sobota, 10 grudnia 2022

Rozdział Czwarty

 Blackparty okazało się być dosyć dużym przyjęciem zorganizowanym w rezydencji Rosierów. Swoją nazwę zawdzięczało temu, że wszyscy uczestnicy ubrani byli na czarno. Dekoracje i napoje również  były w tym kolorze. A więc tak śmierciożercy odbywają swoje rozmówki i załatwiają interesy. Ten przepych z jakim to robili zdecydowanie ją odrzucał. Przypomniała sobie zebrania członków zakonu feniksa na których cisnęli się w małym pomieszczeniu w brudnych dresach i skrzywiła się. Poczuła dłoń swojego partnera na plecach i przeszedł ją nagły dreszcz co chyba wyczuł bo uśmiechnął się do niej szelmowsko powodując u niej wypieki na twarzy. Dziewczyna odwróciła wzrok i dała się poprowadzić do jednego z okrągłych stolików przy którym siedzieli już jacyś ludzie. Uśmiechnęła się na widok Blaisa i zajęła miejsce obok niego nim blondyn zdążył to zrobić. Przynajmniej ma szansę na jakąś normalną rozmowę dzisiejszego wieczoru. Uśmiech pozostał na jej twarzy. Draco spoglądał na nią kontem oka wyglądając na zamyślonego, czego ona jednak nie zauważyła.

- Alice... - Przywitał się z nią Blaise na co odpowiedziała mu tym samym.

- Witam przyszłą panią Malfoy - powiedział mężczyzna siedzący na przeciw niej a Hermiona skojarzyła skąd zna jego głos. To jego słyszała rano w ogrodzie. - Evan Rosier - przedstawił się.

Nie wiedział przecież, że dziewczyna doskonale go zna z pola walki. Stąd też kojarzyła jego głos. Odpowiedziała mu jednak uprzejmie i poznała pozostałych osobników siedzących przy stole. Oprócz rodziny Rosierów, którzy byli gospodarzami dzisiejszego przyjęcia przy stole siedział również Blaise, Rodzina Rowle wraz z Irminą, która mierzyła ją spojrzeniem z drugiego końca stołu. Jej ojciec Thorfin był wysokim blondynem o podłużnej twarzy i sprawiał wrażenie jakby mało co go obchodziło wszystko wokół.

- My się przecież już znamy prawda Irmino - odpowiedziała Hermiona dziewczynie gdy ta jak gdyby nigdy nic udawała, że przyjaźnie się jej przedstawia. Fałszywa żmija.

Draco spojrzał na nią nagle zdziwiony jej słowami jednak postanowiła go zignorować i ciągnęła dalej:

- Czyżbym nagle stała się warta rozmowy z tobą ?

Brązowowłosa dziewczyna nie dała jednak zbić się z tropu i odpowiedziała.

- Chyba mnie z kimś mylisz kochana - po czym uśmiechnęła się tak zjadliwie, że ciężko było uznać tą odpowiedź za szczerą.

Młody Malfoy nadal świdrował ją spojrzeniem jednak nie odezwał się tylko wciągnął siedzącego obok niego śmierciożercę w rozmowę dotyczącą misji jaka miała się odbyć w tym tygodniu. Hermiona próbowała wyłapać jak najwięcej informacji jednak nie dość, że mówili przyciszonymi głosami - czarnoskóry postanowił zająć ją rozmową.

- I jak ci się mieszka ze smokiem ?

- Ciężko powiedzieć o tym cokolwiek pozytywnego, dlatego zostawię twoje pytanie bez konkretnej odpowiedzi - odpowiedziała i sięgnęła po lampkę wina uśmiechając się do niego.

Bardzo szybko zeszli na temat książek, wymienili się spostrzeżeniami i zaczęli żartować wspominając spacer po rodowym korytarzu Malfoyów.

- A wam co tak wesoło ? - zapytał Draco świdrując ją spojrzeniem przez co dziewczyna odwróciła wzrok starając się ignorować jego przenikliwe oczy. - Nie sądziłem, że Alice się choćby uśmiecha - dodał zgryźliwie - jak tego dokonałeś przyjacielu?

