Hermiona ponownie spojrzała w lustro nadal nie dowierzając, że to się dzieje naprawdę. Ale tak! Dzieje się... Po wiadrze wylanych łez, zaschniętym od krzyku gardle i po tuzinie wysłanych listów, oczywiście bez odpowiedzi, stała teraz przed lustrem. A wszystko to za szczelnie zamkniętymi drzwiami pokoju, który był do dziś jej schronieniem. Gdy dwa tygodnie wcześniej podpisała umowę przedślubną, zemdlała i obudziła się następnego dnia w swojej sypialni. Od tamtej pory wyszła z niej tylko 4 razy, uprzednio prosząc skrzaty o posiłki. Przeanalizowała całą sytuacje dokładnie osiem razy i przeszła przez wszystkie etapy pogodzenia się ze swoim dramatem. Od rozpaczy zaczyniwszy, kontynuując wyparciem, a później wściekłością i upartą chęcią zrobienia całemu światu na złość aż po coś, co z braku laku musimy nazwać pogodzeniem. Chodź jak przypuszczam, była to dopiero faza wstępnej akceptacji, która z pogodzeniem nie miała zbyt wiele wspólnego, ale mniejsza o takie drobnostki. Jej opiekunka i Bella nie pojawiły się u niej ani razu, nie żeby jej to przeszkadzało - podejrzewała, że śmiertelnie się na nią obraziły. Jeff przyszedł następnego dnia po omdleniu, szatynka jednak nie wpuściła go do siebie, udając, że śpi. Kolejny raz zapukał wczorajszego wieczoru, by przynieść jej szytą na specjalną okazję suknie i przekazać informacje dotyczące dzisiejszego przyjęcia zaręczynowego. Jak jej oznajmił, po przyjęciu miała przenieść się razem z Malfoyem do jego rezydencji w Anglii, by zostać jego żoną. Kpina
Hermiona wybuchła gorzkim śmiechem. To wszystko to jakieś chore nieporozumienie, albo koszmar senny. Ewidentnie - pomyślała poprawiając loki, które ledwo sięgały jej ramion. We włosy wsunęła delikatną opaskę z pereł, która ładnie współgrała z jej błękitną suknią do ziemi. Sukienka pewnie spodobała by się jej w innych okolicznościach, miała długi, rozszerzany przy dłoniach rękaw. Spódnica nie była zbyt rozkloszowana, lecz satynowa i spływająca kaskadami do ziemi, w pasie zdobiły ją delikatne perełki. Jednak wizja tego, że stroi się by zostać narzeczoną swojego szkolnego wroga, uniemożliwiała jej choćby cień radości. Nawet z tak pięknej sukni. Nie mogła się zmusić, by zrobić makijaż uważając, że i tak postarała się aż nadto. Z drugiej strony irytował ją fakt, że przecież nikt nie rozumie jej rozżalenia i rozwścieczenia. Ta cała farsa zaszła zdecydowanie za daleko. Nie była pewna jak długo zdoła udawać radość z oświadczyn jakże cudownego arystokraty.
*
Draco Malfoy był od rana w wyśmienitym humorze, po pierwsze akcja, którą zaplanował odbyła się zgodnie z planem i bez żadnych przeszkód, po drugie czeka go mocno zakrapiana impreza, najpierw uroczysta na której zrobi rodzinie na złość a później druga z jego najlepszym przyjacielem, którego nie widział przeszło dwa miesiące. Nie pamiętał kiedy ostatnio w ciągu jednego dnia tyle spraw, tak przychylnie mu się ułożyło. Od kąt został mianowany sekretarzem Czarnego Pana, rzadko kiedy wygrzebywał się z papierologii. Pomijając fakt, że pełnił również funkcję generała co wiązało się z szeregiem innych obowiązków. To wszystko oznaczało, że miał minimalnie mało czasu dla siebie, a już szczególnie dla jakiejkolwiek żony. Jego zadowolenie spadło o kilka milimetrów, to jedyny aspekt dzisiejszego dnia, który niezbyt mu się podobał, ale sprzeciwianie się Lordowi nie było mu chwilowo na rękę.
Blondyn wypił resztę bursztynowego płynu jaki pozostał w jego szklance i wstał podchodząc ostatni raz do lustra. Poprawił lekko szary krawat i zmierzwił włosy, po czym wskoczył do kominka by przenieść się do Francji.
