na kanapie wyciągając proroka codziennego.
- No co się tak patrzysz siadaj, chcesz coś do picia ? - zapytał
Szatynka zajęła miejsce po drugiej stronie kanapy, ciesząc się, że zapobiegliwie wszystkie skopiowane dokumenty zdążyła już wysłać.
- Co ty tutaj robisz ? - zapytała, i odmówiła alkoholu - Jest przed dwunastą - dodała zniesmaczona.
- Chyba nie myślałaś, że smok zostawi cię tak zupełnie samą bez towarzystwa. To się nie godzi - oznajmił po czym machnął różdżką i na stole zamiast tacy pojawił się dzbanek z kawą, dzbanuszek z lekiem i cukier.
Jebany Malfoy nawet na odległość musi wszystko niszczyć. Pomyślała wściekła.
- Kawy ? - zapytał uprzejmie nalewając jej do filiżanki.
- Rzeczywiście wydajesz się znajoma, tak jak mówił Draco, przypomnij jak masz na imię ? - Zapytał przyglądając się jej.
- Malfoy mówił, że mnie zna?
- Mówił, że jest pewny, że skądś cię kojarzy i muszę się z nim zgodzić. Te oczy wydają się znajome.
Chłopak wydał jej się bardzo bezpośredni i otwarty. Przypomniała sobie, że chodzili razem do Hogwartu jednak nigdy z nim nie rozmawiała. Spojrzała na jego ramię, na którym o dziwo nie było mrocznego znaku.
- Halo, zadałem ci pytanie marzycielko - zaśmiał się przyjaźnie.
- Alice DeVoire
Chłopak zastanowił się chwilę po czym wzruszył ramionami i zapytał czy chciałaby by ją oprowadził po posiadłości. Hermiona postanowiła się zgodzić wiedząc, że na swoje szpiegostwo w jego obecności nie ma szans.
Jednak chwilę po wyjściu spotkali osobę, której Hermiona miała nadzieję już nigdy więcej nie spotkać...
czwartek, 17 listopada 2022
Rozdział pierwszy
Szok to zdecydowanie zbyt łagodne określenie na to co w tamtym momencie poczuła dziewczyna. Jednak szybko zmieniła wyraz twarzy, bardziej jak nigdy pragnąc nie wyjść z roli. Z lekko trzęsącymi dłońmi zajęła wskazane jej miejsce po stronie matki, podczas gdy Bella usiadła obok swojego ojca. Spuściła wzrok, intensywnie wpatrując się w swoje kolana i walczyła ze swoim ciałem by nie okazywało żadnych oznak strachu.
- Senior Malfoy, jak miło Pana widzieć, tyle lat... - Powitał przybysza Pan domu.
-Witam cię, mój stary przyjacielu - mężczyzna nazwany Malfoyem odpowiedział i przedstawił swą rodzinę. - Oto moja małżonka Narcyza, i syn Draco - tu spojrzał na wspomniane osoby a każda z nich skinęła głową.
- Nie wiedziałam, że ma Pan dwie córki - powiedziała ze zdziwieniem Narcyza
- Naprawdę ? Widocznie nie było okazji się o tym dowiedzieć - zaśmiał się z przekonaniem Jeff i zaczął przedstawiać swoją rodzinę.
Hermiona czuła silną potrzebę zwrócenia swojego śniadania, była przerażona. Spodziewałaby się tu wielu osób, ale z pewnością nie pieprzonych Malfoyów. Wewnętrznie krzyczała i nadal nie podnosiła wzroku. Dopóki nie usłyszała jak jej opiekun ją przedstawia a Caroline szturcha ją pod stołem nakazując się przywitać. Gdy Hermiona uniosła głowę, jej oczy zderzyły się z czymś co przypominało taflę lodu. Młody Draco Malfoy świdrował ją spojrzeniem ewidentnie zbyt długo. Tak samo jak jej się to nie podobało, tak samo Bella nie była takim obrotem spraw zadowolona. Odchrząknęła więc, nieświadomie ratując Hermionę i wciągnęła młodego chłopaka w rozmowę.
*
Draco właśnie zastanawiał się ile słów można wypowiedzieć bez zaczerpnięcia oddechu. Spojrzał na Belle, której dosłownie nie zamykała się buzia od 40 minut. Szczerze mówiąc był już zmęczony tym dniem, tą kolacją i tym okropnym pomysłem Czarnego Pana. Że niby ona ma zostać jego żoną ? To chyba jakaś kpina, nie ma opcji, że spędzi resztę swojego życia z tą plastikową wywłoką. Spojrzał na siedzącą obok niej Alice i zmarszczył delikatnie czoło. Wydawała się jednocześnie całkiem znajoma i całkiem obca. Zmierzył ją jeszcze raz spojrzeniem, od niedługich czarnych włosów po wystające kości obojczyków. Spoglądał na jej piegowaty nos i lśniące orzechowe oczy. Tak, to te oczy wydają się znajome, ale skąd on je zna?
Kolacja trwała w najlepsze, blondyn z udanym skutkiem ignorował paplaninę dziewczyny, jedząc szarlotkę. Alice nadal uparcie wpatrywała się w talerz usilnie ignorując jego spojrzenie, co nieco go irytowało. Nie był przyzwyczajony do tego, że kobiety nie zwracają na niego uwagi. Wydawała się bardzo skromna, co nie pasowało mu do obrazu arystokratycznych, francuskich rodzin. Mało tego sposób w jaki marszczyła co jakiś czas czoło, sugerował, że nieustannie się nad czymś zastanawiała, nad czym?
- Draco, słuchasz mnie ? - zapytała zirytowana dziewczyna gdy dostrzegła, gdzie utkwione było spojrzenie młodego Malfoya.
- Wybacz zamyśliłem się, mogłabyś powtórzyć ? - zapytał uśmiechając się z kpina, nadal patrząc na siedzącą po drugiej stronie dziewczynę, która całą kolacje usilnie unikała jego spojrzenia. Ciekawe.
- Pytałam o kolor przewodni ślubu, wolałbyś granat czy brąz, kochany ?
- Kolor przewodni ślubu ? - zapytał z jawną kpiną - nie przypominam sobie, żebym ci się w ogóle oświadczył.
Na te drwiące słowa, Belli zrzedła mina i niepewna spojrzała na swego ojca.
- Wydawało mi się, że to już postanowione - wtrąciła się Caroline, matka dziewczyny.
- Bo jest postanowione, Draco poślubi waszą córkę, prawda synu - Narcyza spojrzała ze wściekłością na syna.
Draco wydawał się przez chwilę zamyślony i odważnie mierzył się spojrzeniami z ojcem. Nie był głupi, wiedział, że tu nie chodzi o jego cichą wojnę z ojcem i chęć postawienia się mu na każdym możliwym kroku, tylko o rozkaz Czarnego Pana. Nagle go olśniło jak zrobić na złość ojcu, nie podpaść swemu Panu i jednocześnie zmniejszyć choć o milimetry swoją przyszłą udrękę.
- Ależ oczywiście, że poślubię waszą córkę ale moją żoną nie zostanie Bella - uśmiechnął się z pogardą w stronę ojca, lecz nim ten zdążył u odpowiedzieć usłyszeli trzask rozbijającego się o podłogę szkła.
*
Hermiona spojrzała w stronę swej "siostry" zdezorientowana nagłym hukiem i nadal w szoku po usłyszeniu słów jej szkolnego nemezis. Szkło z kieliszka wypełnionego czerwonym winem rozbryzgało się po pomieszczeniu, wbijając jej się przy okazji w nadgarstek.
- Chcesz poślubić tą kukłę zamiast mnie ?! - wydarła się dziewczyna. Jej gładkie poliki zrobiły się czerwone a oczy zaczęły niebezpiecznie iskrzyć. - Nie bądź śmieszny, Alice nie dorasta mi do pięt!
Hermiona myślała, że najgorsze co ją dziś spotkało to kolacja z Malfoyami, którzy w każdej chwili mogą ją rozpoznać. Teraz wiedziała, że się myliła. Jej spanikowany umysł działał na najwyższych obrotach zastanawiając się, jak wybrnąć z tej absurdalnej sytuacji. W momencie kiedy była gotowa wstać i po prostu uciec usłyszała jak jej opiekun zaprasza rodzinę Malfoyów do gabinetu w celu przedyskutowania zaistniałej sytuacji Wniosku z czym mogła uciec do swojego pokoju bez wzbudzania zbędnych podejrzeń. Gdy tylko zainteresowane osoby wyszły, Hermiona wstała od stołu i szybkim krokiem wspięła się po schodach do swojej sypialni.
- Myślisz, że tatuś pozwoli byś to ty wyszła za Draco ? - Bella zagrodziła jej drogę, mówiąc ze wściekłością - Nawet na to nie licz, szmato. Tolerowałam cię każdego dnia mimo tego, że odstajesz od tej rodziny na każdym kroku. Jesteś wychudzona, koścista i piegowata. Wiecznie się wymądrzasz i siedzisz w tych swoich książkach jak jakaś nienormalna. Gdyby nie tato, razem z mamą już dawno byśmy gdzieś cię odesłały a teraz po tym wszystkim myślisz, że odbierzesz mi szanse na życie wśród angielskiej arystokracji ?! Jesteś żałosna.
- Ja wcale nie chce za niego wychodzić - odpowiedziała zgodnie z prawdą Hermiona - Nie chce ci z niczym zrobić na złość Bello naprawdę, nie chce niszczyć ci planów ani wchodzić z niczym w drogę. - Hermiona cofnęła się w tył widząc zdenerwowanie dziewczyny i znając jej wybuchy szału. Ona naprawdę miała dość tej rodziny.
- Skończ z tymi swoimi kłamstwami, zawsze mówisz, że nie chcesz dla mnie źle a zawsze kiedy się pojawiasz z tą swoją minką niewiniątka i jakąś kolejną ciekawostka zbierasz uwagę wszystkich wkoło, żeby mnie ignorowali, robisz to z premedytacją suko, myślisz, że jesteś w czymś ode mnie lepsza ?
- Ależ, nie naprawdę, wcale tak nie uważam, uspokój się, jesteś bardzo zdenerwowana - próbowała ją uspokoić
- ależ nie naprawdę - przedrzeźniła ją Bella - Ja nie kupuje tej twojej bajeczki, tej otoczki mizernej Alice, którą próbujesz zgrywać. Nie wierzę ci, uważam, że jesteś podłą, dwulicową i zakłamaną zdrajczynią, która z zazdrości próbuje mi wszystko odebrać bo wiesz, że jesteś gorsza. Wiesz, że wszyscy mają cię tutaj, za nic nie znaczące gówno ale ja nie pozwolę ci wygrać, nie pozwolę ci zniszczyć mi życia. Ja zostanę przyszłą Panią Malfoy a ty zdziro przestań wchodzić mi w drogę.
Hermiona zamrugała zaskoczona i coraz bardziej zirytowana tą chorą sytuacją.
- Ty jesteś głucha Bello ? Nie chce wychodzić za żadnego Malfoya i w dupie mam co o mnie myślisz, jest kompletnie na odwrót, to ty utrudniasz mi życie na każdym kroku mimo, że staram się nie wchodzić ci w drogę. Daj mi w końcu żyć i WAL się razem z Malfoyem ! - Wyminęła zdziwioną jej wybuchem dziewczynę i gdy już miała wejść do pokoju droga znowu została jej zagrodzona.
- Chyba powinnaś nabrać do mnie trochę szacunku kochanie, i to jak najszybciej - Powiedział blondyn stojący niedaleko. Odepchnął się od ściany, o którą był nonszalancko oparty i zrobił krok w jej stronę tak, że poczuła zapach jego wody kolońskiej - a o waleniu porozmawiamy w dogodniejszym terminie. - Wyszeptał tak by tylko ona go usłyszała i odszedł z pogardliwym uśmiechem na twarzy.
Hermiona sapnęła z oburzeniem i zaczerwieniona szybko wyminęła go i nie oglądając się za siebie zamknęła się w swoim pokoju. Co to za chory wieczór. Naprawdę wszystkich dziś pogrzało. Dziewczyna nie sądziła by kiedykolwiek wcześniej miała aż taki mętlik w głowie. A przecież była Hermioną Granger, sporo w życiu przeszła. Kolacja z głównymi generałami Voldemorta, którzy jakimś cudem jej nie rozpoznali, kłótnia z Bellą a na koniec jakieś głupie gierki blondyna.
Nie, na pewno nie. Hermiona była święcie przekonana, że jej opiekun nie zgodzi się na to by ją wydać za mąż. Od początku było mówione, że pierwsza weźmie ślub jego pierworodna córka. Jego jedyna córka. To wszystko nie tak, ona nawet nie jest jego prawdziwą córką, przecież przez taki ślub wszystko może się wydać. Papiery rodowe nie zawierają jej w spisie bo to wszystko jedna wielka mistyfikacja. Wszystko się wyda. Ona musi skontaktować się z Kingsleyem, on musi ją jakoś z tego wygrzebać. Nie wyjdę za pieprzonego Malfoya. Dziewczyna czuła jak jej serce niepokojąco szybko uderza o klatkę, podbiegłą do biurka stojącego przy oknie i szybko wydobyła pergamin z drugiej szuflady.
Kingsley!
Mamy poważny problem, Draco Malfoy chce wziąć mnie za żonę rozumiesz?! Za żonę Kingsley, musisz mnie stąd wyciągnąć zanim spojrzą w papiery i wszystko się wyda. Zaczynam panikować i świrować, to wszystko już trwa zdecydowanie za długo. Umieść mnie gdzieś indziej lub pozwól mi dalej walczyć, szukać horkruksów. Zrób cokolwiek, wsadź do dziury w Norwegii, każ babrać się w bagnach ale zabierz mnie stąd. Dłużej tu nie wtrzymam. Bella wygląda jakby chciała wydłubać mi oczy łyżką a Caroline jakby miała mi dolać wywaru żywej śmierci do soku z dyni. Nie mogę tu zostać bo im częściej Malfoyowie będą się pojawiać to w końcu mnie rozpoznają,
Zrób coś błagam.
Hermiona oceniła swój list jako dosyć chaotyczny, ale była pewna, że w tym stanie i tak nie wymyśliła by nic innego, postanowiła więc go wysłać. Wyjęła różdżkę i wykonała sekwencje skomplikowanych ruchów nad listem a następnie wyszeptała formułę zaklęcia, którą nauczył ją Dawlish. Zaklęcie zostało wymyślone przez niego by uniknąć ryzyka, jakie niosło za sobą wysyłanie listów tradycyjnie sowią pocztą. List po użyciu tego zaklęcia materializował się prosto w rękach tego do kogo został zaadresowany. Czekając na odpowiedź udała się do łazienki i napełniła wannę gorącą wodą. Potrzebowała się odprężyć i chociaż spróbować oczyścić umysł by móc sobie poukładać w głowie dzisiejszy wieczór.
Po ponad godzinnej kąpieli Hermiona uspokoiła się trochę dochodząc do wniosku, że Jeff rzeczywiście nie zgodziłby się na taki absurd by to ją wydać za mąż. Mimo, że był jako jedyny z tych ludzi dla niej dobry nie przeciwstawił by się przecież swojej żonie, którą uważała osobiście za dość despotyczną osobę. Owinięta ręcznikiem, podeszła do szafy przebrała się w ciepłą piżamę i poszła spać.
*
Gdy obudziła się rano w jej ręku znajdował się list, poczuła dreszcz emocji i radością zaczęła go otwierać. Jednak z każdym kolejnym czytanym przez nią słowem jej mina rzedła coraz bardziej, aż w końcu zmieniła się z uśmiechu w rozżaloną i wściekłą minę. Podarła list na strzępy i przykryła usta poduszką krzycząc w nią bezgłośnie. Jak on mógł. Miał ją stąd wyciągnąć a nie podrobić jebane papiery! Podrobić papiery, to nic on kazał jej postarać się zrobić wszystko by została żoną Malfoya! Ona panią Malfoy, to chyba jakaś kpina. Szatynka zdjęła poduszkę z twarzy, wstała z łóżka i podeszła w stronę okna stając przy nim jak dzień wcześniej. A ile zdążyło się zmienić pomyślała z goryczą. Zastanowiła się chwilę nad słowami jakie napisał jej Kingsley. Wychodzi na to, że Harry i Ron przestali się ukrywać i ponownie szukają horkruksów, tylko, że bez niej. Zrobiło się jej przykro, dlaczego jej nie zabrali? Tylko zostawili ją tu, auror tłumaczył, że była to decyzja całego zakonu, tylko dlaczego na merlina nikt nie zapytał jej o zdanie, przecież nadal była jego członkiem.
I to zadanie, ma zostać żoną Dracona, by szpiegować śmierciożerców od środka. Dziewczyna poczuła się potraktowana jak dziwka, ma oddać się Malfoyom za garstkę informacji zamiast szukać artefaktów z przyjaciółmi. Nie była głupia wiedziała jak cenny może być teraz szpieg w armii wroga, ale bolało ją to, że nikt nie zapytał jej o zdanie. Bolało ją to, że tak bardzo ryzykują jej życie, przecież gdy pojedzie z Malfoyem do Anglii ktoś może ją rozpoznać, on może ją rozpoznać, chociażby po bliźnie na ramieniu, którą zrobiła jej jego własna ciotka. To wszystko było tak ryzykowane a Kingsley pisał jakby to było nic wielkiego, jakby ona nic nie znaczyła. Poczuła się jeszcze bardziej osamotniona i skrzywdzona. Poczuła łzę spływającą po policzku, ale szybką ją przetarła gdyż usłyszała pukanie do drzwi.
- Ojcze... - Wpuściła swojego opiekuna do pokoju, czując jak serce przyspiesza rytm.
-Dzień dobry Alice, chciałbym z tobą porozmawiać... ale nie tu - spojrzał na podarte kartki papieru, rzucony ręcznik i rozkopaną kołdrę na łóżku - przyjdź to gabinetu jak się już ubierzesz - tu zwrócił uwagę na jej piżamę, po czym opuścił pomieszczenie.
Hermiona przebrała się w szatę z długim rękawem w granatowym kolorze i z sercem na dłoni ruszyła do gabinetu. Przeczuwała o czym chce z nią rozmawiać Jeff i pamiętając o liście od Kingsleya wiedziała że musi się zgodzić. Dla dobra zakonu - pomyślała.
*
Gabinet jej opiekuna był niewielkim pomieszczeniem w którym przy ścianach obitych szarą tapetą stały niskie regały wypełnione książkami i dokumentami. Po środku pomieszczenia stało proste, ale porządne biurko z hebanowego drewna a przy nim siedział Jeff. Obok niego stała niemożliwie wręcz wściekła Caroline a w kącie na jasnym fotelu siedziała i zalewała się łzami Bella.
Na widok wchodzącej do pomieszczeni dziewczyny, Caroline prychnęła z pogardą a Bella załkała jeszcze bardziej. Zaraz za Hermioną do pomieszczenia weszła Narcyza Malfoy wraz z synem, który jako jedyny w całym pomieszczeniu bezczelnie się uśmiechał. Jego się tu nie spodziewała.
- Po naradzie z Lucjuszem, którą odbyliśmy wczoraj postanowiłem, że to ty wyjdziesz za panicza Malfoya, nie Bella- oznajmił dosyć zmęczonym aczkolwiek stanowczym głosem gospodarz spotkania.
- Ależ tatoooooo - załkała jeszcze głośniej szatynka, i dramatycznie opadła na kolana.
-Jeff, naprawdę nie powinieneś się na to zgadzać - wysyczała Caroline wymieniając z Narcyzą pełne aprobaty spojrzenia. Widocznie matka Malfoya również nie chciała mieć jej za synową. Cóż, vice versa pomyślała panna Granger.
- Miła pani, serce nie sługa, zgoda nie ma tu nic do rzeczy - zaśmiał się bezczelnie blondyn w stronę Caroline, po czym spojrzał zdegustowany na kąt pokoju w którym aktualnie leżała Bella - uwłaczające - wymruczał.
- No cóż, miejmy to z głowy ta aura mi niezbyt odpowiada- kontynuował chłopak machając ręką - Podpiszmy umowę, nie mam całego dnia.
Wyciągnął rękę z papierami do jej opiekunka by ten złożył na nich podpis, po czym sam je podpisał i przesunął je w stronę zdezorientowanej dziewczyny. Hermiona czuła się jakby świat przewrócił się do góry nogami, wszystko w środku niej krzyczało i lamentowało. Na zewnątrz jednak udało się jej pozostać opanowaną. Tak to już z nią było, podjęła decyzje dla większego dobra. Wszystko co robiła ostatnio w swoim życiu było dla większego dobra. Co za ironia, do czego ją ta jej dobroć doprowadziła, już nie może się wycofać. Wzięła pióro do ręki, która lekko się jej za trzęsła. To dla zakonu, powtarzała sobie w myślach. Dowiem się jak najwięcej i pomogę moim przyjaciołom, mojej rodzinie. Na pewno dam radę.
Podpisała umowę swoim fałszywym nazwiskiem spodziewając się, że zapłonie ono na czerwono i ukaże za moment całą mistyfikacje. Liczyła, że wyda się, że Bella jest jedynaczką i że zginie za chwilę z rąk swego niedoszłego małżonka gdy odkryje on prawdę... Jednak podpis zabłysł błękitem, co oznaczało, że Kingsley, idealnie wręcz zmodyfikował rodowe dokumenty.
Blondyn nie zwracając uwagi na trzęsącą się rękę dziewczyny i ignorując jej błyszczące od wstrzymywanych łez oczy, wyjął z peleryny aksamitne czerwone pudełko i położył obok kartki, o której Hermiona myślała jak o cyrografie.
- Masz go nosić - Powiedział i wyszedł żegnając się z jej opiekunem. Dziewczyna jednak nic już nie słyszała, wszystko wokół działo się jakby za kurtyną, dźwięki i obrazy docierały coraz wolniej. Nie poczuła kiedy spadła z krzesła bo straciła przytomność.
piątek, 4 listopada 2022
Prolog
Za oknem burza rozpętała się na dobre. Pioruny uderzały z hukiem raz za razem o pobliskie pola. Dziewczyna usiadła na niewielkiej puchatej pufie i owinęła dłońmi gorący kubek z herbatą. Spojrzała z żalem za okno - minęło tyle miesięcy a ona nadal w ukryciu. Gdy wojna przybrała bardzo ostre tory, Shacklebolt wdrożył dla złotego trio plan awaryjny. Uznał, że każdego z nich należy umieścić w innym miejscu, najlepiej kierując się zasadą "najciemniej pod latarnią". Hermiona została przeniesiona do starożytnego dworku we Francji, jej "opiekunowie" - jak zwykła ich nazywać w myślach dziewczyna - byli czysto krwistą arystokracją, popierającą z daleka Voldemorta. Nie byli to źli ludzie, szczerze mówiąc Hermiona była pewna, że popierają oni go, tylko dlatego, że nie wiedzą jak naprawdę to wygląda. Nie byli oni zaangażowani w wojnę, i nie wzbudzali podejrzeń ze względu na swój status społeczny. Siedzą tu, w górskim dworku, i nie mają o niczym pojęcia, nawet o tym, że tak naprawdę nie mają drugiej córki, a już tym bardziej o realnych celach tego-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać. Kingsley użył na nich bardzo silnego zaklęcia, zmodyfikował im pamięć tak by myśleli, iż Hermiona jest ich 22 letnią córką. Byli przekonani, że ma ona na imię Alice, następną rzeczą która należała do kryjówki Hermiony był zmieniony wygląd. Była to dość problematyczna kwestia w tym planie, eliksir wielosokowy odpadał - nie wiadomo było ile będzie musiała się ukrywać, ani nie miałaby gdzie stale uzupełniać zapasów, bo wzbudziło by to podejrzenia. Tak samo było z zaklęciami maskującymi, czy zmieniającymi wygląd. Wystarczyłaby chwila nieuwagi by zniszczyć całą mistyfikacje, a na to nie mogli sobie pozwolić. Dziewczyna więc skorzystała z mugolskich sposobów.
Hermiona odłożyła kubek z herbatą na parapecie i podeszła do ogromnego lustra wiszącego obok łóżka. Jej włosy zafarbowane mugolską farbą, miały czarny niczym heban kolor. Taki sam jaki miał jej opiekun. Sięgały ledwie ramion, i dzięki zapasowi eliksiru ulizana, były proste jak drut. Dziewczyna była bardzo chuda, jej twarz była zapadnięta, na co całymi dniami narzekała jej opiekunka. Jej lewy polik szpeciła niewielka blizna. Po latach wojny jej piegi poznikały, a usta nabrały ładnej malinowej barwy, co dziewczyna zawdzięczała swojemu odruchowi nieustannego przygryzania dolnej wargi. Dla kogoś kto znał ją w Hogwarcie pewnie wydawałaby się znajoma, ale tylko ktoś bliski potrafił by ją rozpoznać, lata walki, pofarbowane włosy i nowe nazwisko to uniemożliwiały. Dziewczyna przeczesała włosy ręką i usłyszała wołanie:
-Alice !
Rozpoznała głos Jeffa i postanowiła zejść na dół, na codzienną poobiednią lampkę wina z sąsiednimi rodzinami i swoją okropną "siostrą". W duchu wywróciła z irytacji i frustracji oczyma. Tak bardzo chciałaby wiedzieć co z jej przyjaciółmi, jak wyglądają sprawy w Anglii, czuła się niczym zdrajca przyjmując kieliszek półwytrawnego wina od człowieka do którego musiała mówić tato.
*
Multum postaci stało w kręgach dookoła czegoś, co dosyć nieudolnie miało przypominać tron. Wszyscy co do jednego ubrani byli w długie czarne peleryny, a na twarzach mieli srebrne maski.
- Witam, moi drodzy słudzy - wysyczała postać zajmująca tron. - Jak zapewne się orientujecie jest koniec miesiąca, wszyscy więc zatem wiemy po co się zebraliśmy. Rosier ! - wywołał śmierciożercę który stał w kręgu po jego lewej stronie.
Wspomniany mężczyzna wystąpił z szeregu i rozwinął długi pergamin jaki trzymał w dłoniach. Odchrząknął:
- Ian Henderson, degradacja ze stopnia podpułkownika na szeregowca, strata przywilejów - Przerwał spoglądając na słaniającego się na nogach chłopaka
- Nott, Lestrenge, Carrow, Rowle, Bergen, Saimon, Beniet, wyróżnienie za zasługi dokonane w poprzednim miesiącu, wdzięczność Naszego Pana
-Nott, Bergen awans na generałów. Zostaje wam przydzielona kontrola nad: Nott zaopatrzeniem, wyżywieniem, dostawami i Bergen od dziś dowodzisz więźniem zamiast Hendersona.
Czytał nazwiska przez dobre piętnaście minut przeplatając przydzielone nagrody z karami.
- Draco Malfoy, awans oprócz funkcji generała, obejmiesz stanowisko nowego sekretarza Naszego wspaniałego Pana.
Rosier jak co miesiąc czytał jeszcze przez długi czas, co chwila zerkając na wyłaniające się z tłumu postacie, które dziękowały Czarnemu Panu za przywileje jakimi je obdarzył. Na końcu do głosu doszedł Voldemort
- Wystarczy Rosier! Jako, że wojna już dobiega końca, pragnę ogłosić, że nie spodziewałem się stracić aż tylu cennych, czysto krwistych czarodziei, sprawa nie wygląda niestety dobrze. Dlatego postanowiłem, że każdy mężczyzna od 19 roku życia, który nie posiada małżonki ma miesiąc żeby się zaręczyć i rok, żeby wziąć ślub i spłodzić dziedzica. Trzeba odbudować naszą potęgę!
Po sali rozległ się szmer, po którym śmierciożercy zaczęli się powoli rozchodzić. Młody blondyn również chciał wyjść z sali, gdy ktoś złapał go za ramię. Okazało się, że to ojciec zaprasza go do siebie na ognistą whisky. Draconowi Malfoyowi od razu skoczyło ciśnienie. Doskonale wiedział o czym ten chce z nim rozmawiać i wcale go to nie cieszyło.
Gabinet Lucjusza Malfoya był wielkim owalnym pomieszczeniem. Z tyłu stało wielkie dębowe i nieskazitelnie czyste biurko, a przy jednej ze ścian bliżej wejścia stały cztery zielone fotele obite aksamitem, na których siedział już Lucjusz i Narcyza. W pomieszczeniu panował delikatny półmrok, Draco podszedł do rodziców i usiadł na przeciw.
*
Hermiona spojrzała ze zdziwieniem na salon, do którego właśnie zeszła. Zamiast codziennego okrągłego stołu, pojawił się długi prostokątny, na którym domowe skrzaty właśnie rozkładały obrus. W salonie nie było jak co dzień gości z sąsiednich domostw a jedynie Bella, piękna, niebieskooka szatynka z włosami sięgającymi jej pasa. Ubrana w śliczną długą suknie w kolorze jej oczu. Jej pokaźny biust podtrzymywał gorset, a włosy ujarzmiła satynowa wstążka. Tak samo jak piękna była wredna.
-Co się dzieje ? - zapytała (oczywiście po francusku) Hermiona, na co ta spojrzała się na nią i szturchając ją przeszła do pomieszczenia obok w którym siedzieli jej rodzice.
- Tatko - wyświergotała - Po co wołałeś tą pokrakę ? Przecież to ja mam wyjść za mąż.
- Bello, rozmawialiśmy o tym, na spotkaniu powinna być cała rodzina, jakby to wyglądało. Poza tym prosiłem żebyś nie nazywała tak swojej siostry.
Hermiona spojrzała ze zdziwieniem na nich w głowie szybko analizując całą sytuacje. Spojrzała na eleganckie szaty Jeffreya i suknie Belli a na końcu spojrzała na swoją skromną, zwiewną, sięgającą kolan sukienkę na długim rękawie. Wyglądała przy nich żałośnie.
- Czemu jesteś tak ubrana, Bella miała ci powiedzieć, że na dziś ma być garderoba wieczorowa - jej "matka" spojrzała na nią z niesmakiem - no trudno już nie ma czasu.
I nim dziewczyna zdążyła zareagować została pociągnięta do salonu, w którym czekały na nich już trzy osoby.