Jego głos był lekko złośliwy ale brunet zdawał się być do tego przyzwyczajony. Odparł mu z uśmiechem:

- Widocznie posiadam coś czego tobie ewidentnie brakuje.

- Ciekawy jestem co to takiego - odpowiedział i znów spojrzał na Alice.

- Empatię, poczucie humoru i podejście do kobiet - odpowiedział dumnie wypinając pierś czym wywołał śmiech u Malfoya, który pokręcił głową z dezaprobatą. 

Musieli jednak przerwać rozmowę i wstać razem z innymi gdyż ktoś wszedł na salę. Hermiona próbowała wyjrzeć i w końcu go zobaczyła. Przez salę zmierzał Lord Voldemort, kawałek za nim lekko z lewej strony zmierzała Bellatriks Lestrenge a jeszcze dalej sam Severus Snape. Szatynka widząc spojrzenie tego ostatniego natychmiast spuściła wzrok i zaczęła nerwowa bawić się pierścionkiem. Czarny Pan wygłosił krótką przemowę mówiącą o ich potędze, ale ona go nie słuchała. Nagle wpadła jej do głowy inna myśl, gdy zajęli miejsca zaczęła się zastanawiać. A raczej przypominać sobie, że plan awaryjny ucieczki dla złotego trio, tworzony był już dawna. Tak dawno, że Snape pomagał w opracowaniu go. Dla bezpieczeństwa ułożenie planów ucieczki zostały rozłożone pomiędzy sześć osób. Mcgonagall i Sprout ułożyły plan dla Rona, Lupin i Dumbledore dla Harry'ego a Shacklebolt korzystał z pomocy Severusa przy układaniu planu dla niej. Pomysł ten powstał jeszcze przed bitwą o Hogwart na jednym z wielu spotkaniach członków zakonu feniksa, którzy za wczasy pomyśleli o wszystkim. To oznacza, że człowiek, który ich zdradził i zasiadał teraz przy stole z samym Voldemortem gdyby tylko się zastanowił mógłby ją rozpoznać. Dziewczyna zbladła, co zauważył przyglądający się jej cały czas Malfoy jak i Panna Rowle.

- Coś się stało moja droga ? - zapytała jadowicie.

Jakby cię to co najmniej interesowało wywłoko, pomyślała szatynka. Starała się uspokoić w myślach, by nie wydać się za wczasy sama, ale nie było to tak proste. Nagle ze zdwojoną siłą dopadła ją myśl, że jest sama jak palec w otoczeniu wroga. I jeśli cokolwiek by się teraz wydało, nie ma już dla niej ratunku. 

- Wina ? - zapytał blondyn spoglądając na jej pusty kieliszek.

- Nie dziękuję, chyba gorzej się poczułam... - odpowiedziała chcąc zachować pozory i próbując zdobyć się na lekki uśmiech.

- Czyżby wystraszył cię widok naszego pana ? Biedna, taka wrażliwa dziewczyna jak ty co planuje robić u boku kogoś takiego jak smok ? - zapytała nachylając się do niej i mówiąc tak aby nikt poza nią jej nie usłyszał. - Mówiłam ci, żebyś się w to nie pakowała, pożałujesz szmato.

Po czym jak gdyby nigdy nic podała jej chusteczkę i powiedziała, milutkim głosem uśmiechając się do niej.

- Może to cię trochę odświeży, chyba leciutko się spociłaś kochana. 

Hermiona zignorowała chustkę od niej i komentarz Draco, że zachowuję się nie grzecznie i nagle poczuła, że ktoś z premedytacją nadepnął jej pod stołem na nogę. Zabolało. Spojrzała na Irminę mrużąc oczy i odsunęła nogi z jej zasięgu wdając się w przyjazną pogawędkę z Blaisem.

Jakąś godzinę później włączono muzykę i blondyn zaprosił ją do tańca, gdyż stwierdził, że muszą się pokazać przed czarnym panem i generałami i poprosił ją by choć raz nie protestowała i dała się zaprowadzić na parkiet. Hermiona więc zgodziła się odnotowując w głowie, że Malfoyowi bardzo zależy na tym by wszyscy wokół oprócz Blaisa myśleli, że są w sobie naprawdę zakochani. Był miły i szarmancki -  w przeciwieństwie do tego jakim był gdy byli w apartamentach, dlatego postanowiła się nie buntować. Miejsce na plecach na którym trzymał dłoń, wydawało jej się gorące niczym płomień. Starała się nie wzdrygać przy każdym dotknięciu ale dreszczy nachodziły ją mimowolnie powodując wypieki na jej twarzy. Nie mogła zrozumieć dlaczego jej ciało tak dziwnie reaguje na smoka. To pewnie obrzydzenie. Zauważyła, że chłopak tańczy niczym zawodowiec ale również trzymał ją na dystans. Ciekawe dlaczego? 

Po przetańczeniu dwóch piosenek wrócili do stolika by napić się wina, stolik chwilowo był pusty ponieważ każdy albo był na parkiecie albo przesiadł się by ubić jakieś ciemne interesy. Przynajmniej tak myślała Hermiona.

- Mogę wiedzieć co szeptała do ciebie Rowle zanim podała ci chusteczkę, że nie zgodziłaś się jej przyjąć ? - zapytał wykorzystując stosowną okazję. - I skąd wcześniej ją znałaś ? 

Hermiona zakręciła winem w kieliszku, zastanawiając się nad odpowiedzią.

- Wydaje mi się, że doskonale wiesz o czym do mnie mówiła - powiedziała nie spuszczając z niego oczu. - A poznałam ją na naszym przyjęciu zaręczynowym.

Chłopak westchnął i przetarł dłonią po brodzie. Dolał sobie kolejną szklankę wina. Kiedy on zdążył wypić poprzednią ? Hermiona jednak nadal bawiła się kieliszkiem. 

- To wiele tłumaczy- odpowiedział blondyn.

Szatynka zmarszczyła brwi z niezrozumieniem, dając znak rozmówcy, że nie wie co ten ma na myśli.

- Dlaczego od początku jesteś na mnie taka cięta, skoro na samym starcie rozmawiałaś z Irminą.- Zrobił przerwę na głęboki wdech i kontynuował - Co ci nagadała?

Hermiona była zdziwiona, blondyn rzeczywiście tak mógł to odbierać. Pomyślała, że da jej to szanse na zaczęcie od nowa swojej misji, i tym razem opanuję się i zacznie być dla blondyna miła. Może zrzucić wszystko na zazdrość a ich relacja zaczęłaby wyglądać inaczej, będzie mogła wyciągnąć więcej informacji.

-ohh... coś w stylu, że jestem nic nie wartą osobą, że nie nadaję się by czyścić ci buty a ten ślub i związek i tak nie ma znaczenia bo jesteście parą a ja stoję na przeszkodzie, czego jak się dziś dowiedziałam pożałuje - odpowiedziała zgodnie z prawdą po czym wzięła łyk wina.

Nie usłyszała jednak odpowiedzi chłopaka ponieważ gdy tylko połknęła płyn spadła z krzesła a jej ciało zaczęło drgać w konwulsjach.

 Nie wiedziała również, że cała sala zamarła, że Draco trzymał jej głowę próbując rzucać redukujące zaklęcia. 

Nie zobaczyła jak Severus Snape podbiega do niej rzucając zaklęcie diagnozujące i nie poczuła jak wlewa jej do buzi antidotum.

 Nie wiedziała jeszcze, że został otruta. 

Ani nie poczuła jak blondyn niosąc ją na rękach teleportował ich do szpitala wojskowo gdzie spotkał się nad jej łóżkiem razem ze Snapem. 

Nie wiedziała kiedy się obudzi, nikt nie wiedział czy zrobi to w ogóle. 

środa, 7 grudnia 2022

Rozdział Trzeci

 Hermionie serce podeszło do gardła momentalnie.

- OH, a kogóż my tu mamy - wyświergotała Bellatriks Lestrenge. - przyszła pani Malfoy, jak mniemam. Mów mi Bella.

Kobieta wystawiła do niej rękę z czarnymi szponami i uśmiechnęła się szeroko lecz fałszywie. Szatynka drżącą ręką przywitała się z nią w duchu modląc się by jak najszybciej odejść. Chodź raz merlin był jej przychylny i Blaise zamienił kilka zdawkowych zdań, oznajmił że się spieszą i łapiąc ją za ramię pociągnął w stronę marmurowych schodów.

- Jeśli tylko możesz unikaj jej jak ognia - powiedział jej czarnoskóry towarzysz gdy tylko znaleźli się na schodach. - Nie jest odpowiednim towarzystwem dla nikogo, a w szczególności dla ciebie.

Hermiona podniosła spanikowana oczy 

-W szczególności dla mnie? co masz na myśli? - Czyżby coś podejrzewał.

- No masz zostać żoną smoka, powinnaś wiedzieć, że nie przepada on za nikim ze swojej rodziny, no może z wyjątkiem Narcyzy. Jestem pewny, że bardzo by go wkurzyło gdybyś zaprzyjaźniła się z jego ciotką, z którą szczerze mówiąc otwarcie prowadzą wojnę od dwóch miesięcy - powiedział rozbawiony chłopak spoglądając na nią.

hmm, ciekawa i wartościowa wiedza, pomyślała Hermiona. Zabini wykazywał skłonność do ujawniania informacji wszelakiego rodzaju. Lubił dużo mówić i był bezpośredni. Wydawało jej się, że będzie go można łatwo pociągnąć za język w niektórych kwestiach, co mogło jej bardzo pomóc.

Pomieszczenie do którego weszli było wysoko sklepioną salą. Było to co najmniej piętrowe pomieszczenie. Regały sięgały do samego sufitu, a mniej więcej w połowie ich wysokości znajdował się długi na szerokość pomieszczenia balkon, do którego prowadziły drewniane drabiny. Dziewczyna była urzeczona biblioteką należącą do rodu Malfoyów.

- To chyba jedyny tak jasny i przestronny pokój w całym dworze - zażartował chłopak widząc zadowolenie towarzyszki. 

- Tak, to fakt wszystko tu jest takie mroczne i zimne - odpowiedziała Hermiona zgodnie z prawdą. 

- Racja wyglądasz raczej na miłośniczkę jasnej strony mocy - zaśmiał się dwuznacznie, czym przyprawił ją o przyspieszone bicie serca. 

Dziewczyna zaczęła się bawić pierścionkiem jednocześnie zastanawiając się czy był to zwykły żart, czy jakaś aluzja. Chłopak jednak nie zauważył jej zmieszania ponieważ, w tym czasie usiadł przy jednym z trzech okrągłych stolików znajdujących się w centralnej części pomieszczenia. Przywołał zaklęciem książkę i jak gdyby nigdy nic zajął się czytaniem. Hermiona nie wiele myśląc podeszła więc do niego i spojrzała na tytuł owej księgi.

- "Jak oczarować wybredne czarownice" - wybuchnęła szczerym śmiechem pierwszy raz od dawna.

- Co o co ci chodzi - Zapytał fałszywie oburzony - sztuka podrywania to bardzo mistyczna i zawiła umiejętność, trzeba się cały czas dokształcać.

- Czyżbyś nie umiał poderwać kobiety, Zabini ? - Nabijała się z niego dziewczyna

- Ależ oczywiście, że umiem po prostu zdobywam w ten sposób nowe sposoby i mogę konstruować głębsze taktyki mych podbojów. - oświadczył dumnie i odłożył książkę na stół - A ty co byś mi poleciała do czytania?

- Z pewnością coś bardziej ambitnego - powiedziała przemądrzale podchodząc do pierwszego regału z książkami. - O to jest dobre, "Magia praktyczna: zaklęcia porządkujące" to naprawdę kręci kobiety - podała mu książkę uśmiechając się na widok grymasu na jego twarzy. 

Polubiła tego chłopaka, traktował ją zupełnie inaczej niż wszyscy, nie miał mrocznego znaku no i nie była do niego uprzedzona. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo potrzebowała kogoś takiego w swoim otoczeniu.

- W takim razie już wiem co kupie smokowi na święta.

Całe południe upłynęło im na rozmowie na temat książek, na żartowaniu i wspólnym czytaniu. Po obiedzie, który zjedli razem w komnatach Malfoya, Blaise pokazał jej najbardziej interesujące ją fragmenty dworu. Obejrzała ogromny ogród, sale balową w której ma wziąć ślub a także korytarz rodowy, w którym wisiały podobizny wszystkich członków rodziny z 10 pokoleń wstecz. Ogromnie się przy tym uśmiała ponieważ czarnoskóry każdy z obrazów komentował na swój typowy sposób. I tak minęły jej całe trzy dni, Zabini zabierał jej niemal cały wolny czas, zostawiając jej go nie wiele na wieczorne studiowanie formuł zaklęć znalezionych przez nią na biurku. Nim się obejrzała, wstała kolejnego dnia a w salonie na fotelu siedział Malfoy z parującym kubkiem kawy w dłoni. Jej ostatnio dobry nastrój prysł w minutę.

- Kawy ? - zapytał właściciel komnat nie patrząc na nią z nad gazety.

Gdy Hermiona się zgodziła, kubek na małym stoliczku zaczął magicznie się napełniać a Draco wskazał jej fotel obok siebie. Dziewczyna przysiadła na jego skraju nerwowo bawiąc się pierścionkiem i po chwili sięgnęła po kubek.

- Jak ci minął czas pod moją nieobecność - zapytał neutralnym tonem nadal nie odrywając wzroku od czytanych informacji.

- Dobrze - odpowiedziała zgodnie z prawdą, siadając wygodniej na fotelu i próbując zachować równie neutralny ton co jej rozmówca.

- Polubiłaś Blaisa ? -zapytał podnosząc wreszcie wzrok na nią.

- Tak

- To bardzo dobrze, to wszystko ułatwi - powiedział jakby do siebie po czym rzucił jej krótkie analizujące spojrzenie i wrócił do czytania gazety.

- A tobie jak minął czas , gdziekolwiek byłeś ? - zapytała lekko zirytowana jego ignorancją i ciekawa misji blondyna.

Chłopak jednak nie odpowiedział jej więc dopiła kawę i ruszyła do sypialni by przebrać się w wygodne dresy i bluzę z kapturem. W kieszeni schowała pergamin i pióro, postanowiła wyjść do ogrodu i wysłać list Kingsleyowi odnośnie powrotu nieznośnego blondyna. 

- Dokąd idziesz w takim stroju - zapytał gdy wychodziła jednak postanowiła zignorować go tak samo jak on ją. Wyszła z posiadłości prosto do ogrodu różanego, który spodobał się jej najbardziej. Przemierzała kwieciste alejki pogrążając się w swoich myślach i zapominając na chwilę, że znajduję się w mrocznej twierdzy jednego z głównych śmierciożerców. Gdy nagle usłyszała głosy dobiegające zza rogu. Jeden z nich wydał się jej znajomy, drugiego jednak nie mogła skojarzyć. Nadstawiła słuchu, przystając na samym rogu by jak najlepiej słyszeć.

- Mówiłem ci, że on zawsze musi sprawiać problemy, nigdy nie zachowa się tak jak tego wszyscy wokół oczekują - Mówił znajomy głos.

- Tak, tak wiem, już o tym rozmawialiśmy - odpowiedział jego rozmówca.

- Dlatego powtarzam ci po raz kolejny, że każdy szczegół naszego planu musi być dogłębnie przeanalizowany i przemyślany pod każdym kątem, a to co zrobiłeś nie pomoże nam tylko zaszkodzi! - mężczyzna podniósł głos.

- Skąd masz taką pewność ? Przecież...

- Skąd ?! Skąd ?! Znam go od dziesięciu lat i wiem o nim zdecydowanie więcej niż ty a to co wymyśliłeś i bez mózgu wykonałeś, zamiast nam pomóc go podkopać tylko go rozwścieczy a wściekły Malfoy to ostatnie czego nam teraz trzeba.

- Skąd możesz to wiedzieć... - nie dane jednak było mu skończyć bo kolejny raz u przerwano.

- Malfoy nie potrafi kochać... - dalsza część wypowiedzi przycichła a głosy zaczęły się oddalać.

Widocznie dwóch mężczyzn musiało ruszyć dalej alejką i gdy Hermiona już miała wyjść za rogu by spojrzeć na mężczyzn - ktoś schwytał ją za ramię gwałtownie odwracając w swoją stronę.

- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. - Malfoy powiedział groźnym tonem nadal trzymając jej ramię.

Heriona skrzywiła się dosyć mocno

- Nie pozwolę żeby moja narzeczona mnie ignorowała i do tego szlajała się po dworze w jakiś mugolskich szmatach. Nie nauczyli cię w tej Francji żadnych zasad szlachetnego obycia ? 

Jednak nie czekając na jej odpowiedź i nadal nie puszczając jej łokcia pociągnął ją za sobą w stronę dworu niczym szmacianą lalkę. Na początku próbowała się wyrywać ale widząc jego lodowate spojrzenie po prostu odpuściła idąc za nim i chcąc policzyć się z nim w komnatach. Gdy tylko weszli do salonu, chłopak puścił ją i jak gdyby nigdy nic ponownie ją ignorując, zajął się papierami przy biurku.

Dziewczyna stała na środku pokoju, założyła ręce na biodra i świdrowała go spojrzeniem, czekając na jakąkolwiek reakcje z jego strony. Cóż nie doczekała się. 

- Myślisz, że pozwolę ci traktować mnie jak swoją własność ? -  zapytała w końcu nie wytrzymując. - Halo, mówię do ciebie, co ty sobie wyobrażasz Malfoy, że co będziesz mną szarpał żebym chodziła za tobą jak piesek ? Że masz cokolwiek do gadania odnośnie tego jak się ubieram albo gdzie idę? Chyba cię pogrzało jeśli myślisz, że będę robić cokolwiek co ty byś chciał żebym robiła... Nie życzę sobie tego, żebyś traktował mnie tak przedmiotowo...Hej ! - przerwała ponieważ chłopak mimo jej wywodu nadal ją ignorował, co szczerze mówiąc doprowadzało ją do szału.

 Podeszła więc do niego pstrykając mu palcami przed oczyma a na jej twarzy pojawiły się już wypieki. Co za gbur i niewychowany palant. Wściekła do granic możliwości po prostu wyrwała mu papiery z przed oczu i chowając je niczym dziecko za plecami. Sukces. Draco w końcu podniósł na nią wzrok również zirytowany.

- Oddaj mi to w tej chwili -  powiedział zirytowany. Co za baba.

- Bo co mi zrobisz ? Zaprowadzisz do kąta ? - Kpiła. - Nie nie oddam ci, bo nie lubię gdy ktoś mnie ignoruje...

- Zauważyłem, oddaj - wycedził nadal ignorując jej pretensje i pewnym krokiem wstając i podchodząc w jej stronę.

- Nie oddam dopóki mnie nie wysłuchasz, nie jestem twoją własnością to po pierwsze, po drugie nie możesz mnie tak ignorować skoro mamy być małżeństwem...

- Słuchaj mała, nie interesuje mnie wizja twojego małżeństwa ani te twoje grymasy ani naburmuszona mina, interesują mnie moje PAPIERY, dlatego dobrze ci radzę oddaj mi je.

Hermiona zdenerwowała się nie na żarty, to ona do niego z wyciągnięta ręką, chcąc się dogadać a on tą rękę odcina. Nigdy by nie pomyślała, że będzie się prosić Malfoya o to by zwrócił na nią uwagę. Skrzywiła się na te myśl ale z przekory postanowiła nie oddawać mu tych papierów za żadne skarby. Niech sobie nie myśli hrabia...

-N - I - E, Poznałeś już wcześniej takie słowo ? - kłóciła się z nim dalej.

Draco jednak zamiast jej odpowiedzieć popchnął ją delikatnie na ścianę, która nagle okazała się być dużo bliżej niż się tego spodziewała. Zbliżył się do niej, trochę zbyt blisko (jej zdaniem) a do jej nozdrzy doleciały jego perfumy. Poczuła drzewo sandałowe, piżmo i nutę zapachu jabłka. Dziewczyna przełknęła ślinę i przygryzła dolną wargę nagle tracąc całą swoją odwagę pod ostrym spojrzeniem blondyna. On w tym czasie oparł rękę w pobliżu jej głowy jeszcze bardziej się nachylając i napawając jej zdezorientowaniem. Hermiona zarumieniła się gdy zdała sobie sprawę, że spojrzenie Malfoya straciło na ostrości a błękitne tęczówki spoglądały na jej przygryzione wargi. Odsunęła go więc rzucając mu papiery i zirytowana zamknęła się w łazience. Nienawidziła przegrywać.

Blondyn w tym czasie wrócił do biurka i przetarł dłonią po brodzie jakby zamyślony. Spojrzał na odzyskane papiery i wyjął spod koszulki łańcuszek do którego przymocowany był klucz w bardzo dziwnym kształcie. Otworzył tajemniczą szufladę, schował dokumenty i nalał sobie szklaneczkę bursztynowego trunku spoglądając na drzwi łazienki. Zaczyna się robić ciekawie. I upił łyk odwracając się w stronę kominka.

Dziewczyna w tym czasie przemywała właśnie twarz nad umywalką wyrzucając sobie w myślach tę bez sensowną kłótnie. Miała dowiedzieć się jak najwięcej od Malfoya, udawać idealną przyszłą żonę i zacząć się starać a wystarczył jeden poranek by doprowadził ją do złości, wściekłości, zawstydzenia i ponownie wściekłości tym razem na samą siebie. Hermiona próbowała to sobie tłumaczyć faktem, że i tak niczego by się nie dowiedziała skoro mężczyzna ją cały czas ignoruję ale samo to, że udało mu się ją wprawić w zakłopotanie ponownie doprowadzał ją do szału. Co za irytująca sytuacja. Szatynka wytarła twarz ręcznikiem w duszy obiecując sobie, że porzuci na razie myślenie o tym temacie by zastanowić się co dalej. Ewidentnie potrzebowała konkretnego planu.

Gdy wyszła już z łazienki na jej łóżku leżała sukienka i biżuteria, zmarszczyła brwi. Na pewno wcześniej jej nie widziała, podeszła do niej podnosząc ją w dłoniach, zastanawiając się skąd się to tu wzięło gdy do pokoju wszedł jej nemezis. 

- Ubierz to, wychodzimy dziś wieczór - powiedział tylko opierając się o framugę drzwi.

- Czy ja ci przypadkiem nie mówiłam, że nie od ciebie zależy co będę ubierać ? - zaczęła znowu temat.

- Sukienkę zamówiłem na pokątnej, idziemy na blackparty  do Rosierów, z tego co wiem w szafie nie masz ani jednej sukienki koktajlowej w tym kolorze. Pomyślałem, że jednak chciałabyś się wpasować. Nie ma za co.

- Ja... - Hermiona nie wiedziała co powiedzieć, chodź szczerze nawet by nie zdążyła bo mężczyzna minął ją i zamknął się w łazience. Zrobiło się jej głupio.

Gdy już była przebrana i delikatnie umalowana, przejrzała się w lustrze. Wyglądała... na roznegliżowaną? Sukienka była bardzo ładna i sięgała za kolano, ale pleców praktycznie nie posiadała. Dziewczyna sama z siebie by jej nie ubrała, ale pomyślała, że warto się trochę przypodobać Malfoyowi po dzisiejszej kłótni a skoro sam ją wybrał to przecież chyba jakoś przeżyję. Była tak pochłonięta własnymi myślami, że nie zauważyła mężczyzny stojącej za jej plecami dopóki nie poczuła chłodnego dotyku na klatce, gdy ten zakładał jej naszyjnik. 

- Zapomniałaś kolii - wyszeptał odgarniając jej włosy.

Hermiona wzdrygnęła się i zarumieniła usilnie unikając jego spojrzenia w lustrze, gdy ten tylko skończył odsunęła się. Złapała torebkę i zapytała:

- Możemy już iść ?