W sali balowej zebrało się już sporo czarodziei. Większość z nich ubrana była tak jak on w czarodziejskie smokingi, ostatni krzyk magicznej mody, kilku starszych ubranych było w czarodziejskie szaty. Draco rozejrzał się po sali i podszedł powolnym krokiem do kilku generałów stojących w pobliżu marmurowej kolumny. Po przywitaniu i wymienieniu uprzejmości wyłączył się z prowadzonej przez nich rozmowy i zamyślił się rozglądając się po sali. Zauważył Jeffa ze swoją żoną ubraną w długą burgundową i bardzo drogą suknie, jednak nie zauważył z nimi Belli. Uśmiechnął się kpiąco pod nosem i zaczął szukać wzrokiem innych znajomych postaci. Spojrzał na zegarek i orientując się, że ma jeszcze chwilę do rozpoczęcia ceremonii zaręczynowej podszedł do baru, po ognistą whisky. Obrócił się z kryształową szklanką w dłoni i jego spojrzenie padło na drzwi do sali balowej przez, które weszła Alice. Pamiętając ją z kolacji jako szarą myszkę, zdziwił się widząc jak pięknie i elegancko wygląda. Może jednak nie będzie to takie najgorsze, pomyślał i uśmiechnął się w jej stronie, jednak dziewczyna zdawała się go nie zauważać.
- Witam, piękna damę - przywitał się z nią i zaoferował elegancko ramię.
Dziewczyna spojrzała na niego z urazą ? Złością ? Draco zmarszczył czoło, przecież powiedział jej komplement, co z nią nie tak. Alice jakby tego było mało zignorowała go nie tylko mu nie odpowiadając ale i odrzucając jego ramię. Podeszła sama na podest, czekając na niego i nie patrząc w jego stronę. Teraz młody Malfoy był co najmniej zirytowany jej zachowaniem. Ceremonia sama w sobie nie trwała długo, oboje zadeklarowali swoje oświadczyny na forum śmietanki towarzyskiej i blondyn oficjalnie założył Alice pierścionek z wielkim szmaragdem. Zauważył, że jej dłoń wtedy drżała. Draco uśmiechnął się fałszywie do zgromadzonych gości i zszedł z podestu trzymając swoją narzeczoną za rękę, jednak gdy tylko znaleźli się w tłumie zaraz zostali rozdzieleni i mężczyzna nie miał okazji z nią porozmawiać.
*
Hermiona czuła się źle. Nie to mało powiedziane ona czuła się tragicznie. Stojąc po środku sali balowej, na podeście i przyjmując pierścionek od Dracona Malfoya czuła się jak zdrajczyni. Rozglądając się i widząc klaszczące postacie śmierciożerców czuła do siebie niesmak. Nie chciała tego robić, czuła całą sobą, że działa wbrew swojemu sumieniu. Ale, zawsze pojawia się jakieś ale, nie widziała innej opcji. Chyba, że wybrała by pewną śmierć po tym jak ujawniła swoją tożsamość, ale i to było niewykonalne ponieważ jej naturalny instynkt przetrwania postanowił się aktywować. Z drugiej jednak strony jej gryfoński upór i honor nie pozwalały jej w pełni udawać zadowolenia i szczęścia tak jak by tego od niej oczekiwano. Na domiar tego wszystkiego dziewczyna się po prostu bała tej całej przeprowadzki do Malfoy Manor i tego, że od teraz skazana będzie na codzienne towarzystwo tej tlenionej fretki. Bała się, że zostanie rozpoznana, że Malfoy będzie próbował się do niej zbliżyć i tego, że zawiedzie w jakikolwiek sposób zakon. Naprawdę od kilku dni miała ogromny mętlik w głowie spowodowany przez tuzin niewiadomych. Jej myśli przerwało jednak przywitanie jednego z gości.
- Witam przyszłą panią Malfoy - powiedziała z przekąsem dziewczyna o głęboko brązowym kolorze włosów.
- Witam panią... ? - Hermiona była pewna, że nigdy wcześniej nie widziała jej na oczy.
- Irmina Rowle - odpowiedziała dumnie unosząc głowę. - Nie myśl, że twój ślub z Draco ma jakiekolwiek znaczenie.
- Nie do końca panią rozumiem, pani Rowle - odpowiedziała zgodnie z prawdą Hermiona.
- Spokojnie, wszystko ci wytłumaczę. Draco jest mój, ślub z tobą ma podłoże czysto biznesowe i ekonomiczne więc nie licz na nic poza wspólnie dzielonym dworem i obrączką. Nie jesteś godna tego żeby wyczyścić mu buty. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę ? Nie jesteś ani w jego guście ani w jego lidze więc nie próbuj wchodzić nam w drogę - Wysyczała Irmina i szturchając ją ruszyła z uśmiechem dalej.
Heriona zmarszczyła czoło z niezrozumieniem. Co te wszystkie kobiety w nim widzą, najpierw Bella teraz Irmina. Czy jakaś jeszcze jego nawiedzona fanka ma zamiar ją obrażać i mówić jaka to jest mało warta i niegodna niczego. Miała dość.
Szatynka podeszła do baru po lampkę wina, co prawda rzadko kiedy piła ale postanowiła jednak, że dziś jest jej to potrzebne do przetrwania. Wyłapała spojrzenie blondyna, który stał pod jedną z kolumn i szybko odwróciła spojrzenie-modląc się by nie postanowił do niej podejść. Widać nawet sam merlin się od niej odwrócił.
- Tak wcześnie już sięgasz po alkohol moja droga - zakpił podchodząc i spoglądając na nią z zaciekawieniem.
- Próbuje ci dorównać - odparła takim samym tonem i pociągnęła spory łyk, wypijając całą zawartość kieliszka.
Draco zmarszczył czoło ponownie czując, że skądś zna tą kobietę. Zmierzył jej twarz czujnym spojrzeniem ale w głowie miał pustkę. Tak jakby słyszał dzwon jednak nie wiedział z którego kościoła ten dźwięk się niesie.
- To raczej nie są zawody, w których się mierzę z kobietami.
- A w jakichkolwiek innych zwracasz na nie uwagę ? - odpowiedziała szatynka.
- Cóż, celne pytanie panno jeszcze DeVoire. Otóż nie - bezczelnie uśmiechnął się Malfoy, czym udało mu się zirytować dziewczynę.
Hermiona zmarszczyła gniewnie nos i spojrzała na blondyna z irytacją.
- W takim razie jesteś tchórzem.
- Tchórzem ? - zapytał ze zdziwieniem
- Dokładnie, widocznie obawiasz się, że w czymś mogą być od ciebie lepsze-stwierdziła z satysfakcją i zabierając nową lampkę z winem odeszła od niego, pozostawiając go samego ze zmarszczonym z gniewu czołem.
Draco pozostał nadal przy barze analizując swoją pierwszą rozmowę z Alice, wywnioskował, że dziewczyna go nie lubi, nie rozumiał tylko dlaczego. Szatynka wydała mu się inteligenta i nadal nie mógł oprzeć się wrażeniu, że zna te oczy. Tylko na merlina skąd.
- Ognistą whisky - powiedział do barmana.
Gdy minęła północ, Draco znalazł ją i bez słowa poszedł za nią do salonu, w którym czekały już jej spakowane rzeczy i za pomocą kominka przenieśli się do Malfoy Manor. Pierwszym co zobaczyła po wylądowaniu na kamiennej posadce były szmaragdowe fotele ustawione w pobliżu ciemnego kominka. kawałek dalej po prawej stronie stało ciemnobrązowe biurko zawalone papierami. Na obitej boazerią ścianie naprzeciw znajdowały się dwie pary drzwi. Przestrzeń pomiędzy nimi zajmowały wysokie do sufity regały, wypchane po brzegi magicznymi księgami. Na ten widok zaświeciły się jej oczy co szybko podłapał blondyn.
- Podoba ci się ? - zapytał bacznie obserwując jej reakcje.
Hermiona spojrzała na niego odrywając oczy od czytanych z daleka tytułów i powiedziała:
- Masz bardzo bogaty zbiór książek dotyczących eliksirów i zielarstwa - wzruszyła ramionami.
- Nie tylko zielarstwa, jeśli chcesz możesz z nich korzystać - odpowiedział nadal bacznie ją obserwując.
Dziewczyna zignorowała jego dobroduszność i jej wzrok padł na kanapę stojącą w lewym rogu, i barek obok drzwi jak się domyślała wejściowych. Ruszyła za Draconem, który otworzył przed nią jedne z dwóch par drzwi pokazując jej łazienkę. Za drugimi drzwiami znajdowała się sypialnia z granatowymi ścianami i o dziwo dosyć jasnymi szarymi meblami.
- Jedno łóżko ? - zapytała zaskoczona dziewczyna zanim zdążyła się ugryźć w język. Zobaczyła, że skrzaty domowe właśnie kończyły rozpakowywać jej rzeczy.
- A jak chciałabyś spłodzić dziedzica w dwóch ? - Zakpił, śmiejąc się złośliwie z pojawiających się na jej twarzy wypieków.
- Myślałam, że to... po ślubie - brnęła dalej zawstydzona dziewczyna.
Draco podniósł jedną brew i podszedł do dziewczyny, która cofając się uderzyła o kolumnę łóżka.
- Nie kupuje kota w worku - wyszeptał w jej stronę na co dziewczyna wyminęła go czerwona na twarzy i z cichym burknięciem - zabrała rzeczy i weszła do łazienki.
Gdy Hermiona już się wykąpała, przebrała się w satynową koszulę do ziemi, która jak każda część jej garderoby zakrywała ramiona. stanęła przed lustrem i chowając włosy za uchem - spojrzała na swoje odbicie. Ochlapała twarz zimną wodą, przygotowując się mentalnie na spotkanie z pewnym bezczelnym i okrutnym tyranem. Jak zwykła go nazywać w myślach, po czym opuściła pomieszczenie. Malfoya jednak nie zastała w sypialni, ani też w salonie. Zdziwiona zdała sobie sprawę, że po prostu wyszedł i nie wiedziała czy bardziej ją to irytuję czy cieszy. Położyła się więc na łóżku i odpłynęła w krainę morfeusza zanim nieznośne myśli całkowicie ją pochłonęły.
*
- Jak tam twoja narzeczona smoku - zapytał ciemnoskóry chłopak.
Draco zastanowił się chwilę zanim odpowiedział - Wydaję mi się, że skądś ją znam, jej zachowanie też jest dziwne. Zachowuję się jakby była do mnie uprzedzona, jakby mnie znała i niezbyt za mną przepadała. - Zmarszczył czoło analizując sytuacje - I chyba jest dziewicą - zaśmiał się kpiąco wraz z kolegą.
- Po czym to wnioskujesz ? - zapytał rozbawiony Blaise, ponieważ tak nazywał się owy chłopak.
- Za każdym razem gdy próbuję ją dotknąć jej ręce drżą, unika mojego spojrzenia jak ognia. Nie odpowiada mi lub robi to w sposób złośliwy i przemądrzały. Rozmawialiśmy kilka razy a już zdążyła mnie otwarcie nazwać tchórzem. Irytuje mnie, bo nie mam pojęcia o co jej chodzi - narzekał dalej.
- Oho, czyżby nasz Casanova trafił na kobietę, na którą nie działa twój urok osobisty - kpił z niego dalej.
- Bardzo zabawne Zabini, nie chodzi tu o urok tylko o to, że skądś się znamy i ona pamięta skąd a ja nie. Musze się tego dowiedzieć.
- Widzę kolega ma ewidentnie urażone ego, zmieniając temat rozmawiałeś już z Irminą ? Czy planujesz z nią w ogóle rozmawiać, to chyba trafniejsze pytanie.
Blondyn westchnął zniecierpliwiony i podszedł do barku nalać sobie zdecydowanie większą porcje alkoholu.
- Nie rozmawiałem z nią jeszcze ale będę musiał, ostatnio zbyt wiele sobie pozwala. Widziałem nawet, że zaczepiła Alice podczas ceremonii. Będę musiał coś z tym zrobić, ale to jak wrócimy. Wiesz, że z rana wyjeżdżam na ważną misję razem z jej ojcem.
Przyjaciele spędzili razem jeszcze sporo czasu nim obaj udali się do łóżek. Chwała temu kto wymyślił eliksir na kaca.
*
Gdy Hermiona się obudziła następnego ranka - Malfoya nadal nie było w komnatach. Wyglądało na to, że nawet w nich nie spał. Przebrała się w bordową szatę z długim rękawem i udała się do salonu. Na niskim stoliku obok kanapy znajdowała się taca ze śniadaniem i liścik.
Moja ukochana!
Wyjechałem na trzy dniową misję, nie wychodź z komnat pod moją nieobecność, wszystko czego będziesz potrzebować dostarczą ci skrzaty.
Twój oddany narzeczony
Hermiona spojrzała na tacę wypełnioną po brzegi jedzeniem i uśmiechnęła się pod nosem. Cieszyła ją wizja trzech dni w samotności razem z cudownym zbiorem książek jaki znajdował się w salonie. Nagle do jej głowy trafiła cudowna myśl. Wstała rozanielona i biegiem rzuciła się do biurka chcąc znaleźć jakiś informację, które mogłyby okazać się cenne dla zakonu feniksa. Zaczęła od papierów znajdujących się w trzech kupkach na biurku. Okazało się, że pierwsza z nich to wszelakie dokumenty mówiące o ludziach podlegających mu wraz z hakami na każdego z nich. Hermiona zmarszczyła nos zniesmaczona takim podejściem do własnych ludzi. Postanowiła tym zająć się później, druga sterta zawierała jakieś skomplikowane i niezrozumiałe dla niej formuły zaklęć i eliksirów. Czyżby Malfoy próbował stworzyć coś własnego? Trzecia kupka również nie przyniosła jej żadnych informacji wartych uwagi. Zabrała się więc za przeszukiwanie szuflad. W pierwszej znalazła plany misji wszystkich członków armii Voldemorta. Dziwne, czyżby fretka była kimś z archiwum? Spojrzała na daty i zrozumiała, że wszystkie te misję już się odbyły, a te dokumenty były sprawozdaniami z nich wraz z odręcznie zapisanymi notatkami. Hermiona próbowała się w nich odczytać ale okazało się, że są napisane niezrozumiałym dla niej kodem pełnym pół słówek, cyfr i znaków. Zaczęła się powoli irytować zapobiegliwością blondyna i brakiem rezultatów swoich poszukiwań. Mimo to przekopiowała wszystkie dokumenty odkładając je na krzesło. W drugiej szufladzie znalazła mnóstwo dziwnych map, schematów i wykresów. Widocznie tutaj trzymał wszystko co pomocne do tworzenia planów misji. Zdziwił ją perfekcjonizm i fakt, jak wszystko chronologicznie uporządkowane ma mężczyzna. Te kartki również przekopiowała i ułożyła na poprzednim stosie. Trzecia szuflada była zamknięta. Szatynka wyciągnęła różdżkę i użyła wszystkich zaklęć jakie znała by spróbować ją otworzyć. Szuflada pozostała jednak nie wzruszona a ona się zdenerwowała. Przecież użyła ogromnie skomplikowanych i potężnych zaklęć. Przysiadła na biurku i zastanowiła się po czym wzięła do rąk kartki z formułami. Przejrzała je uważnie próbując rozpracować jednak nic jej to nie dało. Zrezygnowana wzięła przekopiowane papiery i użyła swojego specjalnego zaklęcia by wraz z krótką notatką odesłać je Kingsleyowi.
Zjadła śniadanie i zaczęła rozplanowywać jak dostać się do szuflady i jak rozpracować skodowane notatki i formuły stworzone przez blondyna. Nagle błogie trzy dni wydały jej się zbyt krótkim czasem na zrobienie wszystkiego co sobie zaplanowała. Gdy wstała z chęcią podejścia do owej szuflady i sprawdzenia czy nie ma ukrytej dziurki na klucz usłyszała jak drzwi wejściowe do komnaty się otwierają.
- Żyjesz tu ? - zapytał ciemnoskóry chłopak, którego pamiętała ze szkoły. - Blaise Zabini - przedstawił się, widząc jej zaskoczoną minę. - Co tam porabiasz ?
Hermiona zdziwiona przyglądała się jak przybysz bierze sobie szklankę bursztynowego płynu z barku i rozsiada się na kanapie wyciągając proroka codziennego.
- No co się tak patrzysz siadaj, chcesz coś do picia ? - zapytał
Szatynka zajęła miejsce po drugiej stronie kanapy, ciesząc się, że zapobiegliwie wszystkie skopiowane dokumenty zdążyła już wysłać.
- Co ty tutaj robisz ? - zapytała, i odmówiła alkoholu - Jest przed dwunastą - dodała zniesmaczona.
- Chyba nie myślałaś, że smok zostawi cię tak zupełnie samą bez towarzystwa. To się nie godzi - oznajmił po czym machnął różdżką i na stole zamiast tacy pojawił się dzbanek z kawą, dzbanuszek z lekiem i cukier.
Jebany Malfoy nawet na odległość musi wszystko niszczyć. Pomyślała wściekła.
- Kawy ? - zapytał uprzejmie nalewając jej do filiżanki.
- Rzeczywiście wydajesz się znajoma, tak jak mówił Draco, przypomnij jak masz na imię ? - Zapytał przyglądając się jej.
- Malfoy mówił, że mnie zna?
- Mówił, że jest pewny, że skądś cię kojarzy i muszę się z nim zgodzić. Te oczy wydają się znajome.
Chłopak wydał jej się bardzo bezpośredni i otwarty. Przypomniała sobie, że chodzili razem do Hogwartu jednak nigdy z nim nie rozmawiała. Spojrzała na jego ramię, na którym o dziwo nie było mrocznego znaku.
- Halo, zadałem ci pytanie marzycielko - zaśmiał się przyjaźnie.
- Alice DeVoire
Chłopak zastanowił się chwilę po czym wzruszył ramionami i zapytał czy chciałaby by ją oprowadził po posiadłości. Hermiona postanowiła się zgodzić wiedząc, że na swoje szpiegostwo w jego obecności nie ma szans.
Jednak chwilę po wyjściu spotkali osobę, której Hermiona miała nadzieję już nigdy więcej nie spotkać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz