Hermionie serce podeszło do gardła momentalnie.
- OH, a kogóż my tu mamy - wyświergotała Bellatriks Lestrenge. - przyszła pani Malfoy, jak mniemam. Mów mi Bella.
Kobieta wystawiła do niej rękę z czarnymi szponami i uśmiechnęła się szeroko lecz fałszywie. Szatynka drżącą ręką przywitała się z nią w duchu modląc się by jak najszybciej odejść. Chodź raz merlin był jej przychylny i Blaise zamienił kilka zdawkowych zdań, oznajmił że się spieszą i łapiąc ją za ramię pociągnął w stronę marmurowych schodów.
- Jeśli tylko możesz unikaj jej jak ognia - powiedział jej czarnoskóry towarzysz gdy tylko znaleźli się na schodach. - Nie jest odpowiednim towarzystwem dla nikogo, a w szczególności dla ciebie.
Hermiona podniosła spanikowana oczy
-W szczególności dla mnie? co masz na myśli? - Czyżby coś podejrzewał.
- No masz zostać żoną smoka, powinnaś wiedzieć, że nie przepada on za nikim ze swojej rodziny, no może z wyjątkiem Narcyzy. Jestem pewny, że bardzo by go wkurzyło gdybyś zaprzyjaźniła się z jego ciotką, z którą szczerze mówiąc otwarcie prowadzą wojnę od dwóch miesięcy - powiedział rozbawiony chłopak spoglądając na nią.
hmm, ciekawa i wartościowa wiedza, pomyślała Hermiona. Zabini wykazywał skłonność do ujawniania informacji wszelakiego rodzaju. Lubił dużo mówić i był bezpośredni. Wydawało jej się, że będzie go można łatwo pociągnąć za język w niektórych kwestiach, co mogło jej bardzo pomóc.
Pomieszczenie do którego weszli było wysoko sklepioną salą. Było to co najmniej piętrowe pomieszczenie. Regały sięgały do samego sufitu, a mniej więcej w połowie ich wysokości znajdował się długi na szerokość pomieszczenia balkon, do którego prowadziły drewniane drabiny. Dziewczyna była urzeczona biblioteką należącą do rodu Malfoyów.
- To chyba jedyny tak jasny i przestronny pokój w całym dworze - zażartował chłopak widząc zadowolenie towarzyszki.
- Tak, to fakt wszystko tu jest takie mroczne i zimne - odpowiedziała Hermiona zgodnie z prawdą.
- Racja wyglądasz raczej na miłośniczkę jasnej strony mocy - zaśmiał się dwuznacznie, czym przyprawił ją o przyspieszone bicie serca.
Dziewczyna zaczęła się bawić pierścionkiem jednocześnie zastanawiając się czy był to zwykły żart, czy jakaś aluzja. Chłopak jednak nie zauważył jej zmieszania ponieważ, w tym czasie usiadł przy jednym z trzech okrągłych stolików znajdujących się w centralnej części pomieszczenia. Przywołał zaklęciem książkę i jak gdyby nigdy nic zajął się czytaniem. Hermiona nie wiele myśląc podeszła więc do niego i spojrzała na tytuł owej księgi.
- "Jak oczarować wybredne czarownice" - wybuchnęła szczerym śmiechem pierwszy raz od dawna.
- Co o co ci chodzi - Zapytał fałszywie oburzony - sztuka podrywania to bardzo mistyczna i zawiła umiejętność, trzeba się cały czas dokształcać.
- Czyżbyś nie umiał poderwać kobiety, Zabini ? - Nabijała się z niego dziewczyna
- Ależ oczywiście, że umiem po prostu zdobywam w ten sposób nowe sposoby i mogę konstruować głębsze taktyki mych podbojów. - oświadczył dumnie i odłożył książkę na stół - A ty co byś mi poleciała do czytania?
- Z pewnością coś bardziej ambitnego - powiedziała przemądrzale podchodząc do pierwszego regału z książkami. - O to jest dobre, "Magia praktyczna: zaklęcia porządkujące" to naprawdę kręci kobiety - podała mu książkę uśmiechając się na widok grymasu na jego twarzy.
Polubiła tego chłopaka, traktował ją zupełnie inaczej niż wszyscy, nie miał mrocznego znaku no i nie była do niego uprzedzona. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo potrzebowała kogoś takiego w swoim otoczeniu.
- W takim razie już wiem co kupie smokowi na święta.
Całe południe upłynęło im na rozmowie na temat książek, na żartowaniu i wspólnym czytaniu. Po obiedzie, który zjedli razem w komnatach Malfoya, Blaise pokazał jej najbardziej interesujące ją fragmenty dworu. Obejrzała ogromny ogród, sale balową w której ma wziąć ślub a także korytarz rodowy, w którym wisiały podobizny wszystkich członków rodziny z 10 pokoleń wstecz. Ogromnie się przy tym uśmiała ponieważ czarnoskóry każdy z obrazów komentował na swój typowy sposób. I tak minęły jej całe trzy dni, Zabini zabierał jej niemal cały wolny czas, zostawiając jej go nie wiele na wieczorne studiowanie formuł zaklęć znalezionych przez nią na biurku. Nim się obejrzała, wstała kolejnego dnia a w salonie na fotelu siedział Malfoy z parującym kubkiem kawy w dłoni. Jej ostatnio dobry nastrój prysł w minutę.
- Kawy ? - zapytał właściciel komnat nie patrząc na nią z nad gazety.
Gdy Hermiona się zgodziła, kubek na małym stoliczku zaczął magicznie się napełniać a Draco wskazał jej fotel obok siebie. Dziewczyna przysiadła na jego skraju nerwowo bawiąc się pierścionkiem i po chwili sięgnęła po kubek.
- Jak ci minął czas pod moją nieobecność - zapytał neutralnym tonem nadal nie odrywając wzroku od czytanych informacji.
- Dobrze - odpowiedziała zgodnie z prawdą, siadając wygodniej na fotelu i próbując zachować równie neutralny ton co jej rozmówca.
- Polubiłaś Blaisa ? -zapytał podnosząc wreszcie wzrok na nią.
- Tak
- To bardzo dobrze, to wszystko ułatwi - powiedział jakby do siebie po czym rzucił jej krótkie analizujące spojrzenie i wrócił do czytania gazety.
- A tobie jak minął czas , gdziekolwiek byłeś ? - zapytała lekko zirytowana jego ignorancją i ciekawa misji blondyna.
Chłopak jednak nie odpowiedział jej więc dopiła kawę i ruszyła do sypialni by przebrać się w wygodne dresy i bluzę z kapturem. W kieszeni schowała pergamin i pióro, postanowiła wyjść do ogrodu i wysłać list Kingsleyowi odnośnie powrotu nieznośnego blondyna.
- Dokąd idziesz w takim stroju - zapytał gdy wychodziła jednak postanowiła zignorować go tak samo jak on ją. Wyszła z posiadłości prosto do ogrodu różanego, który spodobał się jej najbardziej. Przemierzała kwieciste alejki pogrążając się w swoich myślach i zapominając na chwilę, że znajduję się w mrocznej twierdzy jednego z głównych śmierciożerców. Gdy nagle usłyszała głosy dobiegające zza rogu. Jeden z nich wydał się jej znajomy, drugiego jednak nie mogła skojarzyć. Nadstawiła słuchu, przystając na samym rogu by jak najlepiej słyszeć.
- Mówiłem ci, że on zawsze musi sprawiać problemy, nigdy nie zachowa się tak jak tego wszyscy wokół oczekują - Mówił znajomy głos.
- Tak, tak wiem, już o tym rozmawialiśmy - odpowiedział jego rozmówca.
- Dlatego powtarzam ci po raz kolejny, że każdy szczegół naszego planu musi być dogłębnie przeanalizowany i przemyślany pod każdym kątem, a to co zrobiłeś nie pomoże nam tylko zaszkodzi! - mężczyzna podniósł głos.
- Skąd masz taką pewność ? Przecież...
- Skąd ?! Skąd ?! Znam go od dziesięciu lat i wiem o nim zdecydowanie więcej niż ty a to co wymyśliłeś i bez mózgu wykonałeś, zamiast nam pomóc go podkopać tylko go rozwścieczy a wściekły Malfoy to ostatnie czego nam teraz trzeba.
- Skąd możesz to wiedzieć... - nie dane jednak było mu skończyć bo kolejny raz u przerwano.
- Malfoy nie potrafi kochać... - dalsza część wypowiedzi przycichła a głosy zaczęły się oddalać.
Widocznie dwóch mężczyzn musiało ruszyć dalej alejką i gdy Hermiona już miała wyjść za rogu by spojrzeć na mężczyzn - ktoś schwytał ją za ramię gwałtownie odwracając w swoją stronę.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. - Malfoy powiedział groźnym tonem nadal trzymając jej ramię.
Heriona skrzywiła się dosyć mocno
- Nie pozwolę żeby moja narzeczona mnie ignorowała i do tego szlajała się po dworze w jakiś mugolskich szmatach. Nie nauczyli cię w tej Francji żadnych zasad szlachetnego obycia ?
Jednak nie czekając na jej odpowiedź i nadal nie puszczając jej łokcia pociągnął ją za sobą w stronę dworu niczym szmacianą lalkę. Na początku próbowała się wyrywać ale widząc jego lodowate spojrzenie po prostu odpuściła idąc za nim i chcąc policzyć się z nim w komnatach. Gdy tylko weszli do salonu, chłopak puścił ją i jak gdyby nigdy nic ponownie ją ignorując, zajął się papierami przy biurku.
Dziewczyna stała na środku pokoju, założyła ręce na biodra i świdrowała go spojrzeniem, czekając na jakąkolwiek reakcje z jego strony. Cóż nie doczekała się.
- Myślisz, że pozwolę ci traktować mnie jak swoją własność ? - zapytała w końcu nie wytrzymując. - Halo, mówię do ciebie, co ty sobie wyobrażasz Malfoy, że co będziesz mną szarpał żebym chodziła za tobą jak piesek ? Że masz cokolwiek do gadania odnośnie tego jak się ubieram albo gdzie idę? Chyba cię pogrzało jeśli myślisz, że będę robić cokolwiek co ty byś chciał żebym robiła... Nie życzę sobie tego, żebyś traktował mnie tak przedmiotowo...Hej ! - przerwała ponieważ chłopak mimo jej wywodu nadal ją ignorował, co szczerze mówiąc doprowadzało ją do szału.
Podeszła więc do niego pstrykając mu palcami przed oczyma a na jej twarzy pojawiły się już wypieki. Co za gbur i niewychowany palant. Wściekła do granic możliwości po prostu wyrwała mu papiery z przed oczu i chowając je niczym dziecko za plecami. Sukces. Draco w końcu podniósł na nią wzrok również zirytowany.
- Oddaj mi to w tej chwili - powiedział zirytowany. Co za baba.
- Bo co mi zrobisz ? Zaprowadzisz do kąta ? - Kpiła. - Nie nie oddam ci, bo nie lubię gdy ktoś mnie ignoruje...
- Zauważyłem, oddaj - wycedził nadal ignorując jej pretensje i pewnym krokiem wstając i podchodząc w jej stronę.
- Nie oddam dopóki mnie nie wysłuchasz, nie jestem twoją własnością to po pierwsze, po drugie nie możesz mnie tak ignorować skoro mamy być małżeństwem...
- Słuchaj mała, nie interesuje mnie wizja twojego małżeństwa ani te twoje grymasy ani naburmuszona mina, interesują mnie moje PAPIERY, dlatego dobrze ci radzę oddaj mi je.
Hermiona zdenerwowała się nie na żarty, to ona do niego z wyciągnięta ręką, chcąc się dogadać a on tą rękę odcina. Nigdy by nie pomyślała, że będzie się prosić Malfoya o to by zwrócił na nią uwagę. Skrzywiła się na te myśl ale z przekory postanowiła nie oddawać mu tych papierów za żadne skarby. Niech sobie nie myśli hrabia...
-N - I - E, Poznałeś już wcześniej takie słowo ? - kłóciła się z nim dalej.
Draco jednak zamiast jej odpowiedzieć popchnął ją delikatnie na ścianę, która nagle okazała się być dużo bliżej niż się tego spodziewała. Zbliżył się do niej, trochę zbyt blisko (jej zdaniem) a do jej nozdrzy doleciały jego perfumy. Poczuła drzewo sandałowe, piżmo i nutę zapachu jabłka. Dziewczyna przełknęła ślinę i przygryzła dolną wargę nagle tracąc całą swoją odwagę pod ostrym spojrzeniem blondyna. On w tym czasie oparł rękę w pobliżu jej głowy jeszcze bardziej się nachylając i napawając jej zdezorientowaniem. Hermiona zarumieniła się gdy zdała sobie sprawę, że spojrzenie Malfoya straciło na ostrości a błękitne tęczówki spoglądały na jej przygryzione wargi. Odsunęła go więc rzucając mu papiery i zirytowana zamknęła się w łazience. Nienawidziła przegrywać.
Blondyn w tym czasie wrócił do biurka i przetarł dłonią po brodzie jakby zamyślony. Spojrzał na odzyskane papiery i wyjął spod koszulki łańcuszek do którego przymocowany był klucz w bardzo dziwnym kształcie. Otworzył tajemniczą szufladę, schował dokumenty i nalał sobie szklaneczkę bursztynowego trunku spoglądając na drzwi łazienki. Zaczyna się robić ciekawie. I upił łyk odwracając się w stronę kominka.
Dziewczyna w tym czasie przemywała właśnie twarz nad umywalką wyrzucając sobie w myślach tę bez sensowną kłótnie. Miała dowiedzieć się jak najwięcej od Malfoya, udawać idealną przyszłą żonę i zacząć się starać a wystarczył jeden poranek by doprowadził ją do złości, wściekłości, zawstydzenia i ponownie wściekłości tym razem na samą siebie. Hermiona próbowała to sobie tłumaczyć faktem, że i tak niczego by się nie dowiedziała skoro mężczyzna ją cały czas ignoruję ale samo to, że udało mu się ją wprawić w zakłopotanie ponownie doprowadzał ją do szału. Co za irytująca sytuacja. Szatynka wytarła twarz ręcznikiem w duszy obiecując sobie, że porzuci na razie myślenie o tym temacie by zastanowić się co dalej. Ewidentnie potrzebowała konkretnego planu.
Gdy wyszła już z łazienki na jej łóżku leżała sukienka i biżuteria, zmarszczyła brwi. Na pewno wcześniej jej nie widziała, podeszła do niej podnosząc ją w dłoniach, zastanawiając się skąd się to tu wzięło gdy do pokoju wszedł jej nemezis.
- Ubierz to, wychodzimy dziś wieczór - powiedział tylko opierając się o framugę drzwi.
- Czy ja ci przypadkiem nie mówiłam, że nie od ciebie zależy co będę ubierać ? - zaczęła znowu temat.
- Sukienkę zamówiłem na pokątnej, idziemy na blackparty do Rosierów, z tego co wiem w szafie nie masz ani jednej sukienki koktajlowej w tym kolorze. Pomyślałem, że jednak chciałabyś się wpasować. Nie ma za co.
- Ja... - Hermiona nie wiedziała co powiedzieć, chodź szczerze nawet by nie zdążyła bo mężczyzna minął ją i zamknął się w łazience. Zrobiło się jej głupio.
Gdy już była przebrana i delikatnie umalowana, przejrzała się w lustrze. Wyglądała... na roznegliżowaną? Sukienka była bardzo ładna i sięgała za kolano, ale pleców praktycznie nie posiadała. Dziewczyna sama z siebie by jej nie ubrała, ale pomyślała, że warto się trochę przypodobać Malfoyowi po dzisiejszej kłótni a skoro sam ją wybrał to przecież chyba jakoś przeżyję. Była tak pochłonięta własnymi myślami, że nie zauważyła mężczyzny stojącej za jej plecami dopóki nie poczuła chłodnego dotyku na klatce, gdy ten zakładał jej naszyjnik.
- Zapomniałaś kolii - wyszeptał odgarniając jej włosy.
Hermiona wzdrygnęła się i zarumieniła usilnie unikając jego spojrzenia w lustrze, gdy ten tylko skończył odsunęła się. Złapała torebkę i zapytała:
- Możemy już iść ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz